#nwKOH

Historia o tym, że warto wierzyć swoim dzieciom. Wydarzyło się to jakieś 15 lat temu. Byłam wtedy krnąbrną nastolatką w fazie buntu, w pierwszej klasie ogólniaka. Toczyłam wieczną wojnę z rodzicami o wszystko, łamałam wszelkie zakazy. Rodzice mieli w tym czasie ze mną krzyż pański. Wybryki w granicach normy dla wieku, jakieś fajki, piwko, znajomi, spóźnienia... Jako tako przed totalnym ostracyzmem w domu ratowało mnie to, że w miarę dobrze się uczyłam i nie zawalałam szkoły. 

Pewien problem miałam jedynie z fizyką. W którymś momencie ostro przegięłam pałkę i sama to odczułam. A w ramach rehabilitacji postanowiłam na własną rękę, poprawić oceny z tej nieszczęsnej fizyki. Udało mi się to. W kilka tygodni z dwójek i trójek podciągnęłam się na czwórki, piątki. Rodzicom nic nie mówiłam, chciałam by mieli niespodziankę przy okazji zebrania w szkole, tym bardziej, że przez moje wybryki sytuacja w domu była dość napięta. 

Nadszedł dzień zebrania. Czekałam na tatę zadowolona z siebie, mając nadzieję, że rodzice docenią moje starania i w domu będzie lepiej... No niestety... Ojciec po zebraniu wrócił do domu i dawaj krzyczeć, że spadam na dno, że co się ze mną dzieje, że nie ma już sił i nie wie, co ma już robić. Że nie dość, że się zachowuję źle, palę, popijam, nie respektuję godzin powrotu do domu to jeszcze zaczęłam olewać szkołę. Nic nie rozumiem, o co chodzi, wiec ojciec daje mi kartkę z ocenami. Patrzę i widzę, że wszystkie oceny moje, ale z fizyki, nie wiedzieć czemu, same pały i dwoje. Próbuję tacie wytłumaczyć, że to jakaś pomyłka, że to nie są moje oceny. Ale w związku z moimi wcześniejszymi wybrykami, nie wierzył mi za grosz. W efekcie oboje na siebie krzyczeliśmy. Tata coraz bardziej zły, ja zdesperowana by mu wytłumaczyć... 

W końcu tacie puściły nerwy, że nie dość, że zawalam na całej linii to dodatkowo kłamię w żywe oczy. Ściągnął pas i kazał położyć się na łóżku. Zrobiłam, co kazał, a tata wlał mi naprawdę porządne lanie. Na sam koniec przez zęby wycedziłam "Pożałujesz.." mając na myśli, że jutro sytuację jakoś uda się wytłumaczyć i będzie żałował, że chwycił za pas. Niestety tata zrozumiał to jako kolejna krnąbrność, więc poprawił jeszcze paroma pasami. Straszne lanie wtedy dostałam... 

Dzień później poszłam do wychowawczyni z kartką z ocenami wyjaśnić, skąd te oceny na mojej kartce. Okazało, że przez pomyłkę nauczycielka wpisała mi oceny kolegi, który był numerek dalej... Jak opowiedziałam pani z wielkim wyrzutem, co mnie w domu za to spotkało, strasznie mnie przepraszała. Napisała mi własnoręcznie notatkę z wyjaśnieniem od siebie i moimi prawdziwymi ocenami. Obiecała również wykonać telefon do ojca w porze popołudniowej. 

No i cóż... Ojcu było bardzo przykro, jak się dowiedział prawdy. Strasznie opieprzył nauczycielkę i bardzo, bardzo mnie przepraszał wręcz ze łzami w oczach. Sytuacja strasznie niefajna, ale spowodowała to, ze w końcu szczerze porozmawialiśmy na temat wszystkich moich wybryków. Tata tez mi wiele rzeczy wytłumaczył, atmosfera się oczyściła i od tego momentu w domu było znacznie lepiej wszystkim.
senator Odpowiedz

Hahaha przepraszam, że się śmieje ale twój ojciec był trochę dziwny w tym opowiadaniu. Najpierw uznał, że to twoja wina i Cię sprał, później gdy się okazało, że jednak mówiłaś prawdę musiał znów kogoś opieprzyc i padło na nauczycielkę :-D

