#IfrPt

Jestem doktorantem na jednej z polskich uczelni humanistycznych, w zasadzie to na końcówce. Jak poznaję nowe osoby, mało komu mówię, co robię. Dlaczego? Bo się zwyczajnie tego wstydzę. Podejście Polaków do kariery naukowej jest co najmniej dziwne. Teksty typu „eee. to takie pisanie książek, nuda” albo „czym ty taki zmęczony jesteś, jak ty tylko siedzisz i piszesz” są na porządku dziennym. Z drugiej strony wkurzam się, bo poszedłem na te studia z pasji, a aktualnie mam ich serdecznie dość.
Uczelnia oraz polski system edukacji zabiły we mnie tę pasję. Obiecywanie złotych gór, a jak przyszło co do czego, to wszyscy się odwrócili. Poza tym aktualnie doktorat nic nie znaczy, mało tego, pozbawia ludzi doświadczenia zawodowego. Ja, że jestem uparty, to pracuję w zawodzie i piszę, dzięki czemu mam doświadczenie poparte latami pracy. Ale jakim kosztem? Odrzucenia prawie wszystkich znajomych, dawnego stylu życia, właściwie nieposiadania czasu wolnego. Kosztem pracy na część etatu i mieszkania w wynajmowanym pokoju, bo nie stać mnie na założenie rodziny i swoje mieszkanie. I co z tego będę miał? Ludzie będą mieli mnie za przemądrzałego dziwaka (choć uważam się za osobę racjonalnie myślącą), moja sytuacja zawodowa nie ulegnie zmianie, satysfakcji z tego na pewno nie będzie. Lata wyrzeczeń, poświęceń, by mieć nic nieznaczące „dr” przed nazwiskiem.

A moi znajomi, mający tylko średnie wykształcenie, pracują w korporacjach, gdzie za mało absorbująca pracę, o czym sami mówią, otrzymują dość dobre wynagrodzenie. Albo posiadają własne działalności, co też bym chciał, ale mnie na to nie stać. I oczywiście brak szans na stałe zatrudnienie na uczelni, czym tak mamiono jeszcze kilka lat temu. Chory kraj, chory system.

#QJODu

Mam 33 lata, dobrze zarabiam, nawet bardzo dobrze, wybudowałem dom, jeżdżę trzyletnim autem, stać mnie na motor, quada, drona za kilkanaście tysięcy i kilka innych drogich hobby.

Problemem jest, że ww. rzeczy są jedynymi, które przyciągają do mnie kobiety. Dla płci pięknej jestem nudny i nieatrakcyjny. Mogę im imponować jedynie pieniędzmi i zdaję sobie z tego sprawę. Poczucie, że kobieta jest ze mną dla wygodnego życia i idzie ze mną do łóżka, bo musi, mając przy tym zamknięte oczy i prawdopodobnie wyobrażając sobie w tym czasie, że robi to z jakimś swoim byłym, jest przytłaczająca psychicznie. Niestety nic z tym nie zrobię i z dwojga złego wolę w tę stronę niż bycie samotnym.

#0PKBH

Czy właśnie się popłakałam, bo kolejna znajoma/koleżanka dodała, że jest w szczęśliwej ciąży i jest najszczęśliwsza na świecie? Niestety tak.

Od ponad roku staramy się z mężem o zdrową, szczęśliwą ciążę. Pierwszą poroniliśmy w 11 tygodniu – okazało się, że cierpię na trombofilię i muszę w okresie starań i ciąży przyjmować leki. Po tym czasie moje cykle nie były regularne i druga ciąża była pozamaciczna, badania, operacja, szpital – nie życzę nikomu. I choć jest w nas tak dużo miłości, którą chcemy przekazać, mamy możliwości, mamy co zapewnić dziecku, to los chce inaczej. I choć wiem, że takich par jak my jest tysiące, to boli to za każdym razem, jak ktoś opowiada: „Staraliśmy się dwa miesiące i wyszło” albo  „Gdyby nie wpadka, w życiu bym się nie zdecydowała na dziecko”. Każde zdjęcie szczęśliwej przyszłej mamy jest taką szpilką w serce, i choć cieszę się, że inni są szczęśliwi i życzę im wszystkiego dobrego, to i tak mam z tyłu głowy poczucie, że ktoś mnie karze tym nie wiadomo za co. Mimo wszystko mam nadzieję, że wszystko się ułoży i w końcu wszystko się uda i również będziemy mogli się cieszyć szczęśliwym, zdrowym maluszkiem.
A dlaczego wyznanie tu? Bo w kupie siła, więc proszę was o trzymanie kciuków <3

#xwl6K

Mieszkam z moją dziewczyną. Ja zwykle chodzę spać wcześniej i kiedy ona idzie do łóżka, to już śpię. Czasami wtedy się przebudzę. Jestem wówczas zupełnie nieprzytomny, ale zdarza się, że coś gadam bez sensu. Ona wtedy próbuje podtrzymywać rozmowę i robi sobie ze mnie jaja. Następnego dnia mi opowiada co mówiłem i się ze mnie śmieje, a ja zupełnie nic nie pamiętam.

