#fBpm6
Pierwsze miesiące były dla mnie bardzo ciężkie, najlepiej jakbym leżała, nic nie robiła i z nikim nie rozmawiała, schudłam i wszyscy mnie pilnowali, czy aby na pewno coś jem, a czasami to czy żyję. Miałam momenty, że wybierałam, w które drzewo uderzyć i przyspieszałam specjalnie auto, ale zawsze brakowało odwagi, bo mam dziecko, dla którego muszę żyć. Kolejne ciężkie doświadczenie dobiło mnie bardzo mocno, ale...
Zaczęłam dużo jeździć na rowerze, co spowodowało, że zaczęłam inaczej patrzeć na moje życie i na siebie. Remont skończyłam, pozbierałam się i szczerze zajmuję sobie czas tak, że nie mam kiedy rozmyślać o tym, jakie to samotne życie wiodę i jak bardzo mnie śmieć skrzywdził. Staram się widzieć same plusy w tym, że nie mam drugiej połówki. Jestem kobietą niezależną, liczę tylko na siebie, sama ogarniam siebie i dziecko i wszystkie życiowe sprawy i uwierzcie mi, że dzięki temu, że jeżdżę na rowerze jest mi z tym wszystkim dobrze.
Mam gdzieś, co inni o mnie mówią i nie boję się mieć swojego zdania.
Czuję, że żyję.
Składak to jest to, nie zatrzymasz go. Nie boję się mroku, bo mam dynamo!
Potwierdzam. Rower to świetny lek na zło tego świata i wszelki ból istnienia. Świetnie się pomaga zresetować i dosłownie uciec przed wszystkim 😉
do tego tego jakaś fajna polna droga z dala od zabudowań i jest super
O tak dokładnie
Rower jest dobry na wszystko, tylko Ty, droga i Twój stalowy rumak.
Jeszcze lepiej jak ten rumak jest z karbonu 🤩
Zresztą nie ważne jaki... Każdy jest dobry, gdy jest bezproblemowy i daje radość z jazdy 😉
Popieram. a do tego lubie rowery. super, ze sobie poradzils z tym. teraz, w chwilach zwatpienia po prostu sobie przypominaj jak sobie z tym poradzilas i jakos pojdzie dalej :) dobra robota
Skoro pomógł ci rower to nie miałaś depresji. Potem ludzie dostają rady typu: masz depresję? Idź pobiegaj!
Uważasz, że sport nie może być lekiem na depresję? Sport jest zajęciem, które odciąga ludzi od spraw codziennych ,pomaga wytwarzać endorfiny czyli coś takiego jak hormon szczęścia. Ale cieszę się, że stawiasz lepiej diagnozy niż psychiatra . Może on jest niedouczony.
Tak, sport nie może być lekiem na depresję. Być może miałaś jakieś stany depresyjne o lekkim nasileniu, być może zwykły dołek, i rower Ci pomógł, ale z pewnością nie była to depresja. Może jeszcze psychiatra Ci powiedział "ma pani depresję, proszę uprawiać sport, samo przejdzie", huh? Rzeczywiście niedouczony, brzmi jakby papierek znalazł w czipsach. Odpuść sobie autodiagnozowanie i szerzenie takich bzdur, jakoby depresję można było wyleczyć w ten sposób, bo możesz co najwyżej komuś tym zaszkodzić.
Kurde ale Ty jesteś mądry. Nie wiesz wszystkiego a wysuwasz wnioski. Brawo Ty.
No to oświeć mnie. Skąd pewność, że to była depresja? Byłaś u psychiatry, zdiagnozował depresję, ale nie zalecił ci leków ani psychoterapii?
Depresja to poważna choroba, którą na ogół się wyśmiewa i jej nie docenia, z tym się zgodzę. Jednak najgorsze co może zrobić chora osoba to siedzenie w czterech ścianach i zadręczanie się. Sama mam zdiagnozowaną depresję, biorę leki i podobnie, jak autorce rower nieco pomógł. Może nie wyleczył, ale codzienny ruch fizyczny i wystawienie się na słońce bardzo pomaga w tej chorobie. Po za tym depresja może mieć różne przyczyny i czynniki zewnętrzne również mają swoje znaczenie. Oczywiście, że rady w stylu: "Masz depresje? Nie biadol, idź pobiegać" można sobie w buty wsadzić. Mi czasem bardzo ciężko zebrać się na ten rower, czy chociaż spacer, ale jak już to zrobię czuję się później nieco lepiej.
Rozumiem, i jestem w pełni świadoma, że sport może wspierać leczenie, ale no właśnie - tylko wspierać, a nie je zastąpić. Autorka użyła sportu w kontekście leku na depresję, i głoszeniu takich "prawd" się sprzeciwiam, bo uważam je za zwyczajnie szkodliwe.
