#jw8VX
Było gorąco, koszmarny upał, ledwo można oddychać. Szłam chodnikiem, gdy nagle dojrzałam starszego mężczyznę, siedzącego na ławeczce z zamkniętymi oczami i przechyloną głową. Był cały purpurowy, ślina ciekła mu z ust, wyglądał jakby miał jakiś atak.
Przejęłam się okropnie. Chwyciłam go za ramię, potrząsnęłam głośno mówiąc "Halo, słyszy mnie pan!?". Żadnej reakcji. Moje serce zabiło jak młotem. Z jego ust kapnęła kolejna strużka śliny. "Proszę pana, proszę się odezwać!" Powtarzałam to kilkakrotnie bez skutku. Już wyciągałam rękę, żeby zmierzyć ju puls i zbliżyłam się, żeby wyczuć oddech, gdy nagle poczułam jego wielką łapę na mojej talii i usłyszałam chrapliwy głos: "Foczko, foczko, jak gorąco! ". To staruszek ocknął się i bez ceregieli zaczął mnie wyrywać.
Moje dłonie chyba leczą, bo pan pod ich wpływem nie tylko ożył, ale również zyskał wigor jak u nastolatka. Gdy widząc, że tylko się zdrzemnął, nieco zdegustowana odeszłam to jeszcze wołał za mną "Choć foczko, moja foczko nie uciekaj, będziemy się bawić" i zachęcająco machał rękami i nogami. Tak oto zwykle kończy się mój altruizm.
Hahaha :D
Hihihi
Hehehe
Hohoho
na którym przystanku można poudawać ?