#f2cvb
Cała historia dzieje się w moje urodziny. Od rana rodzice byli dziwnie cisi, zazwyczaj od rana było ich słychać. Oczywiście na początku nie zwróciłam na to uwagi, aż do momentu, w którym usłyszałam dzwonek do drzwi. Pobiegłam otworzyć, bo goście mieli się zjawić (był środek lata). Za drzwiami stał listonosz z dziwnym uśmiechem. Zapytał, czy to ja itp. W końcu wręczył mi list i sobie poszedł. Gdy na niego spojrzałam, dotarło do mnie, że to list z Hogwartu! Pobiegłam do kuchni i zaczęłam krzyczeć ze szczęścia, otworzyłam go wraz z mamą i okazało się, że mam się tam stawić w nowym roku szkolnym.
Jak się spodziewacie, nie zdążyłam. W dniu rozpoczęcia nowego roku szkolnego całkiem o tym zapomniałam. Rozczarowanie następnego dnia niezapomniane.
Po kilku latach dowiedziałam się, że to rodzice przygotowali list dla mnie, a listonosz był podstawiony. A ja się tak chwaliłam koleżankom i kolegom... Wypominali mi to do końca szkoły.
Kiepski z Ciebie fan Harrego Pottera skoro nie wiesz że listy zawsze dostarczają sowy a nie mugole.
Może sowy strajkowały i poczta sięgnęła po nietypowe rozwiązania.
My w Polsce raczej dostalibyśmy listy z instytutu magii Durmstrangu, a kto wie jakie oni mają zwyczaje wysyłki. Jak pochodziła od mugoli to mogli ją olać to wtedy chyba pod Beauxbatons. W każdym razie Hogwart jest 3 czy czwarty na liście szkół dla uczniów z Polski 😅