Mimo wszystko takie były czasy... Tak więc spodziewam się zaraz komentarzy ojciec psychol, patologia itp

Majkel

Warto pamiętać, że to tzw "wychowanie bezstresowe" istnieje tylko w dowcipach, w rzeczywistości nie ma takiego czegoś. Tak samo nie ma "pokolenia bezstresowego". Ciekawe jednak że dla wielu osób jak ktoś nie leje dziecka przy każdej okazji to oznacza że stosuje właśnie "wychowanie bezstresowe"...

DianaJudyta

Majkel - zgadzam się. Za każdym razem, jak jest dyskusja o biciu dziecka to przeciwieństwem nazywa się to "bezstresowe wychowanie". Tak naprawdę to istnieje tylko w głowach zwolenników pasa i przemocy. Nie ma czegoś takiego, dziecko zawsze będzie narażone na stres - również ze strony rodziców. Jeśli dziecko zrobiło coś złego i oczekuje kary, to będzie się jej bało niezależnie od tego, czy czeka go lanie czy krzyki czy szlaban na komputer. Już nie mówiąc o stresie poza domem, który zawsze jest i będzie. Jeśli już miałoby coś takiego istnieć, to powinno się nazywać "wychowanie bez przemocy". Przemoc NIE JEST metodą wychowawczą dziecka. To NIE BYŁA wina nauczycielki, że ojciec dziewczyny stosował przemoc fizyczną jako karę. To NIE BYŁY "takie czasy" ale tacy ludzie - którzy uważali (i niestety wielu nadal uważa), że przemoc wobec dziecka jest czymś normalnym, uzasadnionym. Nie, nie jest. Nie musi prowadzić od razu do patologii, ale może nieźle napierdolić w głowie dziecka. Znam wiele takich przypadków i sama jestem jednym z nich. Naprawdę, nawet "tylko klapsy" potrafią przyczynić się do poważnych problemów w przyszłości dziecka. A przemoc to zawsze przemoc, niezależnie od tego, czy to bicie do siniaków i złamanych kości, czy "tylko" klapsy. Zastanówcie się - gdyby szef za niewywiązanie się z obowiązków miał bić swoich pracowników, to byłoby normalne? Nie, od razu miałby proces w sądzie. Więc skoro nie można bić dorosłych, jakim prawem bije się dzieci? Skoro obcy ludzie nie mogą cię uderzyć, dlaczego rodzic ma prawo uderzyć swoje dziecko? Tak naprawdę to nie ma prawa - przemoc jest nielegalna. Ale z taką mentalnością i przyzwalaniem na bicie nikt nie będzie takich przypadków zgłaszał.

F9T

@DianaJudyta nie do końca się z Tobą zgadzam, wiadomo, ze trzeba tłumaczyć, tym bardziej jeśli jest to nastolatka, która już raczej wszystko rozumie, z dziećmi jednak jest inaczej. Są dzieci, którym wytłumaczysz wszystko, a są takie, do których nic nie dociera. Ostatnio często jestem sama w domu z moją młodszą siostrą (ma 5 lat), musiałam wyjść po zakupy, żeby z czegoś zrobić obiad, więc wzięłam ją ze sobą, chciałam ją trzymać za rękę, ale stwierdziła, że chce iść sama, no więc ukucnęłam przy niej (żeby być na równi z nią, a nie tak "z góry") i mówie jej spokojnie, że ma zatrzymywać się przed ulicą, bo samochodu jeżdżą szybko i bardzo trudno jest je zatrzymac, że moze jej się stać krzywda itp. (zresztą, już wiele razy to słyszała na mieście). Spytałam, czy rozumie, powiedziała, że tak. Droga do sklepu poszła gładko, ale ze sklepu nawet nie miałam jak wziąć ją za rękę, bo miałam reklamówki. Przed prawie wszystkimi pasami się zatrzymywała i czekała na mnie (zresztą szła zaledwie pare metrów przede mną). Już prawie jesteśmy w domu, ostatnie przejście, mówie jej, że ma się zatrzymać, spojrzała na mnie i powiedziała po prostu "nie słucham Cię", po czym wskoczyła na ulice. Momentalnie puściłam zakupy i złapałam ją za ręke, ale samochód i tak musiał ostro zahamować. Od razu dostała ode mnie klapsa (klapsa, a nie tak żeby przez 3 dni bolało). Od tego czasu z każdym cały czas chodzi za rękę. Nie pochwalam klapsów, a tym bardziej bicia, ale są takie momenty, że no trzeba. W tym przypadku wole dać siostrze klapsa i żeby strzeliła na mnie "focha" niż odwiedzać ją na cmentarzu...

