#loIaZ
Po dwóch operacjach (kiedy miałam poniżej 5 lat), musiałam mieć związane ręce, żeby nie zerwać szwów. Mam wrażenie, że pamiętam te sytuacje, ale równie dobrze wyobraźnia mogła sama wytworzyć te wspomnienia z opowiadań matki. Do tego nie wyglądam jak "każdy", bo mam bardzo widoczne blizny. W okolicy wszyscy mnie znali i rozumieli, czemu wyglądam tak, jak wyglądam. Zamknęłam się w sobie, gdy zaczęłam chodzić do szkoły, bo tam obce dzieci dokuczały mi na wszelkie możliwe im sposoby - wyzwiska, popychanie, groźby. Zresztą zdarzali się nawet dorośli, którzy patrzyli na mnie z obrzydzeniem.
W gimnazjum chyba miałam swój moment krytyczny, chyba jak każdy, kto zmaga się z jakimś problemem. Nie chcę mówić, że chciałam się zabić, ale często myślałam o śmierci. Tak często, że stała się dla mnie obojętna. Wtedy też umarła bardzo bliska mi osoba. W sumie jedna z dwóch najbliższych osób. A ja nie czułam nic. Bo myślałam, że przecież śmierć nie jest tak strasznie zła.
Wyznanie wygląda trochę tak jakby nie było dokończone
Jak bezmozgim trzeba byc zeby sie smiac z kogos, kto ma blizny pooperacyjne? Rodzice powinni uswiadamiac dzieciaki od malego, ze nie wszyscy sa piekni i zdrowi i ze z takich osob NIE WOLNO sie smiac. Trzymaj sie, mam nadzieje ze wyszlas na prosta.
No bo nie jest.
...napisal ktos mlody, zdrowy, pelen radosci... Ciekawe tylko, ze ktos naprawde chory i cierpiacy chwyta wszystkie sposoby na poprawe jakosci zycia. Takie farmazony mozna sobie wsadzic w buty, bedzie sie wyzszym.
W śmierci nie ma nic złego i dobrze jest się przyzwyczaić do myśli, że wszyscy umrzemy.
Życzę Ci dużo ciepła <3
Pierwsza część to chyba film "cudowny chłopak"
Pierwsza część wyznania brzmi jak film "cudowny chłopak"