Gówno prawda. Depresja wywołana jakimś konkretnym wydarzeniem, tak jak tutaj, często mija samoistnie właśnie przez zmiany w trybie życia, podjęcie się nowych zadań, uprawianie sportu itp. Kluczowe jest to, że w takich przypadkach NIE jest to stricte zaburzenie wydzielania neuroprzekaźników "znikąd" (czyli depresja endogenna), więc dzięki takiemu wspomaganiu po pewnym czasie organizm sam wraca do prawidłowego funkcjonowania. Also, przy wysiłku fizycznym wydzielają się endorfiny, więc to niekoniecznie jest takie "nic", tylko realna pomoc. A wszystkich, którzy pierdzielą farmazony z gatunku "jak coś tam coś tam, to nie miałeś PRAWDZIWEJ depresji" powinno się przymusowo edukować na temat tego jak szerokim pojęciem jest ta "depresja".
Btw: osobiście od ładnych kilku lat cierpię na taką "prawdziwą depresję" (srsly, jak to w ogóle brzmi xDDD). I tak się składa, że nie działa na mnie większość typowych antydepresantów. Więc teoretycznie mam przesrane i nie ma dla mnie za bardzo nadziei, bo nawroty pewnie będą się pojawiać co jakiś czas i nic na poważnie z tym nie mogę zrobić. Ale przez te lata nauczyłam się paru sztuczek pomagających nie doprowadzić się do (albo wyciągnąć się ze) stanu leżenia w łóżku 24/7. Jedną z nich jest właśnie zmuszanie się do jakiegoś spokojnego wysiłku fizycznego, który poprawia mi humor. Na przykład właśnie jazdy na rowerze. Plus, rower zawiera kolejną sztuczkę, jaką jest zmiana otoczenia. To zmusza nasz mózg do bardziej intensywnej pracy, wyrywa z letargu i pozwala nabrać dystansu do ostatnich wydarzeń (czyli np. właśnie kilku dni spędzonych w łóżku). To JEST realna pomoc.
Ogólnie każdemu z depresją, nawet taką bardzo zaawansowaną, polecam takie coś. Jeśli nie masz siły, to na początku po prostu wyjdź przed dom. Możliwe, że już sama świadomość, że ci się udało, da ci dodatkowy zastrzyk energii. A jeśli się nie uda, to nic. Po prostu za jakiś czas spróbuj znowu 😊
I brawo Ty! Powodzenia
Brawo Ty!
No i z czasem pojawi się nowy facet. Ale co tam, nikt nie zastanawia się czemu jesteś samotną matką (jak ja). Czytam, że nam zależy tylko na pieniądzach albo na zalezieniu"łosia". Ludzie, mamy XXI wiek a te stereotypy są strasznie krzywdzące.
codziennie jeżdżę rower do pracy i marzę już żeby to gówno w pizdu wyjebać, za każdym razem żyć mi się odechciewa jak mi się siodełko w dupę wbija.
Po co używasz tego roweru jak nie lubisz? xD Ktoś cię zmusza? Nie umiesz chodzić czy jak? xD
@SzopNiepracz
Polecam zatem zainwestować w porządne siodełko albo na początek poeksperymentować z regulacją obecnego. Na YT jest sporo materiałów na ten temat i wbrew pozorom to nie takie oczywiste. Większość osób jeździ z "dziobem" siodełka za bardzo podniesionym do góry i niepotrzebnie cierpi, a prawidłowo powinno właśnie minimalnie opadać ku przodowi. Jeśli regulacja nic nie pomoże i nadal będzie się wbijać w tyłek, to znaczy, że jest niedopasowane do Twojego tyłka. Siodełko musi przede wszystkim zapewniać dobre podparcie kościom kulszowym. Jeśli jest za wąskie, to właśnie wystąpi taki efekt jak opisujesz - będzie się dosłownie wżynać w tyłek. Jeśli za szerokie - kości nie będą podparte jak trzeba i przy każdej nierówności będziesz czuł jakbyś siedział na cegle.
Szerokie, miękkie siedzenie z grubą warstwą żelu wbrew pozorom niekoniecznie sprawi, że będzie Ci wygodnie. Może i w przypadku kanapo-tapczanu tak jest, ale nie przy rowerze, gdzie jednak wiele mięśni pracuje i kończyny wykonują ruch w dość dużym zakresie.
Dlatego też producenci siodełek robią różne rozmiary dla każdego z modeli siodełek - podobnie jak z butami - tylko mało kto o tym wie. Niestety jak się kupuje rower, to siodełko dokładane do niego jest tylko na zasadzie "żeby miał na czym wrócić do domu" i rzadko kiedy jest ono właściwe. To samo z siodełkami z marketu. Może jak ktoś jedzie rowerem po bułki 500 metrów albo raz na miesiąc wyjedzie na przejażdżkę i zrobi max 10 km, to nie zwraca na to uwagi. Ale każdy, kto robi trochę kilometrów rowerem, przeważnie od razu wywala siodełko, które kupił z rowerem i montuje takie, które jest dla niego odpowiednie. Nawet jak zmienia rower, to mając już swoje idealnie dopasowane siodełko zwyczajnie montuje do swojego nowego rumaka stare siodełko, które sprawdził i wie, że od niego mu tyłek nie cierpnie. Więc skoro już musisz się tym rowerem poruszać dzień w dzień, to zadbaj o to, by było to względnie komfortowe, a gwarantuję Ci, że przestaniesz narzekać 😉