DianaJudyta

F9T - w tym przypadku to Twoja porażka wychowawcza. Nigdy nie ma momentów, kiedy "trzeba" uderzyć dziecko. Wolisz, żeby nie wchodziła na ulicę ze strachu przed bólem, czy żeby nie wchodziła bo wie, czym to grozi? Trzeba jej wytłumaczyć, dopóki zrozumie. Powiedziałaś jej, że może przez to umrzeć? Że jak samochód ją uderzy, to może ją bardzo skrzywdzić? Nadal bałaby się bólu, ale nie odczułaby go na sobie. Jest mnóstwo innych możliwych kar, NIGDY nie ma sytuacji, w której "trzeba" uderzyć.

anonimkaaxD

DianaJudyta. Jaka porażka wychowawcza, co Ty opowiadasz? Dziecko zostało poinformowane,że nie może przechodzić na pasach samo. Do pewnego momentu było ok, wiec nie rozumiem skąd taka w ogóle sugestia o.O Dziecko ma 5 lat i Ty jej bedziesz o smierci opowiadać, że mogła umrzeć ? Wiesz jak to działa na wyobraźnie i psychikę dzieci? Moim zdaniem dziewczyna dobrze zrobiła, nie mówię tu że bicie jest ok, ale czasem nie da się inaczej. Sama mam młodszego brata i czasem jest ciężko, bo nie docierają do niego żadne argumenty !!! A co jeśliby dziewczynka wpadła pod samochód, kierowca nie zdążył zahamować, siostra by jej nie złapała? Kto by był wtedy winny co ?

DianaJudyta

anonimkaaxD - uważasz, że przemoc fizyczna nie wejdzie jej na psychikę? otóż wejdzie, może nawet bardziej niż mówienie o śmierci. Można powiedzieć coś innego, po prostu, że samochód ja uderzy, że zrobi jej krzywdę, że będzie ją bolało, ale nie sprawiać jej przy tym tego bólu. Przecież dobrze wiem, jakie mogły być tego konsekwencje. Dzieci są nieprzewidywalne. Według mnie dziewczyna powinna trzymać to dziecko za rękę i tyle. Bez względu na to, czy wie, że nie można wchodzić samemu na ulicę czy nie. Zakładając, że dziewczyna ma dwie ręce, może trzymać reklamówki w drugiej. Może też mieć torbę na ramię. Jeśli chodzi o karę, to mogła zrobić cokolwiek innego - dać jej szlaban za coś na jakiś czas, wytłumaczyć, dlaczego. Naprawdę nie znasz żadnych kar nie opierających się na przemocy? Tak, porażka wychowawcza, ponieważ nie umiała znaleźć żadnej innej opcji niż przemoc. A naprawdę jest wiele opcji.

