#ilRhx
Hasło brzmi mniej więcej tak: "Rodzice dziecka, które popełniło samobójstwo oddaliby wszystko, by spędzić z nim jeszcze jeden dzień"
Przypomina mi się moja własna historia - ja, ok 16 lat. Autoagresja, kilka prób samobójczych i rodzice, którzy mówią "przestań się wygłupiać"
"Jak możesz nam to robić",
"przestań zwracać na siebie uwagę",
"z jakiego filmu to wzięłaś?",
"musisz sobie wymyślać problemy?".
Serio?
Chciałabym napisać, że pomogli mi w szpitalu - nie, wyrzucili mnie. :)
Nie mogli sobie poradzić z moją autoagresją.
Pomogła mi szkoła a potem sport. Dużo sportu, Mnóstwo sportu.
I żyję. Konsekwencje moich działań są widoczne na moim ciele.
Długo żałowałam.
A teraz sobie myślę, że przetrwałam bardzo trudną bitwę.
Jednak - chowam blizny pod rękawami.
Wielu z Was nie domyśliłoby się nigdy.
Chowam, bo ciężko mi wytrzymać spojrzenia.
Chociaż minęło już tyle lat,
Jestem jednak pewna, że jakbym wtedy umarła (próby w szpitalu mają większe szanse na niepowodzenie), moi rodzice stali by nad moim grobem i wrzeszczeli:
"Jak mogłaś nam to zrobić? I po co się wydurniałaś?"
Czasem się zastanawiam czy kiedykolwiek uwierzyli, że mam realny problem.
Rodzice często nie dopuszczają myśli, że z ich dzieckiem jest coś nie tak. Słuchają ale nie słyszą, patrzą ale nie widzą.
A potem płaczą, bo nie zdawali sobie sprawy z powagi sytuacji.
"Niby z czego masz tą depresję? Problemów nie masz, za dobrze ci i z dobrobytu w głowie ci się poprzewracało!"
"Jak myślisz że twoje życie jest trudne, zaczekaj aż będziesz dorosła! Wtedy zaczną się prawdziwe problemy"
To są chyba dwa najgorsze typy zdań, jakie rodzice kierują do swoich dzieci.
Zasadniczo to Ci co ryczą "jak można tak zrobić" są właśnie powodem robienia tego.
A płaczą, bo stracili swoja ofiarę, a nie dlatego, że dziecko wolało się zabić niż żyć z nimi.
I ostrożnie z takimi sądami...kiedyś będziesz rądzicem. I oby nie dziecka z depresją po trzech hispolizacjach. Gdzie psycholiatra i psycholog rołożą ręce...bo nie ma szans.
A gdzie byli Ci rodzice zanim doszło do hospitalizacji?
W D. mieli dziecko. Taka prawda
To zawsze jest wina rodziców. Nie środowiska, nie szkoły, bo to rodzic odpowiada za to w jakim środowisku i do.jakiej szkoły chodzi dziecko.
Rok temu moi rodzice urolili sobie moją depresje związaną z pójściem do nowej szkoły i mniemanym gnębieniem mnie przez inne osoby bo jestem typem samotnika. Jedyne co pamiętam z ich litani to to, że samobójstwo popełnie im na złość, że jeśli nie będę normalna to skończe sama i w ogóle o nich nie myślę oraz mam do nich z problemami nie przychodzić. Wszystko w akompaniamencie mocno sztucznego i wymuszonego płaczu matki.
"że jeśli nie będę normalna" Ale serio taki argument?! Ja normalna nie jestem, ale sama też nie... Skąd ludzie mają takie dziwne pojęcie chorób :(
@livanir Cóż, w większej grupie osób się nie wyróżniam. Ale na moim zadupiu już tak. Bo nie lubię disco polo (jak starsza część wioski) lub tej patologicznej części rapu (jak osoby mniej więcej w moim wieku) (nie chcę tu generalizować ale to tak mała wioska, że niestety słychać kto jakiej muzyki słucha więc tutaj albo pato-rap albo disco polo), bo siedzę w domu zajmując się swoimi rzeczami, a nie wychodzę ze znajomymi. Dla nich nienormalne jest nawet to, że chciałabym umowę na czas pracy sezonowej!
To jest typowa bańka, którą się otaczają, a ja wychodząc z tej bańki jestem "nienormalna" bo nie pasuję do schematu, mimo że nie mam jakiś dziwnych upodobań ani hobby.
Nie uwierzyli. Znam to. Myslą, że Ci odbiło i co Ty wyprawiasz. Grzeczna Panienka powinna się odp[powiednio zachowywac.
Rodzice dziecka, które popełniło samobójstwo powinni cierpieć, bo to w dużym stopniu ich wina.
Chociaż nie w 100% przypadków, zdarza się, że ktoś tak mocno przeżyje np. zawód miłosny. Dzieciaki są strasznie wrażliwe i sama kojarzę taki przypadek.
Ale to też ich wina, bo nie powinni zauważyć, że u dziecka jest coś nietak.
Bo powinni*
No i pewnie dzieciaki z poprawnie funkcjonującej rodziny i z kochającymi, dbającymi rodzicami nie uzależniony się tak od szczenięcego związku. Bo wpadanie w to tak mocno, żeby chcieć się zabić w przypadku niepowodzenia wygląda jak szukanie substytutu miłości rodziców.
'Dlaczego mi to robisz '
Sama mam problemy psychiczne. Dokladnie pamietam kiedy, w jakim momencie i jakie mysli mialam w glowie, kiedy pierwszy raz sie okaleczylam. A bylo to w podostawowce, wiec szkola szybko sie o tym dowiedziala (prawdopodobnie od kolezanek z klasy) i zostala wezwana moja mama. Takiego wpier*** w zyciu nie dostalam. Krzyczala wtedy, ze mam za malo obowiazkow, bo przeciez tacy ludzie robia to wszystko z nudow, a jakbym musiala zapierd*** w polu to w zyciu by takie cos do glowy nie przyszlo. Teraz mam 22 lata i ostatnio probowalam z nia porozmawiac o tym, ze przestaje sobie radzic i chyba potrzebuje specjalisty ( temat podjelam tylko dlatego, ze nie mam z kim pogadac, a mama pracuje w sluzbie zdrowia, wiec zna chociaz z opinii innych ludzi kilku lekarzy) i uslyszalam dokladnie to samo ;)
mam to samo..
Co do blizn po cięciu to można je zakryć tatuażami.
Owszem, ale nie wszyscy lubią tatuaże i mogą ich nie chcieć na swojej skórze, nawet jeśli miałyby zakamuflować blizny. Druga kwestia - tatuaże kosztują i nie każdy może sobie na nie pozwolić z dnia na dzień, zwłaszcza jeśli chodzi o duże motywy.