Studiowałam zaocznie w Lublinie kilka lat temu i często wracałam do domu busem. Któregoś dnia podszedł do mnie mlody chlopak, około 22-23 lat, i poprosił o 5 zł, bo spóżnił się na autobus, a zaraz będzie jechał pospieszny przez jego miejscowość i on nie ma na dopłatę pomiędzy biletem zwykłym a pośpiesznym. Był skromnie, ale czysto ubrany, z plecakiem. Pomyślałam, że to nowy sposob wyciągania kasy od ludzi, ale dałam mu banknot 10-zlotowy (drobnych nie miałam), bo dobrze mu z oczu patrzylo. Ale tu odezwał się mój diabelski charakter i skomentowałam dość nieładnie cel, na jaki pewnie pójdą te pieniądze.
Dwa tygodnie później, wracając z zajęć, znów czekałam na busa. Było straszliwie zimno, jakieś -20 stopni, ja miałam do busa prawie godzinę i pieniądze wyliczone tylko na bilet, gdyż jako samotna matka dwóch córek ledwo wiązałam koniec z końcem. Jakież bylo moje zdziwienie, kiedy ktoś dotknął mojego ramienia, odwróciłam się i stanęłam oko w oko z chłopakiem, któremu dałam pieniądze! Wyjął z portfela 10 zł i wcisnął mi je do ręki i odszedł pogwizdując wesoło. Dłuższą chwilę zajęło mi dojście do siebie.
Od tamtego czasu nie oceniam tak łatwo ludzi, a gdy głupi komentarz ciśnie mi się na usta to się powstrzymuję.
Dodaj anonimowe wyznanie
Ale skomentowałaś ten cel na jaki pójdą pieniądze na głos (w jego obecności)? Jeśli tak to już nieładnie według mnie.
Myślałam że będziecie razem :P