#dBpIX

Kilka lat temu, kiedy to uczęszczałem do liceum, byłem wielkim fanem wszelkiego rodzaju creepypast, strasznych historii, opowiadań itd.
Istotne jest to, że zawsze okropnie wczuwałem się w czytane historie, świat dookoła mnie przestawał istnieć, obrazy i dźwięki zanikały, zastępowane tworami mojej wyobraźni, napędzanej przez twory internetowych pisarzy.

Akcja właściwa miała miejsce na wiejskim przystanku autobusowym, kiedy wracałem od znajomych. Późna jesień, godzina bliska północy, więc noc w pełni, jedne źródło światła to wyświetlacz mojego telefonu, a do autobusu jeszcze dwadzieścia minut. Cóż innego mógłbym robić w oczekiwaniu, niż oddawać się lekturze swoich ulubionych strasznych historii.

Bohater opowieści ucieka przez ponure kazamaty opuszczonego budynku, mając na karku całą zgraję jakichś nieczystych pomiotów piekieł. A ja przemierzam je razem z nim, praktycznie zapominając o swoim ciele pozostawionym na przystanku autobusowym.

Co nie było trudne do przewidzenia, jakiś element świata rzeczywistego wszedł w interakcję z moją osobą, zupełnie wyrywając mnie z kontekstu, dezorientując i wywołując, rzecz jasna, strach. Paniczny strach, gwoli ścisłości.
Zawierzając swoim instynktom zerwałem się z ławeczki, jednocześnie uderzając w coś głową i zacząłem biec przed siebie. Po około minucie biegu dałem nura w krzaki na skraju lasu, gdzie zbadałem się na szybko pod kontem ran zadanych przez ducha pasażera, który nigdy nie doczekał swojego PKS-u.

Po nieznalezieniu żadnych urazów, mój rozdygotany mózg powoli zaczął dopuszczać do siebie możliwość, że być może wcale nie padłem ofiarą demonicznych stworów i warto byłoby wrócić na przystanek, zwłaszcza że ostatni autobus odjedzie za cztery minuty, a pozostanie na tym zadupiu przez całą noc z potencjalnym wysłannikiem piekieł wcale nie było moim marzeniem.

Powoli i ostrożnie zbliżałem się do przystanku, coraz więcej elementów zdawało się nie pasować.
Piekielne poczwary chyba nie mają blond włosów do ramion, około 1,60 m wzrostu, no i po dostaniu z dyńki raczej wpadają w morderczy szał, a nie smętnie wycierają zakrwawiony nos chusteczką.
Make long story short, dziewczyna chciała zapytać, o której godzinie odjeżdża autobus, bo rozkład był zdarty, ale nie kontaktowałem, więc dotknęła mojego ramienia, co poskutkowało tym, że zerwałem się z obłędem w oczach, dałem jej z dyńki i z wrzaskiem pobiegłem w stronę lasu. Ile wstydu się wtedy najadłem, to moje. Oczywiście przeprosiłem, zaproponowałem odprowadzenie do domu i pizzę w ramach zadośćuczynienia, na szczęście przyjęła przeprosiny i się zgodziła.
I nie, nie jesteśmy ze sobą ani nie byliśmy :D, ale do dzisiaj czasem się spotykamy porozmawiać. I zawsze pyta, ile osób zdzieliłem z dyńki. Żeby wyznanie było kompletne, to była pierwsza i ostatnia taka sytuacja.
AmziToIzma Odpowiedz

Ja na miejscu tej dziewczyny, widząc jak wracasz na przystanek, sama zaczęłabym spieprzać w obawie, że jesteś jakimś psycholem xD

XX2411 Odpowiedz

😂🤣😂 Gdyby nie dostała z dyńki, to Twoja ucieczka z jej perspektywy musiałaby wyglądać przekomicznie.

Toblerone Odpowiedz

Sama kocham creepypasty i też się czasem czegoś okropnie wystraszę, ale to to już mistrzostwo 😂😂😂

majer Odpowiedz

Szkoda. Mielibyście świetne potomstwo.

Meksyk67

No nie wiem, po ojcu mogłoby być trochę tępawe.

Luna2 Odpowiedz

Śmieje się wyobrażając sobie twoje przywalenia jej z dynki oraz ucieczkę xD

uivi Odpowiedz

Nie dałam rady tego przeczytać. Przepraszam :(

Dodaj anonimowe wyznanie