#kHfRx
To, że ktoś położy kartkę z wielkim "NIE SZCZEPIĆ" zdarza się minimum raz w tygodniu, specjalne ubranka z tym komunikatem też są popularne. Takich matek jest jednak o wiele więcej, wystarczy, że podczas rozmowy z lekarzem nie wyrazi zgody na szczepienia, położne się tym nie zajmują, więc nie wiedzą, ile mają dzieci antyszczepionkowców. A te kartki i ubranka są zupełnie niepotrzebne, służą jedynie manifestacji swoich poglądów.
O wiele gorsze są jednak eko-wege-wariatki, nie jest ich tak sporo jak antyszczepionkowców, ale wciąż dużo. Niby da się być weganką i zaspokajać wszystkie potrzeby organizmu, ale one o tym nie wiedzą. Wszystkie są wychudzone i nawet ciężko krew pobrać. Jak im się chce znosić ekologiczne pieluchy i myć dziecku pupcie przegotowaną wodą, bo chusteczki to sama chemia, ich sprawa, problem jest gdzie indziej. Takie niedożywione matki prawie nie mają pokarmu. Dziecko ryczy, bo jest głodne, a one nie zgadzają się na podanie mu czegokolwiek, bo naturalne dla niemowlaka jest tylko picie mleka matki. Takie dzieci ciężej przechodzą żółtaczkę, ale żadnych leków też podać nie można, bo nienaturalne. Na badania też się często nie zgadzają i dzieci opuszczają szpital bez badania słuchu czy nawet badań na fenyloketonurię, która niewykryta odpowiednio wcześnie na pewno uszkodzi mózg. To badanie jest naprawdę podstawą.
Te matki często są obrażone, że rodzą w szpitalu, że zła woda, że sama chemia, że szpitale są nienaturalne, że kobiety tyle lat rodziły bez szpitali i było dobrze.
Tylko jakoś umknęły im statystyki, które mówią, że w tych cudownych, naturalnych czasach śmiertelność okołoporodowa wynosiła około 50%.
no właśnie, dawniej śmiertelność noworodków była porażająca, tak samo jak o wiele krótsze było życie ludzkie - właśnie ze względu na różne choroby, które obecna medycyna leczy. No ale jasne, teraz jest sama chemia i tak źle, że o wiele lepiej jest cofnąć się do epoki kamienia łupanego...szkoda tylko, że takie podejście wpłynie na wiele innych osób- prędzej czy później aktywują się choroby, z którymi do tej pory ludzkość sobie radziła, szczepiąc odpowiednio wcześnie dzieci..
Już się uaktywniły. Lekarze raportują ze wraca Polio, choroba Heine Medina ... nie wiem co jest trudnego w pojęciu, ze Autyzm jest po prostu wrodzony, tylko na początku go nie widać. Dawniej tez pewnie był tylko taki człowiek byl uznawany za „wiejskiego głupka”.
@Heppy Albo jak w przypadku prawosławia, uważano ich za wzór świętości, np. św.Bazyli, byli tzw. jurodiwymi - świętymi szalonymi, czy szaleńcami chrystusowymi.
@Heppy dokładnie. Nie ma żadnych dowodów na to, że to szczepionki powodują autyzm. Skłonności genetyczne też mogą odgrywać dużą rolę. Albo GMO- czemu nikt na to nie zrzuca winy? I jasne, że dawniej też był autyzm, jednak nie było aż tak dokładnej diagnostyki, pewnie uważano taką osobę za lekko upośledzoną lub dziwną i nikt nie próbował tego nawet leczyć, tylko zakładano, że ten typ już tak ma. Tak samo jak nowotwory -niby teraz jest ich więcej i to niby wina chemii, zanieczyszczeń, leków i nie wiadomo czego. Ale nikt nie weźmie pod uwagę tego, że dawniej też były nowotwory, ale nie były aż tak dokładnie i często diagnozowane (kogoś coś tam bolało, w końcu ten ktoś umierał i nikt nie zastanawiał się, na co dokładnie), poza tym średnia długość życia była znacznie krótsza, co za tym idzie mniej osób dożywało późnego wieku, w którym to najwcześniej statystycznie diagnozuje się nowotwory.
Jak czytam komentarze na anonimowych, to cieszę się, że jednak jest jeszcze wielu ludzi ze zdrowym podejściem. Może jakoś uda się wyplenić antyszczepionkowców i innych noenormslnych ludzi, przynajmniej taką mam nadzieję.
