W mojej rodzinie był wujek, który był alkoholikiem. Oczywiście nie pracował, bo go wywalili za picie. Nie miał swojej rodziny, mieszkał u swojej siostry, która była starą panną. Wynosił z jej domu rzeczy, kradł jej pieniądze. Ogólnie szkodnik, leczyć się nie chciał. Siostra miała go dość.
W końcu wujek umarł – po pijaku uderzył w coś głową i zrobił mu się krwiak na mózgu.
A teraz najlepsze: nieraz go wspominają przy rodzinnych spotkaniach, jaki to on super gość był. Jak to słyszę, to zawsze się pytam, czy mówią o tym wujku alkoholiku, co okradał własną siostrę. Fajne uczucie :)
Dodaj anonimowe wyznanie
Najwyraźniej ci, co go wspominają, zgadzają się ze znanym powiedzeniem, że o zmarłych mówi się albo dobrze, albo wcale.
Na pogrzebie wyjątkowego drania, po opuszczeniu trumny zapadła cisza. Po dłuższej chwili prowadzący stwierdził
- No, jego brat był gorszy.