Wracam autobusem do domu, padnięta po długim, ciężkim dniu spędzonym w szkole, i do tego jeszcze głodna. Wyciągnęłam z plecaka kanapkę. Siedzę sobie spokojnie, jem i nagle widzę przed sobą coś czerwonego. Gość z siedzenia obok podaje mi butelkę z ketchupem. I to w sumie koniec tej historii.
Drogi nieznajomy, jeśli to czytasz, to wiedz, że jestem ci wdzięczna za ten drobny gest. Poprawiłeś mi humor na cały dzień :)
Miałam 10 lat, gdy ze względu na zbyt wczesne dojrzewanie i problemy natury ginekologicznej wylądowałam ze skierowaniem na oddziale ginekologicznym miejskiego szpitala w celu obserwacji i badań. Moment przyjęcia pamiętam zbyt dobrze. Przegląd podwozia miałam robiony w pokoju pełnym pielęgniarek, zasłonięta parawanem tak, że wszystko było widoczne, przez „panią” doktor, która w pewnym momencie na cały głos stwierdziła, że jestem „niedomyta”.
Minęło sporo lat, ja wciąż pamiętam wstyd, jaki wtedy czułam i spojrzenia wszystkich zebranych. Co ważne, o higienę dbałam od zawsze (mama od małego uczyła mnie, jak ważne jest dbanie o miejsca intymne, więc kosmetyki do higieny intymnej już wówczas były nieodłącznym elementem mojej toalety). Rodzicielka, która była przy tym obecna, oczywiście zareagowała w odpowiedni sposób, ale potrzebowałam sporo samozaparcia, by jako dorosła kobieta udać się na zwykłe badanie kontrolne.
Zostałem wysłany na dwutygodniowe szkolenie do stolicy i tam wpadłem w oko jednej dziewczynie. Po trzech dniach zbliżyliśmy się do siebie i zaczęliśmy damsko-męską przygodę.
Następny tydzień pokój w hotelu mieliśmy już wspólny i nie ukrywam, szkolenie mijało wszystkim na imprezach w hotelu, a nam dodatkowo na wspólnych łóżkowych zabawach na wszystkie możliwe sposoby. Super dziewczyna, tylko szkoda, że dzieli nas prawie 700 km.
Szkolenie się skończyło i kontakt się urwał. Na jej FB nie miałem telefonu. Ale przypadkiem trafiłem na jej ślad i wiecie co?
Gdy tak nam było dobrze, ona już od trzech lat była mężatką z dwójką dzieci...
Jestem dorosła, ale wciąż jak już się wykąpię i spuszczę wodę z wanny, to lubię sobie namydlić tyłek i tak ślizgać się w jedną i w drugą stronę.
Nie potrafię zmusić się do tańca.
Gdy miałem siedem lat, lubiłem tańczyć, a nawet zapisałem się na dodatkowe zajęcia, które miały mnie nauczyć tanga. Czułem się wtedy szczęśliwy i traktowałem to jako dobrą zabawę. W końcu postanowiłem wziąć udział w występie tanecznym razem z resztą mojej grupy i zaprosiłem tam moją mamę i mojego dziadka. W momencie występu byłem chory, gdyż miałem stan podgorączkowy, ale mimo to ani ja, ani moja mama nie chciała, abym rezygnował z tego ważnego dla mnie wydarzenia.
Mniej więcej w połowie występu nasi trenerzy postanowili zrobić nam chwilę przerwy.
Pobiegłem do mamy, oczekując słów, że całkiem nieźle mi poszło. Jednak zanim mój dziadek zdążył się odezwać, moja mama mu przerwała i powiedziała mi, że tańczę najgorzej w grupie i gorzej już chyba się nie da... Złamało mi to serce. Postanowiłem wrócić do reszty mojej grupy i mojego trenera, jednak psychicznie nie potrafiłem się zmusić do dalszego występu. Po tamtym wydarzeniu zrezygnowałem z zajęć tanecznych i postanowiłem nie wracać do tańca nigdy więcej.
Lata minęły, a mnie wciąż boli mnie sama myśl o zatańczeniu czegokolwiek chociażby przed sobą samym. Dlatego unikam imprez oraz wszystkich innych wydarzeń, które musiałby mnie zmusić do aktywnego tańca. Czuję przez to wstyd, bo nie wiem jak tłumaczyć niektórym ludziom, że boję się tańca. Biorą to za coś absurdalnego, a ja nie mogę tego już znieść. Jednak wciąż nie potrafię się przełamać, aby wrócić na parkiet.
Kąpię się/biorę prysznic co 2-3 dni (tylko wtedy, gdy muszę umyć głowę), podczas gdy dla innych jest to nie do pomyślenia... Ja czuję się z tym dobrze, tak zostałam wychowana i nie czuję potrzeby myć się częściej, ale np. gdy jestem u kogoś na noc, to zawsze mówię, że np. myłam się rano, żeby ten ktoś nie pomyślał o mnie jak o brudasie.