ProstowOczy jedno mnie zastanawia - Ty z tym GMO to tak na poważnie, czy to taki żart tematyczny?
@przekazpodprogowy ironia, nie widać? Jak szczepionki są "winne", to czemu winy nie doszukują się też w innych rzeczach?
@Heppy - nowotwory też są wrodzone. Tylko na początku ich nie widać. Taka białaczka wśród dzieci też była bardzo powszechna, tylko pewnie wtedy mówili na to anemia.
ProstowOczy no właśnie nie widać. Całość można zrozumieć, że szczepionki cacy a GMO be.
Zastanawiam się czy jesteśmy teraz w takim momencie historii, że cofamy się w rozwoju. Tak samo jak ludzie w średniowieczu 🤔
ta myśl przychodzi mi na myśl zawsze jak jestem świadkiem jakiegoś eko-bio-terroru. tyle lat rozwoju, żeby teraz żyć bez plastiku na diecie paleo
żeby było jasne, nie neguję takiego sposobu życia, tylko zaskakuje mnie jak bardzo historia kołem się toczy ;)
Akurat życie bez plastiku (a raczej zdecydowane ograniczanie jego użycia), to nie jest cofanie się w rozwoju, wręcz przeciwnie.
Plastik akurat jest okropnym śmieciem i utoniemy w nim, jeśli nie nauczymy się ograniczać i dobrze recyklingować.
Przede wszystkim ograniczać. Niestety recykling jest przereklamowany. Po pierwsze zrecyklować plastik można tylko raz (dla przykładu szkło recyklujemy bodajże w nieskończoność), do tego mocno traci on na jakości, przez co trzeba wyprodukować nowy, czysty plastik tylko po to, żeby uzupełnić ubytki jakości w tym recyklowanym. Zupełnie bez sensu na dużą skalę. No i malo ktory typ plastiku nadaje się do przerobiena. Ale i tak lobby opakowań plastikowych będzie się chwalić, że z butelek potrafimy dzisiaj zrobić bluzy polarowe. A co zrobimy z tymi polarami, jak je znosimy, to już nikt nie wspomina. Ale zdaję sobie sprawę, że okrutnie ciężko uniknąć plastiku w dzisiejszym świecie. Niestety.
napisałam, że nie neguję takiego sposobu życia. nie mniej jednak plastik jak i wszystkie polimery sztuczne spowodowały jakiś przełom. sa proste w produkcji, lekkie, ale wciaż mocno wytrzymałe, większość z nich jest tania w porównaniu do zamienników.
rozwojem byłoby opracowanie czegoś, co, oprócz wszystkich super cech tworzyw sztucznych, jest łatwo recyklingowane czy biodegradowalne. ale odchodzenie od używania to po prostu odchodzenie od używania, nie rozwój :)
Średniowiecze cofnęło ludzkość w rozwoju przez to, że założono wtedy uniwersytety (np. w Oxfordzie, Cambridge czy w Paryżu) czy raczej przez to, że zaczęto leczyć korzystajac z naukowych metod zamiast starożytnego składania modłów do bóstw?
Średniowiecze nie cofnęło ludzi w rozwoju. To powszechnie powtarzany mit...
Przede wszystkim średniowiecze nie było monolitem. Dzieliło się na okresy cywilizacyjnych wzlotów i upadków, które razem trwały dłużej niż wszystkie późniejsze epoki razem wzięte. Pamiętajmy, że to właśnie wtedy żył Kopernik, powstawały pierwsze kroniki, rodziło się imperium Karola Wielkiego, rozwijało się ziołolecznictwo i opieka społeczna.
Prawdopodobnie niewiele wiedzielibyśmy o czasach starożytnych, gdyby dawne pisma greków i rzymian nie zostały przepisane przez średniowiecznych kopistów.
Owszem, średniowiecze miało dużo wad, ale przypisuje mu się też sporo przywar wieków późniejszych, jego osiągnięcia przypisując z kolei dobie renesansu.
No bo co? Odkrycie Ameryki przez Kolumba to renesans, a wielkie konkwisty, które nastąpiły PO NIM -średniowiecze? Albo reformacja -zaliczamy ją do renesansu, tymczasem wszystkie wydarzenia , które nastąpiły PÓŹNIEJ i W JEJ WYNIKU -wojny religijne, oskarżenia o herezję, procesy wiedźm itd -to średniowiecze? Notabene -sławna hiszpańska inkwizycja (w porównaniu z ówczesnymi sądami wcale nie taka straszna) to już czasy baroku. Długo można by wymieniać -na przykład jak w renesansie zmieniło się postrzeganie kobiety (wbrew pozorom to właśnie w renesansie kobiety straciły bardzo na znaczeniu).