Wczoraj w środku nocy miała miejsce taka właśnie sytuacja. Tyle że tym razem dziewczyna spytała mnie, czy ją zdradziłem. Bardzo ją kocham i cenię nasz związek, nigdy jej nie zdradziłem, ale w moim półsennym otumanieniu, nie wiedzieć czemu, podobno odpowiedziałem „Tylko kilka razy”.

Dzisiejszy ranek miałem bardzo nieprzyjemny, wypełniony płaczem i wyrzutami.

#XeY4K

Mieszkam na przedmieściach dużego miasta. Rok temu po wielkiej wichurze zostały uszkodzone linie elektryczne i nie było prądu w całej okolicy. Gdy szedłem na przystanek autobusowy, wszędzie widziałem ludzi. Przed każdym domem minimum 1-2 osoby, ludzie rozmawiali ze sobą przez płoty, dzieci biegały z piłką po ulicy, ktoś rozpalał grilla.

Następnego dnia, gdy prąd wrócił, idąc na przystanek nie widziałem ani jednej osoby.

Chciałbym, żeby częściej były takie awarie. Może ludzie by sobie przypomnieli, że życie to nie tylko telewizory i komputery.

#USv0n

Jakiś tydzień temu wybrałam się na badania z 3-miesięcznym synkiem. Wysiadanie z auta i wypakowanie wózka chwilę mi zajmuje, więc jestem idealnym obiektem do zaczepienia o jakieś pieniądze.

Zaparkowałam koło Domu Katolika i Katedry w naszym mieście. Podchodzi do mnie starsza pani – obraz nędzy i rozpaczy. Zgarbiona, cała się trzęsła i ledwo mówiąc, poprosiła mnie o jakąś złotówkę „na bułkę”. Było mi naprawdę jej żal, ale nie miałam ani grosza w portfelu – nie lubię nosić gotówki. Z wyrzutami sumienia powiedziałam, że bardzo mi przykro, ale nie mam ze sobą pieniędzy. Starsza pani spojrzała na mnie, walnęła „a to spier****, ty głupia ku***”, wyprostowała się i dziarskim krokiem ruszyła w stronę innego samochodu, który niedaleko parkował.

Dawno mnie tak nie zamurowało.

#JqLym

Mój brat we wrześniu zeszłego roku brał ślub, a ja przez to prawie się znienawidziłam.

Gdy brat z narzeczoną przyszli z zaproszeniem, bardzo się ucieszyłam. Ale zauważyłam, że brat dawał „subtelne” znaki Agacie, a sam szybko poszedł. Agata powiedziała, że mój brat Arek nie wiedział jak mi to powiedzieć, więc ona, jak to kobieta do kobiety, wszystko mi wyjaśni. I wyjaśniła. Mam nadwagę i oni nie chcieli, abym zaburzyła im zdjęcia ślubne. Dodatkowo zaprosili współpracowników i szefa Arka i nie chcieli, bym przyniosła im wstyd. Miałam pół roku do ślubu, by zrzucić wagę i wtedy mogłam przyjść, inaczej nie chcą mnie na ślubie.
Zaczęłam intensywną dietę plus ćwiczenia trzy razy na siłowni. Rodzice ani nikt nie wiedział o ultimatum brata i chwalili mnie, że w końcu wzięłam się za siebie. A ja znienawidziłam swoje ciało. Płakałam dużo i w sierpniu powiedziałam dość. Nadal chodzę do siłowni, ale dietę rozszerzyłam i czasem pozwalam sobie na coś słodkiego.
Spełniłam warunek Arka i Agaty, ale na ślub i tak nie poszłam. A może moja sukienka zaburzyłaby im kolorystykę zdjęć? Po co ryzykować...

