Wybrałam się na ślub znajomej. Uczesałam się ładnie, włożyłam elegancką sukienkę... I na szczęście długą kurtkę, gdyż zakładając rajstopki, część tyłu sukienki wyciągnęłam pod rajstopki i drogę około 12 km, w tym dwie przesiadki i spacer po Starówce, przebyłabym, świecąc tyłkiem niczym nowa ozdoba świąteczna...
Pani szatniarka w urzędzie stanu cywilnego zwróciła mi uwagę na moją elegancję. Jestem jej bardzo wdzięczna, bo mogłam skraść show pannie młodej.
Dodaj anonimowe wyznanie