Ale takie już u nas w kulturze przekonanie, że średniowiecze było be i niedobre...
Aloner - tak jak napisałam, średniowiecze miało też wiele wad, a ogromny, może nadmierny sceptycyzm do teorii niezgodnych z dziełami Arystotelesa, Galena i innych (o, właśnie: nie chodziło tylko o Biblię) to jedna z nich. Ja tylko zwracam uwagę, że często demonizuje się tę epokę
@Indor: Dokładnie tak. Współcześni głupcy, którym uczyć się nie chciało, z dziwnych przyczyn uważają średniowiecze za czas ciemnoty i zabobonu. Poczytali by sobie i nauczyli się czegoś zamiast powielać błędne stereotypy.
Nie porównujcie średniowiecza V wieku z średniowieczem wieku XIV. Niesprawiedliwie się określa tę niesamowitą epokę jako "wieki ciemne" co moim zdaniem ma uzasadnienie jedynie w jego początkach kiedy barbarzyńcy opanowali Zachodnią Europę. Ludzie wykonali niewyobrażalny postęp od regresu spowodowanego Wielką Wędrówką Ludów, przez konstrukcję pięknych katedr po wielkie odkrycia geograficzne. A i już w początkach tych "ciemnych wieków" działali ludzie bardzo inteligentni tacy jak św. Augustyn z Hippony (choć to może bardziej schyłek starożytności), św. Izydor z Sewilli czy Karol Wielki (tzw. renesans karoliński). A i później nie brakowało wybitnych osobistości, np. św. Tomasz z Akwinu czy cesarz Fryderyk II Hohdnstauf. Za czarną legendę średniowiecza odpowiadają ludzie Renesansu i Oświecenia, którzy korzystając z dobytku tej epoki mogli ponownie sięgnąć do dzieł klasycznych.
Fanatyzm jest zły. W samym weganizmie, wegetarianizmie, czy innych dietach, dopóki nie szkodzą i są racjonalnie prowadzone — nie ma nic złego. Dzieci-weganie wychowują się normalnie (znam wiele osób wychowanych od niemowlęcia na weganizmie, nie mają żadnych problemów, sama byłam podniesiona jako wegetarianka), da się dostarczyć im wszystkich witamin.
To, co opisujesz, to nie normalne weganki. Tylko fanatyczki. Pewnie z problemami albo robiące to na pokaz, bo żadna normalna i świadoma weganka nie odmówi podania dziecku lekarstwa, jeśli jest to potrzebne...
Eh, niewiedza i niedouczenie...
Ale nie ma przymusu rodzenia w szpitalu, można rodzić w domu. Do ciąży fizjologicznej kobiety też mają prawo. Nie rozumiem tej hipokryzji.
Właśnie! Skoro szpital to zło, to czemu nie w domu?
Znam kilkoro dzieci urodzonych w domu w ostatnich latach. Jeśli wszystko jest w porządku z zdrowiem, to przeszkodą mogą być tylko pieniądze.
To mi przypomniało pewną kobietę, frutarianianke, czy jak to się nazywa. To, że ona je wyłącznie owoce to jej sprawa, uważa, że czuje się świetnie, ale jej blada cera i wychudzone ciało mówi co innego. Gorzej, że dieta jej 2.5 letniego dziecka składa się również wyłącznie z owoców.
Nie popieram, ani nie potępiam jej zachowania, ale według wyników badań, wszystko z nimi w porządku. Na samych owocach i warzywach też można dobrze wyglądać, ale widocznie taki jej urok, że tak wychudzona. Sama jem wszystko, ale tak naprawdę wiele lat temu, ludzie żyli tak jak ona i było wszystko z nimi okej.
