Kiedy miałam kilka lat, w niedzielę przed wyjściem na niedzielną mszę poprosiłam mamę o 2 zł na coś słodkiego. Niestety miała tylko 5 zł, które jak co niedzielę miałam dać księdzu na tacę. Umiałam już liczyć, ale nie bardzo ogarniałam nominały monet. Pół drogi kłóciłam się z mamą, że ja chcę 2 zł, a księdzu damy 3 zł, bo przecież 2+3=5. Mama cały czas starała mi się wytłumaczyć, że 5 zł jest w całości, na czym polega rozmienianie pieniędzy i że nie mamy gdzie rozmienić po drodze.
Całą mszę dumałam nad tymi słodkościami, które chciałam kupić. Kiedy ksiądz zaczął zbierać na tacę i doszedł do mnie, spojrzałam się na niego z poważną miną i powiedziałam:
- Ja dam księdzu 5 zł, ale w zamian chcę 2 zł na słodycza!
Ksiądz zaczął się śmiać i przystał na moją propozycję.
Słodkości nie kupiłam, mama była zła i dostałam karę.
Dodaj anonimowe wyznanie
Aż mi się przypomniało, jak byłam z mamą w kościele, kiedy miałam jakoś z 5 lat. Mama zawsze dawała mi pieniążek, żebym mogła wrzucić do koszyczka podczas standardowej zbiórki i sama też zwykle wrzucała. Pewnej niedzieli nie miała wystarczająco drobnych, by też wrzucić, więc dała tylko mi pieniążek. Przyszedł ministrant, ja: cyk monetę do koszyczka, podchodzi do mojej mamy, a ta nic! Do teraz pamiętam, jak z przerażeniem spytałam: "czemu nie zapłaciłaś?!"... 😂😂😂
Mutylator fajnie że jest tu z nami taki wioskowy debil jak Ty :)
@Mutylator: Zwykle gęba mi się nie zamyka, ale na tak genialny komentarz niezwykle ciężko jest mi sensownie odpowiedzieć. Jedyne, co mi się nasuwa, to dokładnie:
Aha. XD
... i chyba przy tym pozostanę, jeśli pozwolisz.
Trochę głupia ta mama, żeby za coś takiego ukarać kilkulatka, który nie do końca wie jak się zachować. Może jednak rozmowa by wystarczyła i ewentualny brak słodycza. Ale żeby jeszcze dodatkowo kara?
Lepiej żeby rodzice karali dzieci niż żeby potem chodziły takie brajanki i nikolki rozwydrzone bo im się wszystko należy. Przecież zadna krzywda jej się nie stała, a dzięki karze na pewno zapamiętała jak nie należy się zachowywać.
Może karą była konfiskata pieniążka, co przeszło na brak słodycza
Nie wydaje mi się, by lepsze było danie kary, zamiast wytłumaczenia, bo co to da? Dziecko doatanie karę i nie będzie wiedziało za co, więc będzie sfrustrowane i bardzo prawdopodobne, że powtórzy swój błąd.
@AmziTolzma Dzieci to nie debile. Zawsze jak dostawałam karę to ojciec pytał się czy wiem za co... I szok-zawsze wiedziałam.
@bzyyykk, zależy w jakim wieku jest dziecko. Kilkulatek być może będzie wiedział, że dostał karę za takie pytanie/prośbę, ale nie będzie wiedział, dlaczego było ono niewłaściwe. Następnym razem może zadać trochę inne, niestosowne pytanie jakiejś osobie, bo nie wytlumaczono mu wcześniej, co jest "nie tak" z tego typu pytaniami. Dać karę jest łatwo, ale pomóc zrozumieć błąd, już trochę trudniej.
Mnie nie chodziło o brak jakiekolwiek kary, ale uważam że brak słodycza i rozmowa wystarczy, niż jeszcze jakaś dodatkowa kara
A skąd wiesz jak ta lara wyglądała? Sam/ sama jesteś głupia/ głupi
Ludzie, nawet nie wiecie na czym ta kara polegała, a tworzycie z tego cała historie
ja bym takiemu dziecku dała nagrodę za przedsiębiorczość
Czemu dorośli wpajają dzieciom, że TRZEBA wrzucić na tacę w kościele...To tylko i wyłącznie dobra wola a nie przymus.
Kiedy byłam mała, zdarzało mi się przysnąć w kościele na kolanach mamy. Pewnej niedzieli obmyśliłam szatański plan i chwilę przed tym jak ksiądz zaczął chodzić z tacą zamknęłam oczy i zaczęłam symulować sen, o dziwo się powiodło i piątak został w kieszeni :)
Bo najważniejsze żeby dać księdzu. Dziecko mieć nie musi.... 😐
Zawsze mogła te 2 zł przeznaczyć na dziecko, a resztę rzucić na tacę, co niedziela bywam w kościele, ale swojemu dziecku bym wolała dać te pieniądze.
A jednak było gdzie rozmienić :D
Nie rozumiem czemu dostałaś karę. Nie dość że byłaś dzieckiem, to jeszcze nie zrobiłaś nic złego, po prostu rozmieniłaś pieniądze tłumacząc księdzu. Co w tym takiego?
akcja jak z Chlopow :)
Zawsze, gdy szłam do kościoła, babcia dawała mi pieniążka na tackę i drugiego na lody, na które chodziłyśmy po kościele z mamą i ciocią. Ja jako Janusz biznesu wiedziałam, że jak to 5 złoty, które mam dać na tackę, dołożę to drugie 5 zł, które mam na lody to dostanę pokaźną (jak dla 4 latki) sumkę i kupię sobie coś słodkiego oprócz lodów. Tak więc notorycznie podczas zbierania na tackę nagle "zasypiałam" jak ksiądz zaczynał chodzić z tacką i cudownie "budziłam się" jak był dwie ławki dalej :P