#fYsxY
W szpitalu nikt mnie nie zbada, bo lekarz musiałby zejść dwa piętra, a przecież trzymam się na nogach, więc nie ma tragedii. Czy nie mam mieć przypadkiem okresu...? No, to wszystko jasne, małolata dramatyzuje. Jedziemy do nocnej przychodni na drugim końcu miasta - przyjmuje mnie lekarka, która po standardowym badaniu pyta konspiracyjnie, czy po prostu nie chcę się wymigać od szkoły. Ręce mi opadają, dostaję tylko receptę na ketonal i pełne politowania spojrzenie. Trudno, wracam do domu.
Rano ewidentnie już coś ze mną nie tak, jadę znowu do szpitala - bez skierowania nie przyjmą, niech dziewczyna idzie po szkole do przychodni. Jakiej szkole, od razu do przychodni. Czekam w kolejce godzinę - kasłający lekko 10-latek w końcu musi być przed mdlejącą na ławce dziewczyną (miny babć, które zobaczyły, jak osuwam się na krzesełka obok - jeszcze miejsce zajmuje (!)). Lekarka w przychodni z politowaniem mówi mi, że też miewa ciężkie okresy i jest pewna, że to nie wyrostek.
Proszę rodziców, żeby zawieźć mnie jeszcze na badania krwi, bo na 100% coś ze mną nie tak. Za godzinę z wynikami wchodzę na izbę przyjęć w szpitalu, gdzie bada mnie lekarka dyżurna i stwierdza, że zmiany we krwi to przez to, że jestem taka chuda. Upieram się, żeby zrobić mi USG, bo naprawdę zaczynam się bać.
Po badaniu ewidentnie widać, że coś dzieje mi się - uwaga - z wyrostkiem. Przyjmują mnie na oddział... i czekam kolejną dobę, bo stary ordynator klepie mnie po głowie z politowaniem i daje zastrzyk przeciwbólowy na "bolesną miesiączkę".
Dopiero kiedy następnego dnia rano nie mogę już chodzić, zabierają mnie na stół operacyjny. Na karcie wypisu ze szpitala dowiedziałam się, że tego samego ranka wyrostek w końcu mi pękł - gdyby ktokolwiek uwierzył mi wcześniej, oszczędziliby mi bólu, a sobie pracy przy usuwaniu go.
Jak to jest, że niewykwalifikowana nastolatka zdiagnozowała samą siebie dwa dni przed jakimkolwiek lekarzem?
W takim wypadku chyba szybsza i lepsza jest "obsługa" człowieka, gdy jest zabrany karetką. Ma już doczepiony jakiś priorytet
Jeśli chcieliby przyjechać. Moja mama miała nagłe skoki ciśnienia (cała się trzęsła i nie była w stanie nic zrobić) i trzeba było zmusić dyspozytorke żeby wysłała karetke 😡
Mleczyk do dziecka mają obowiązek przyjechać choćby miało katar.
Ostatnio jak byłem w szpitalu, co ciekawe z powodu właśnie wyrostka to słyszałem rozmowę lekarza i jakiejś pacjentki. Opieprzał ją, że zadzwoniła na karetkę, bo TYLKO zemdlała z bólu (jakieś złamanie w nadgarstku) i tylko upadając na tą rękę uderzyła się jeszcze mocniej, że nie mogła wytrzymać z bólu, a nie miał jej kto zawieźć do szpitala, bo sama w domu
BananowyArbuz Wiesz, ja to rozumiem. Karetek jest zdecydowanie za mało, a złamanie nie jest sytuacją zagrażającą życiu. Zdaję sobie sprawę z tego, że jest bolesne, ale w tym czasie, pomocy może potrzebować człowiek, którego życie zależy od kilku minut. A ludzie naprawdę dzwonią czasem z pierdołami.
Dokładnie. Z karetki ludzie są obsługiwani poza kolejnoscią, nawet jesli nie są to ciezkie przypadki. Sama zostalam wzieta do szpitala z powodu epizodu zasłabniecia, niby krew pobrali od razu ale na wyniki trzebabylo czekac 4 godziny, potem jeszce konsultacja z lekarzem i zeszlo pol dnia 😂
Mamy w Polsce około dwa tysiące karetek. Wzywanie ich do ostrego zapalenia wyrostka robaczkowego czy złamań nadgarstka jest reakcją nadmierną. Nie wspominam już o madce wzywającej karetkę do dziecka z umiarkowaną gorączkà. Jeżeli masz samochód - pojedź do szpitala samemu. A hiperobolizacja objawów tylko w celu szybkiego przyjazdu karetki jest debilizmem i powinno być karalne. Plus taki protip: jeżeli potrzebujesz szybkiej porady lekarskiej pójdź w większym mieście do nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej. Czas oczekiwania to średnio 30 minut...
Skąd ja to znam "co brzuszek boli? To pewnie masz okres, masz tu paracetamol i do szkoły bo jak zwykle dramatyzujesz".
Pewnie dlatego, że codziennie mają tysiąc osób, które przychodzą z pierdołą i zajmują niepotrzebnie czas. Właśnie dlatego osoby naprawdę potrzebujące pomocy są zbywane. Dobrze, że znasz swoje ciało i się nie poddałaś.
Taka jest niestety służba zdrowia :( jak nie leczysz się prywatnie ( a czasem i to nie pomaga bo konowalow pełno) to prędzej umrzesz niż otrzymasz pomoc
Służba zdrowia była w czasach PRL.
Miałam kiedyś podobną sytuację. Moim zdaniem niektórzy nie powinni być lekarzami...
Bo dużo dziewczyn przychodzi z bólami okresowymi i potem nikt takich osób nie traktuje poważnie.
Ból okresowe też powinny być traktowane poważnie. Sytuacja gdy dziewczyna mdleje z bólu nie jest normalna.
Dużo tego "z politowaniem".
Za każdym razem PISEMNA ODMOWA PRZYJECIA i skarzysz konowalow zarowno do izby lekarskiej, jak i o odszkodowanie dla siebie
narzekasz na to, że zbagatelizowali to co Ci się działo, a sama zrobiłaś to samo z 10 latkiem
No chyba mdlenie jest poważniejsze od kasłania
Możliwe, ale kolejka to kolejka, czekała godzinę bo byli inni pacjenci, a nie bo lekarz pił kawkę.
SweetLittleDevil chyba nie rozumiesz co to znaczy zbagatelizować. Dzieciak mógł być poważniej chory od autorki, a ona uznała jak lekarze których napotkała, że nic mu nie jest. Hipokrytka narzeka na służbę zdrowia.
Jakby ci pękł to bys nawet godziny nie wytrzymała.
A wyrostek i historia rodzinna akurat zwiazku nie maja.
Mnie bardziej martwi ze nikt ci testu ciążowego nie zrobil