Oglądam tą kobietę od dłuższego czasu i nie widzę nic złego w tym, co robi. Nie propaganduje swoich poglądów, owszem, robi filmiki na temat żywienia, ale nie zachęca w nich nikogo do zmiany diety, bo jej jest według niej najlepsza. Lubię ją słuchać, bo często podzielam jej zdanie, mimo iż sama nie jestem witarianką. Skoro nie cierpi na żadne choroby, mówi, że na dobre wyniki badań, a jej ciąża ponoć rozwija się bardzo dobrze, nie widzę nic złego w jej sposobie odżywiania. Wydaje mi się, że stara się zapewnić sobie i swojej rodzinie takie żywienie, aby nie było ubogie w różne witaminy czy białka. Można żyć i tak, a jak długo i w jakim stanie pożyją oni, to się zobaczy, czy wyjdzie im to na dobre czy złe.
Sama może jeść nawet kamienie, nic mi do tego. Zastanawiam się tylko jak taka dieta wpłynie na jej córkę. Załóżmy, że matka nie zmieni swoich przekonań i będzie ją tak dalej żywic. I załóżmy, że dziewczynka za 10 lat gdy już będzie bardziej świadoma, zechce jeść inne produkty jak np nabiał, mięso czy rośliny strączkowe. Jej żołądek będzie w stanie to strawic skoro nigdy nie miał do czynienia z takimi produktami? Czy będzie skazana na takie restrykcyjne żywienie?
April może różnie zrobić w przyszłości - zostanie przy żywieniu, jakie stosuje od urodzenia, może spróbuje mięsa lub produktów pochodzenia zwierzęcego i zacznie je jeść albo stwierdzi, że woli pozostać przy tym, na co jest nauczona od dziecka. Myślę, że po pewnym czasie ta rodzina wie, co musi jeść, aby zapewnić sobie odpowiednie witaminy czy białko, a April sama z wiekiem zacznie się także tego uczyć. Nikt nie powiedział, że do szczęścia potrzebne jest im jedzenie tego, co je przeciętny mieszkaniec USA, zdecydowali, że nie będą tak jeść, dobrze się z tym czują i jak widać zdrowie też im dopisuje. Co do codziennego planowania posiłków - skoro wegetarianin sam po jakimś czasie wie, jak zastąpić sobie białko z mięsa i sam po jakimś czasie je normalnie produkty z białkiem, nie zastanawia się nawet, to czemu oni po tylu latach mają nie wiedzieć, co jeść, aby wszystko u nich dobrze funkcjonowało?
Maja wybór w życiu i zdecydowali się na taką dietę, decyzji ich córki nie da się przewidzieć, a nie sądzę, żeby matka zabroniła jej spróbować w życiu innego jedzenia, jeśli April by chciała.
Frutarianie nie jedzą samych owoców. Jedzą owoce roślin, których zerwanie nie powoduje obumarcia rosliny czyli np sałata i marchew odpadają.
anshenzhen nie chodzi mi o to czy matka pozwoli April jeść mięso, gdy ta będzie tego chciała jak np będzie nastolatką tylko czy żołądek April będzie w ogóle w stanie strawic mięso? Owoce bardzo łatwo się trawia, więc jak osoba, której dieta nie była rozszerzana ma sobie poradzić z trawieniem "trudniejszych" posiłków?
To, ze mamy zaraz po porodzie sa przewrazliwone powinno byc dla położnej normalne. W końcu sa wykonczone i hormony u nich szaleją. A zadaniem położnej jest pomoc rodzacej sobie z tym poradzic, fizycznie jak i psychicznie. Tak samo brak mleka niekoniecznie musi byc spowodowany niedozywieniem, raczej stresem i atmosfera w szpitalu. W koncu matki po cesarce tez nic nie jedza przez pare dni a mleko jakos dostaja. Dodatkowo, mamy sa teraz bombardowane zaleceniami, zeby karmic piersią, broń Boze nie dokarmiac w szpitalu, takie sa zalecenia WHO. Takze mamom tez nalezy sie troche empatii, te przezycia naprawde sa ciezkie i ciezko przez to przejsc bez dramatow.
Zaraz będę matka i na nieszczepienie dzieci nie można brać poprawki. To czysta głupota i robienie dziecku krzywdy. Albo niezgadzanie się na różne badania... większość nawet nie wie po co są robione - ale nie xD
Szalka, ale że jak to. Przecież matki po porodzie wszystko wiedzą najlepiej, tylko są biedne i wykończone. A i hormony szaleją, cokolwiek to znaczy :) A tak na serio, matka po porodzie nie jest święta i dziecko nie jest jej własnością. Jak były głupie przed porodem to po też pozostaną. Nie stają się przez to wydarzenie udręczonym wzorem macierzyństwa :)
No cóż... trudno też generalizować. Mam bliską koleżankę - wegankę. Dwójkę dzieci wykarmiła piersią po jakieś 2 lata. Więc wychodzi na to, ze miala sporo pokarmu. Dzieci wyrośnięte i zdrowe. Sama w ogole nie była wychudzona (ma figurę modelki bardziej w stylu Victoria's Secret, a nie Ani Rubik). Dlatego jakoś trudno do końca przyjąć mi te informacje, które są w wyznaniu.
