Rozstanie sprzed kilku miesięcy skłoniło mnie do głębszych przemyśleń i doprowadziło do niewesołych wniosków. Zauważyłem pewną zależność – wybieram partnerki „z defektem”, takie, którym da się pomóc. Podświadomie oczywiście, ale tak to niestety wygląda. Co więcej, nie ogranicza się tylko do romantycznego aspektu mojego życia, objawia się to także w życiu codziennym – chorobliwą wręcz gotowością do pomocy innym. Teoretycznie nic strasznego, ale w praktyce wygląda to tak, że często przedkładam pomoc innym nad zajęcie się samym sobą (np. nie mam czasu czegoś ugotować lub zrobić zakupów, bo pomagam komuś w tym czasie i kończę, zamawiając pizzę). I nigdy nie oczekuję niczego w zamian. Po prostu mam silną potrzebę pomagania, naprawiania i rozwiązywania cudzych problemów, nawet własnym kosztem. Dodam jeszcze, że o ile pomoc znajomym jest z reguły skuteczna, tak naprawa żadnej z potencjalnych partnerek na resztę życia nie zakończyła się powodzeniem. I w sumie żadna to niespodzianka.
Chyba czas na wizytę u psychologa.
Dodaj anonimowe wyznanie
To jakiś syndrom białego rycerza.
Ty chyba potrzebujesz się ciągle dowartościować. Nigdy nie będzie dobrze, jeżeli nie zadbadz o siebie samego.
Przedkładanie innych ponad siebie nie jest zdrowe. Nie mam na myśli chwili czy incydentów, które tego wymagają. Ale dobrego życia i relacji się na tym nie zbuduje
To syndrom ratownika, ale polecam nad nim pracować, bo wbrew pozorom nie tylko Ty na tym tracisz, ale również często osoby, którym pomagasz. Nie wiem jakie "defekty" masz na myśli, ale pakowanie się w relacje, która jesst w sumie jednostronna, bo np. druga osoba jest w kryzysie, rzadko dobrze się kończy. Łatwo, np by uzależniła całe swoje samopoczucie od Ciebie, bo jesteś wg niej jedyną osobą, która zwraca na nią uwagę. I gdy Ty znajdziesz inną osóbkę, której "trzeba pomóc", tamta czuje jakby jej życie się jeszcze bardziej rozpadło, jakby coś utraciła. Jeśli chcesz pomagać osobom, które czegoś u siebie nie przepracują lub są zaburzone, możesz się spodziewać ich obsesji, nadwrażliwości, a nawet odrzucenia i chłodu, gdy zadziałają jej mechnizmy obronne "nie dam znowu się zranić" i oboje będziecie pokrzywdzeni. Osoby z jakimś defektem, jak to określiłeś/aś - a wg mnie syndrom ratownika też nim jest - nie powinni stawiać drugiej osoby nad sobą, prościej mówiąc - pacjent nie powinien leczyć pacjenta.
To raczej bardzo rzadka postawa. Pytanie czy sam masz jakiś defekt? Kobieta z defektem jest mniej wymagająca, a więc całkiem dobra. Inna rzecz: co w nich naprawiasz? Jeżeli np. bierzesz alkoholiczkę lub otyłą z zamiarem naprawy i wad to raczej co nie wyjdzie.
To akurat dobrze, chciałabym żeby każdy facet taki był
Jeszcze ci dużo brakuje do bycia takim.
Po co tak wyzwolonej kobiecie tak uległy partner? I co miałby naprawiać w takim ideale?
@TakaOna100 nie naprawiać, tylko pocieszać, wspierać, być zawsze obok. Podstawy związku, które dla większości facetów są nieosiągalne
Mam dla ciebie dobra wiadomość - geje częściej bywają bardziej wrażliwi niż mężczyźni hetero, prawie jak kobiety. A ponieważ żaden hetero mężczyzna nie zainteresuje się innym mężczyznom, to może w końcu trafisz na geja marzeń i zrobisz wreszcie ten upragniony comming out.
Mam kilku kolegów gejów, to jest jedyny sposób na udaną przyjaźń damsko-męską. Ale sama celuję w mężczyzn hetero, ewentualnie inne kobiety
Dragomirze, geje bywają megabrutalni.