Nigdy nikt nie powiedział mi, że śmierdzę czy cokolwiek w tym stylu, więc tym bardziej nie czuję potrzeby myć się częściej. Nie mam też z tego powodu problemu z żadnymi infekcjami ani nic. Jednak trzymam to w tajemnicy, bo ludzie by tego nie zaakceptowali.
Gdy poznałam mojego obecnego chłopaka to od razu mu powiedziałam, że nie lubię róż, serduszek i wszelkich romantycznych bzdur. Na randkę przyniósł mi w prezencie główkę kapusty.
Pracuję w małej firmie. Pracuje tu tylko 8 osób, dzięki czemu mamy bardzo przyjemną nieformalną atmosferę.
Miałem umówione spotkanie u klienta i właśnie jechałem na nie samochodem, rozmawiając przez telefon z kolegą z pracy. Musiałem zjechać na stację benzynową, więc powiedziałem mu, że muszę kończyć. Powiedział, że OK i kończył rozmowę, gdy zobaczyłem nowe połączenie. Popatrzyłem na telefon i zobaczyłem, że dzwoni moja żona, podczas gdy jednocześnie kończyłem rozmowę z kolegą, no i mój mózg przeszedł w tryb „kończenie rozmowy z żoną” i powiedziałem do niego „To do usłyszenia, kocham cię”. Na co on odpowiedział „Że kurde co?” i się rozłączył.
Walnąłem się w czoło z zażenowaniem, zatankowałem samochód, oddzwoniłem do żony. Poradziła, abym lepiej zadzwonił do kolegi i wyjaśnił mu, co się stało.
Zadzwoniłem na firmowy numer, odebrał kierownik. Poprosiłem, aby mnie przełączył do tego kolegi. Zrobił to i pożegnał mnie słowami „To do usłyszenia, kocham cię”.
Okazuje się, że się rozniosło i wszyscy w biurze się ze mnie śmiali. Przez kolejne dni kończyli rozmowy ze mną, mówiąc „To do usłyszenia, kocham cię”.
To wyznanie będzie ohydne – uprzedzam.
Od pewnego czasu mojemu mężczyźnie chodził po głowie seks analny. Nigdy go nie uprawiałam, no ale czemu by nie spróbować? Umówiliśmy się na wieczór na spotkanie. Miałam w planach przetestować nowy pomysł. No ale nie pójdę przecież ot tak, chciałam się na to przygotować, bo nigdy nie ufałam swojej dupie, czyli mała lewatywa nie zaszkodzi. Mam do tego sprzęt, więc zabieram się za robotę. To była moja pierwsza lewatywa, więc nie do końca wiedziałam, czego się spodziewać.
Trzeba tutaj zaznaczyć, że posiadam łazienkę z wanną, za to bez kibelka. Ten znajduje się na drugim piętrze.
Po wlaniu w siebie zamierzonej części wody, zachciało mi się wiadomo co. Zaplanowałam wszystko, oprócz jednego – gdzie to spłukać? Skoro jestem teraz w łazience, nie mam przy sobie kibelka? Wpadłam na jakże genialny plan – do wanny, przecież nie może być tego za wiele i na pewno będzie w postaci płynnej, więc ładnie umyję wannę i po kłopocie. Pomyliłam się... Całkiem niezłej wielkości kloce z prędkością pocisków wystrzeliwały ze mnie wprost do wanny, w której kucałam. I było tego całkiem dużo! Nie wiedziałam, co z tym zrobić, przecież takiej kało-wody nie wniosę w wiadrze i nie spłuczę w WC (nie mieszkałam sama). Wpadłam na kolejny genialny plan – to, co nie wpłynęło do kanalizacji, upchnie się dłonią. Bez rękawiczek. Tak też po raz pierwszy w życiu dotykałam swojej kupy. Czy się brzydziłam? Nie. Chyba strach, że ktoś się o tym dowie, zapanował nade mną i nie myślałam o tym. Dopiero jak to wspominam, to się brzydzę.
Po tym wszystkim przepłukałam i mocno umyłam wannę, siebie, wszystko.
No i randka była udana. Facetowi się podobało. Całując moje dłonie, nie wiedział, co robiły tego samego dnia rano...
Następne lewatywy już planowałam DOKŁADNIEJ.
A tak poza tym to jestem normalna.
Mam 23 lata i pracuję w zakładzie usług komunalnych. Ostatnio miałem za zadanie posprzątać parę placów i kilka ulic – nic w tym dziwnego, praca jak praca.
Na parkingu obok supermarketu w śmieciach leżała nowa kurtka, podniosłem ją, otrzepałem, zaniosłem ją do sklepu i poszedłem dalej robić to, co miałem do zrobienia.
Dwa dni temu otrzymałem wezwanie na komendę w charakterze podejrzanego w sprawie kradzieży tej kurtki, którą zaniosłem do sklepu.
Chciałem być uczciwy, a zrobili ze mnie złodzieja.
Dodaj anonimowe wyznanie