Mam taki zwyczaj, że czasem gram w totolotka. Moja dziewczyna wiele razy powtarzała mi, że to strata pieniędzy i że mam przestać – a ja sumiennie odpowiadałem jej, że kiedyś mi się uda. Mówiłem: „jak się nie gra, to nie można wygrać” i namawiałem ją, by też czasem spróbowała.
Karolina ostatnio kupiła pierwszy los w swoim życiu. Założyliśmy się – jak wygra, to zgadza się na ślub ze mną.
Wygrała prawie tysiaka.
A raczej wygraliśmy oboje – ona pieniądze, a ja szczęście do końca życia!
Dodaj anonimowe wyznanie
XD kiedy musisz robić zakłady żeby ona za ciebie wyszla
Ciekawe czy ona też bierze Cię za takie szczęście XD
Z tym szczęściem do końca życia to bym nie przesadzał :)
Może jest masochistą?
Bardziej mi chodziło o to, że np. jutro przejedzie ją samochód i on do końca życia będzie nieszczęśliwy. Niż o to co masz na myśli :)
A co mam na myśli? ;)
Miałem nadzieję na zakończenie w stylu "trafiła szóstkę i od tej pory jej nie widziałem" ;)
No żebyś tylko nie płakał. Po zaręczynach możesz jeszcze z dwa lata ugrać bez ślubu 😅
Póki co myślisz, że to szczęście :p
Gratuluję :) będzie na wódeczkę weselną :)
W pierwszej chwili myślałem, że wygrała jakieś wielkie miliony, po czym cię zostawiła, ale skoro sprawy tak się potoczyły, to gratuluję :)
Z tym szczęściem to tak ostrożnie...
"Nie grałeś, wygrałeś " sam kiedyś za dzieciaka dostałem od rodziców złotówkę i "nielegalnie" poszedłem do wiejskiego baru zagrać na jednoręki bandycie. Złotówkę pomnożyłem na 50 złotych. I tak zakończyłem historię z hazardem.
Kilkuletnia córka mojej bylej szefowej kiedys uparcie chciala na wakacjavh za granica zagrac w jednorekiego bandyte. Wrzucila ok. 5zl , wyjela 2500zl. Oplacila rodzicom wakacje :)