Aaaa i dzieci od urodzenia wege. Nie wegan😉 dlatego wszytsko zalezy od tego jak matka sama dba o siebie i o to zeby jeść tak, by być zdrową i tak samo dba o zbilansowaną dietę dzieciaków
Bo to propaganda. Ma osmieszyc antyszczepionkowcow i wegan.
Ale to wyznanie jest o fanatyczkach, nie o normalnych wegankach. A antyszczepionkowcy sami się ośmieszają.
A ja znam jedną pielęgniarkę, która swoje starsze dziecko zaszczepiła a młodszego dziecka już nie. Zastanawia mnie czemu tak zrobiła.
Bo pewnie dziecko mialo powiklania po szczepieniu i kolejnego nie pozwolila zaszczepic. Szczepionki tez daja powiklania, jak wszystkie leki.
Akurat będąc na diecie roślinnej można zaspokajać wszystkie potrzeby organizmu, zwłaszcza że w dzisiejszych czasach jest tyle suplementów. Chyba że ktoś je tylko sałatę i marchew, ale to już nie wina diety tylko głupoty, bo będąc weganinem trzeba dodatkowo uważać żeby dostarczać ciału tego co trzeba. Nie wiem też jak łączy się weganizm (najczęściej związany z niezgodą na cierpienie zwierząt) z "brakiem naturalności". Sam weganizm jest w cholerę nienaturalny u człowieka
Ja pierdykam. Mało nie zleciałem z krzesła.
"Akurat będąc na diecie roślinnej można zaspokajać wszystkie potrzeby organizmu, zwłaszcza że w dzisiejszych czasach jest tyle suplementów"
To jest kwintesencja inteligencji wojujących wegan. Nie kojarzą nawet że skoro łykają tony suplementów to NIE, ich dieta NIE zaspokaja potrzeb organizmów.
Powtarzam, weganie niekoniecznie muszą chcieć żeby jedzenie było zdrowe i naturalne, chcą najczęściej żeby zwierzęta nie cierpiały. Skąd ten pomysł tak właściwie?
Czemu piszesz "akurat" skoro autor sam napisał ze można dostarczać wszystkie składniki na takiej diecie
Wtf? Weganie skupiają się raczej na tym żeby zwierzęta nie cierpiały. Co więcej NAPRAWDE da się wyrabiać normę jedząc tylko warzywa. Fakt, żeby wyrobić normę chociaż białka wystarczy zjeść z 100/200g mięsa(?) ale już warzyw trzeba zjeść 3/4 razy więcej. Ale nadal jest to możliwe.
@JanekSnieg Ile prawdziwych hodowli widziałeś w życiu? Jeśli żadnej, to obejrzyj chociaż rolnik szuka żony i zobacz, jak teraz wypasione warunki mają zwierzęta.. Poza tym na hodowlach są kontrole... owszem, nie przeczę, że zdarzają się miejsca ze złym traktowaniem zwierząt, różni są ludzie (takie miejsca wypada kontrolować). Ale zapewniam, że taka krówka, świnka, czy kura bez opieki, dokarmiania, podawania witamin, leczenia w razie chorób, zapewniania ciepła i schronienia w nocy, a także jesienią i zimą w stajniach - długo nie przeżyłaby na wolności. W najlepszym razie zdechłaby z głodu lub z zimna, a w najgorszym byłaby zagryziona/zadzióbana przez inne, głodne zwierzę.. weganie chyba myślą, że te nieprzystosowane do samodzielnego życia zwierzęta na wolności ganiałyby radośnie po łąkach, kąpały się w stawach i odpoczywałyby w cieniu topoli z uśmiechem na pysku??? Widziałeś kiedyś, co dzieje się z bezpańskimi psami lub kotami na wsiach??? Są głodne, wychudzone, brudne, niejednokrotnie wściekłe. Nie mają życia usłanego różami, mimo że same nieraz umieją sobie upolować np. mysz. A taka krowa?? świnia? Jak zdobędzie pożywienie np. jesienią, zimą?? Czemu o tym nie pomyśli żaden obrońca zwierząt? Kto ma kasę, żeby dla idei hodować tysiące zwierząt, z których nic nie ma? Bez ludzi one wyginęłyby prędzej czy później, całe te gatunki. A co jest mniej humanitarne? Pielęgnowanie, karmienie przez ludzi (pasze, witaminy, leki w razie potrzeby) i dobre życie przez rok, dwa, a potem szybka śmierć, czy głód, chłód, cierpienie przez choroby przez całe krótkie życie, a potem zagryzienie, zadziobanie i zjedzenie przez inne głodne, dzikie zwierzę, które wcale nie zachowuje się humanitarnie? Lub powolna śmierć w męczarniach spowodowana chorobą/starością?