#4qVBM

Poszłam do sklepu po sól, bochenek chleba i bułki. Weszłam do sklepu, wzięłam co miałam wziąć i poszłam do kasy. Pani ekspedientka zeskanowała produkty i powiedziała, że należy się 14 zł 15 gr. Dałam jej 20 złotych, które miałam w kieszeni. Oddała mi więcej, niż jej dałam – dostałam około 30 złotych reszty, ale tego nie zauważyłam przy kasie, pakując rzeczy, ponieważ wrzuciłam pieniądze do siatki razem z zakupami.
W domu spojrzałam na paragon, potem przeliczyłam pieniądze i mi się coś nie zgadzało. Jako że staram się być uczciwym człowiekiem, poszłam do sklepu i zaczęłam mówić do sprzedawczyni, że pomyliła się przy wydawaniu reszty, ona jednak zapowietrzyła się, przerwała mi  i ze złością w głosie powiedziała: „Po odejściu od kasy reklamacji nie uznajemy”.
No trudno, jeśli nie chce, to nie będę namolna.

#i8W8K

Jestem kobietą i nigdy nie przemawiał do mnie tradycyjny model rodziny, gdzie kobieta nie pracuje zawodowo. Moi rodzice się na taki zdecydowali, mama zarabiała bardzo dobrze, ale zrezygnowała z pracy, żeby tata mógł się rozwijać w swojej dziedzinie.
Tata jest bardzo dobrym fachowcem, ale nie umie zarabiać. Na początku lat dwutysięcznych założył firmę, jest automatykiem i elektrykiem. Wydawałoby się, że to nie może się nie udać, a jednak... Dom na kredyt, czworo dzieci i żona na utrzymaniu. Wziął więc stabilną pracę na etacie. Nie wiem, ile zarabiał, ale mama wiecznie twierdziła, że na nic nas nie stać i że jesteśmy biedni. Spłacali dom, nie przelewało się. Mama nie wróciła do pracy nawet kiedy wszyscy poszliśmy już do szkoły. Dla zasady, bo taki jest tradycyjny model rodziny.
Wszystkiego trzeba było sobie odmawiać, stać nas było tylko na podstawowe rzeczy. Zazdrościłam koleżance, której mama sprzątała w szkole – mieszkali w bloku, ale przynajmniej mogła iść na zajęcia dodatkowe albo wymienić meble w pokoju. Każda praca była dla mnie lepsza niż siedzenie w domu. Zaczęłam podświadomie gardzić swoją mamą, że za nic nie chce się wziąć do pracy. Często wymyślała sobie dodatkowe prace domowe, naprawdę bezsensowne, i jojczała, jak to jest zmęczona, jakie to ma niewdzięczne dzieci. Teksty jak to winni jej jesteśmy utrzymanie na starość też leciały. Mocno się kłóciłyśmy. Rozumiałam dlaczego jest jak jest i nie naciągałam rodziców na żadne zbytki, ale i tak byłam ta zła, co naciąga (bo żyje). W pewnym momencie postanowili wziąć nowy kredyt, na budynek gospodarczy. Po co? Żeby przechowywać kilka słoików i różne graty. Dom niewykończony, papa odpada z dachu, ocieplony tylko częściowo, a oni biorą kredyt, na który ich nie stać (musieli wziąć z bogatą ciocią, bo żaden bank nie chciał dać), bo chcą drugi budynek. Miałam jakieś 16 lat i kiedy się dało chodziłam do pracy, żeby zarobić na rzeczy typu buty czy kurtka (rodzice jedynie coś dorzucali), tymczasem mama do pracy nie chodziła. Nawet dodatkowej. I biorą nowy kredyt, żeby mieć następny budynek do utrzymania. Zaczęłam mamie wprost wygarniać co o tym myślę. Przy okazji wyszły ze mnie wszystkie zbierane przez lata emocje, powiedziałam kilka słów za dużo...

Może to brzmi strasznie, ale mama mimo że „odchowała” czwórkę dzieci (nie najgorszych) nie jest dla mnie żadnym autorytetem i wewnętrznie nią gardzę. Wszyscy chodzimy do terapeutów, wpoiła nam, że na miłość trzeba zasłużyć zaharowywaniem się. Przez brak wsparcia finansowego musiałam rzucić dobre studia dzienne i iść do pracy. Moja samoocena szoruje po dnie. Wypominam sobie to co jej powiedziałam, ale nie zmieniło się to, że tak właśnie myślę.
Od gimnazjum nie miałam miesiąca wolnego. Haruję, biorę nadgodziny, studiuję... Za wszelką cenę chcę być lepsza od niej. Powoli się wyniszczam.
Dodaj anonimowe wyznanie