F9T

@DianaJudyta porażka wychowawcza? Nie ja ją wychowuje, a moi rodzice, którzy nie biją jej, nie wydzierają się na nią ani nic. "Powiedziałaś jej, że może przez to umrzeć? Że jak samochód ją uderzy, to może ją bardzo skrzywdzić?" Napisałam: "że ma zatrzymywać się przed ulicą, bo samochodu jeżdżą szybko i bardzo trudno jest je zatrzymac, że moze jej się stać krzywda itp." Pod tym "itp" właśnie kryły się te wszystkie śmierci, wypadki, leżenia w szpitalu, kalectwo nawet, a po prostu nie chciałam tego tu pisać, bo to raczej dla wszystkich oczywiste. I tak jak napisałam, tłumaczone miała mnóstwo razy, pytana czy rozumie, odpowiadała, że tak. Gdyby weszła na te ulice przypadkiem, to nawet by mi nie przyszło do głowy dać jej tego klapsa. Ale ona bezczelnie rzuciła "nie słucham Cię" i wskoczyła na ulice, po której akurat jechał samochód. Widać mało miałaś styczności z dziećmi. Mam kuzyna, w wieku siostry, który rozumie wszystko, jemu tłumaczy się raz i on to wie, zapamięta, a ten mój osioł ma gdzieś tłumaczenia. Jakbyśmy mieli się przejmować tym co wpływa dziecku na psychikę, to nie było by w ogóle dzieci, bo sam poród jest dla dziecka strasznym doświadczeniem. Co z tego, że teraz tego nie pamietasz? Wtedy byłaś przerażona.

whateverworks Odpowiedz

@senator - może nie patologia, ale brak umiejętności porozumienia z własnym dzieckiem i ch*jowe metody wychowawcze. Nie dość, że jest to upokarzające dla dziecka to jeszcze nic nie wnoszące poza gniewem. Faktycznie, tylko typowi Janusze mogą sądzić, że dziecko czegoś nie zrobi, jak dostanie lanie, bo będzie się bało ponownego bólu. Ale wytłumaczyć dziecku czemu źle zrobiło to już się nie umie.

Makatka

Człowiek uczy tak jak jego uczono. Jak w Polsce pierwszy raz gruchnęło hasło, że na zachodzie zakazano klapsów to się ludzie w głowy stukali, że zachód zwariował do reszty - nie dlatego, że nie widzieli w klapsach nic złego, a dlatego, że nie wiedzieli jak INACZEJ dyscyplinować dzieci i wymusić szacunek. Tak wychowywano ich i ich znajomych, i wyrośli "na ludzi", więc uważali, że tak już trzeba.
Takich ludzi trzeba edukować, wyjaśnić, pokazać. Dopiero jak się opiera to nazwać Januszem i pilnować, żeby dzieciaka za mocno nie tłukł (w ostateczności odebrać dziecko).

adenozynodifosforan Odpowiedz

ja bym się nie położyła

Makatka

To znaczy, że Cię coś rzadko w domu bili (albo w ogóle) bo ewidentnie nie wiesz, że jak się nie kładło to było jeszcze gorzej.

Daisy

miałam dokładnie tak samo. na końcu też się przestawałam kłaść. wolałam uciekać po całym domu lub wybiegać na ulicę ,niż iść znowu do szkoły z podbitym okiem.

gwynbleidd Odpowiedz

Wcale się nie dziwię Twojemu tacie, że Ci nie uwierzył. Takim zachowaniem zasłużyłaś sobie na brak zaufania. Mój brat robi dokładnie to samo. Ma ledwie 19 lat a pije, pali, łazi po nocach, a jak wraca to rzyga do rana, składa obietnice bez pokrycia, kłamie w żywe oczy, a potem się ciężko dziwi, jak mu tata nie wierzy w jego rewelacje. Ja zresztą też mu nie wierzę w żadne jego słowa. Na miejscu Twojego taty też bym Ci dała ochrzan. Nie pochwalam tylko przemocy, bo takie rozwiązania są naganne moim zdaniem.

DianaJudyta

Tylko wiesz, skoro ma już 19 lat, to jest pełnoletni. Ma prawo pić i palić ile tylko chce, dopóki nie łamie przy tym prawa. Oczywiście kłamstwa i łamanie obietnic to już inna bajka.

gwynbleidd

Pewnie, że ma prawo, ale wszystko ma swoje konsekwencje. Nie żyje sam i taka samowolka nigdzie nie jest dobrze widziana. To, co on robi, to jest kompletny brak szacunku dla reszty rodziny. NIKT nie może robić co mu się żywnie podoba bez żadnych konsekwencji. Konsekwencją zachowania mojego brata jest właśnie brak zaufania do niego. Dorosły człowiek powinien o tym wiedzieć.

Dodaj anonimowe wyznanie