Na diecie wegańskiej da się zaspokoić zapotrzebowanie na prawie wszystkie witaminy oraz składniki odżywcze (jedyne co trzeba suplementować to b12) . Trzeba tylko jeść z głową, na samej sałacie człowiek nie przeżyje. Należy np.jeść dużo roślin strączkowych. Można też iść do dietetyka, żeby pomógł ułożyć dietę na początek, potem człowiek nabiera wprawy. Naprawdę można odżywiać się zdrowo i wegańsko
@Prostowoczy widziałam nagrania zarówno z miejsc, gdzie zwierzęta wyglądają na zadbane jak i z takich od których włos się jeży na głowie. Nie mam dostępu do wiedzy jak jest produkowane mięso i mleko w sklepie obok, więc wolę nie ryzykować, że pochodzi z miejsca pełnego okrucieństwa. I ja akurat wolałabym żeby takich kurczaków wcale nie było na świecie, niż żeby żyły w klatkach z poobcinanymi dziobami robiąc pod siebie. Czy coś w tym złego? Nie narzucam nikomu żeby myślał jak ja
@JanekSnieg wcale nie trzeba mieć dostępu do tajnej wiedzy, żeby zorientować się, skąd pochodzi mięso i w jakich warunkach zwierzę żyło. Wystarczy jeden rzut oka na wygląd tego mięsa, bo takie z dobrej hodowli wygląda zupełnie inaczej (i jest też droższe). Poza tym nikt nie każe Ci kupować mięsa w Biedrze, można też kupować w swoich sprawdzonych miejscach (a także bezpośrednio od hodowcy).Na złe hodowle wystarcza nasłać kontrole. Nie każdy przecież trzyma zwierzęta w takich warunkach. PS. - krowy, kaczki, kury, świnie - radośnie robią pod siebie, nawet jeśli nie muszą. Robią gdzie popadnie, bo nie zwracają na to uwagi ani nie cierpią z tego powodu... One po prostu takie są, nie przejmują się. I zaskoczę- czasem nawet zjadają swoje odchody. Dużo się naoglądałam podczas wakacji u dziadków. Ale zwierząt żyjących w złych warunkach nigdzie tam nie widziałam
"Bądź weganem, dbaj o to żeby wszystko było eko i zdrowe i naturalne, nie jedz mięsa i łykaj (wątpliwej jakości, przyswajalnosci i działaniu) chemiczne suplementy diety" - Bycie weganinem nie oznacza bycia nawiedzonym na punkcie ""naturalności"" idiotą nieufającym medycynie i nauce. Tak samo ktoś, kto chce mieć "wszystko eko i zdrowe i naturalne" nie musi wcale rezygnować z produktów odzwierzęcych. Mylisz dwie grupy ludzi.
P.S. Przypominam, że "chemia" to bardzo szerokie pojęcie i może oznaczać wszystko, także całkowicie organiczne produkty :) Określanie tym słowem czegoś produkowanego przez człowieka (jak te "chemiczne suplementy") jest zwyczajnie bez sensu.
Niestety jakość mięsa nie jest dobrym wyznacznikiem tego, jak zwierzę jest traktowane, cielęcina smaczniejsza jest, kiedy ciele nie używa mięśni, przez co w wielu hodowlach trzyma się je bez możliwości ruchu do śmierci, podobnie wątróbki gęsie są większe i "lepsze" kiedy ptaki tuczy się do przesady, dopychając paszę patykiem
Pracowałam kiedyś na położnictwie. Teraz mam kontakt z kobietami ciężarnymi. W stu procentach podpisuje się pod tym wyznaniem.