#eLiUR
Mojego ex poznałam prawie 3 lata temu i zaczęło się naprawdę fajnie, na początku był czuły, troskliwy. Szybko się zakochałam, jak nigdy. Uzależniłam się emocjonalnie.
Ostatnie dwa lata to jednak było piekło. Zaczęły się krzyki, wyzwiska (od idiotek, s*k, sz**t, k***w itd.), ciągłe zrywanie, wracanie, szperanie mi w wiadomościach i odsuwanie mnie od przyjaciół gdy mówili mi coś negatywnego na jego temat.
W końcu zostałam sama, miałam tylko jego. Jeśli akurat rozmawialiśmy robił mi też przykrość "żartami" o innych, ze mnie, przeglądał sobie zdjęcia innych i jedne nawet zapisał "ślicznaaaaa" (było widać kawałek piersi).
Zresztą był taki też w stosunku do swojej babci, z którą mieszka (w sensie wyzwiska i inne niemiłe rzeczy).
Nie wiem ile łez wylałam przez to wszystko, ale bardzo dużo.
Jeżeli jesteś w toksycznym związku to musisz to skończyć, nic się nie zmieni. Mam nadzieję, że pomogę tym wyznaniem osobom, które są w podobnej sytuacji.
Zniszczyło mnie to strasznie i nawet nie mam z kim o tym porozmawiać.
Wiesz, masz prawo wygodnie rozgościć się w syndromie ofiary, jednak chcę tylko krótko nadmienić, że skoro sama wskazujesz na to, że byłaś uzależniona emocjonalnie, to ta relacja nie była toksyczna jedno, a obustronnie. Mam nadzieję, że jesteś tego świadoma i jakoś pochylisz się nad tym przed kolejną relacją.
no nie. toksyczni ludzie potrafią uzależnić od siebie normalnych ludzi. to nie wina uzależnionej, że kocha i próbuje być w relacji. Facet z początku zachowywał się spoko, więc miała prawo wierzyć, że taki właśnie jest. Ale opamiętała się szybko. Jeśli zakończyła relację po 3-ch latach to naprawdę szacun, bo niektórzy potrafią wpaść w sidła osoby toksycznej na dekady, a nawet na resztę życia.
no nie. alkohol potrafi uzależnić od siebie normalnych ludzi. to nie wina uzależnionego, że pije i próbuje być w relacji. Alkohol z początku poprawiał nastrój i był spoko, więc miał prawo wierzyć, że taki właśnie jest. Ale opamiętał się szybko. Jeśli przestał pić po 3-ch latach, to naprawdę szacun, bo niektórzy potrafią wpaść w sidła alkoholu na dekady, a nawet resztę życia.
Nie wiem jak można porownac używkę do człowieka, który cie oszukał i tobą manipuluje. Od pierwszego użycia wiesz jakie ryzyko niesie nadmierne picie. Alkohol jest pasywny, nie ma mózgu, nie rozkminia jak cię podejść. To nie jest tak, że raz wypijesz pół wódki i jesteś trzeźwy, a innym razem nagle po piwie zwala cię z nóg. Skoro alkohol potrafi kimś owładnąć, to co dopiero drugi, myślący człowiek. Ale tak, jak ktoś z alkoholizmu wyjdzie po 3 latach zamiast dekady z nim spędzić to szacun!
Całkiem prosto. W obu wypadkach główną przyczyną nieszczęścia jest naiwność, brak standardów i nieznajomość samego siebie. To, że autorka pozostała w tej relacji dwa lata od momentu, w którym powinna ją zakończyć oraz że wpadła w uzależnienie dość jednoznacznie to udowadnia. To Twoje braki czynią Cię podatną.
Tak, bardzo ciężko jest odejść od toksyka. Najważniejszy krok już zrobiłaś, teraz będzie tylko lepiej. Przerabiałam to kilkanaście razy i wiem, że najtrudniej jest uświadomić sobie problem
Weź Ty popracuj nad matematyką swoich wypowiedzi. Kilkanaście razy? Tzn. ile łącznie czasu z tymi toksykami spędziłeś?
Po pierwsze spędziŁAM, po drugie mam 23 lata, więc od 8 lat wchodzę w związki. Moje relacje są niestety krótkie, faceci szybko się nudzą i skaczą w bok