#pQs4b
To było dobrych pięć lat temu. Skończyłem studia i potrzebowałem szybko zarobić trochę kasy na wrześniowe wojaże. Szybko wpadła mi fucha - robota w fabryce puzzli. To był jakiś rodzinny interes. Mała manufaktura. Kilka urządzeń, prowizoryczna taśma, magazyn i maszyna do pakowania pudeł w folie. Pracowało tam 7 osób - wszyscy połączeni więzami krwi - wujek szefa, kuzynka szefa, cioteczna siostra szefa. Tylko ja byłem spoza familijnego kręgu. Nie wiem czemu, ale moja "obcość" sprawiła, że traktowany byłem jak ostatni parobek. Wszyscy widzieli w mojej osobie popychadło, obrażali mnie i mną pomiatali. Początkowo mnie to nawet bawiło - śmiałem się widząc, jak jakiś wąsaty pracownik fabryki puzzli nagle poczuł władzę i usiłuje zachowywać się niczym Hitler 2.0 w HD. Z czasem jednak sytuacja zaczęła być upierdliwa.
Czara goryczy przelała się w dniu kiedy miałem dostać wypłatę. Szef rzucił mi od niechcenia połowę obiecanej kwoty i dosłownie - kazał spi#rdalać do roboty, bo dzień się jeszcze nie skończył. W sumie to trochę moja wina - zgodziłem się robić na czarno. Moje pretensje, że umówiliśmy się na wyższą pensję mówiąc, żebym się cieszył, że w ogóle mi cokolwiek płaci, bo na moje miejsce czeka już cały tłum bezrobotnych. Pewka! Cały zastęp małych Chińczyków żałośnie drapiący w drzwi pieprzonej fabryki puzzli w jakiejś polskiej dziurze!
Całą resztę dnia spędziłem w magazynie. A był on olbrzymi. Po sufit wypełniony pudełkami pełnymi puzzli. Stamtąd pudła trafiały do foliowania i dystrybucji. Więc ja - geniusz zbrodni siedziałem w tym cholernym magazynie bitych sześć godzin pod pozorem sprawdzania stanów (nikt się nie zorientował, że to ściema).
Otworzyłem każde pudełko i wyjmowałem z niego po jednym puzzlu. Wrzucałem je do mojego plecaka. Kiedy plecak się zapełnił, wychodziłem tylnymi drzwiami, biegłem do pobliskiego supermarketu i wywalałem balast do kontenera ze śmieciami. Takich kursów zrobiłem chyba z piętnaście, więc możecie wyobrazić sobie ile tych pudełek było. Harowałem w pocie czoła.
Wkrótce centra handlowe i sklepy zaczęły zwracać całe palety towaru, rozwścieczeni klienci dzwonili przez całą dobę, posypały się negatywy na Allegro, a fora internetowe zapełniły się krytyką firmy. Wyobraźcie sobie, jaki wkurw musiał szarpać ludźmi, którzy spędzają naście godzin na układaniu puzzli z 5000 elementów i na końcu okazuje się, że jednego brakuje! Firma musiała zwracać kasę, pisać przeprosiny, świecić oczami.
I wierzcie lub nie - ostatecznie splajtowała.
Nikt nie zorientował się, kto stał za tym "zamachem". Z pracy odszedłem tydzień później. Z podniesioną głową, czując słodki smak zemsty w moim kaprawym ryju.
Gdybym ja chciała takiej zemsty to, chyba z mojego wrodzonego lenistwa, zamiast wynosić te puzzle, bym je po prostu wymieniała- jeden kawałek z jednego pudełka zamieniłabym z innym kawałkiem z drugiego pudełka.
To też dobry sposób na zemstę. :D
Tez o tym pomyślałam hahahahah
Mieszałabym garściami xD
Mi by się nie chciało nawet tego, haha;)
Twój pomysł nawet lepszy!
Ja też bym tak zamieniał nie chciałoby mi się biegać z tym tak
Ale sabotaż świetny szkoda że nie ma podanej nazwy tej fabryki
Kiedyś układałam puzzle i nie było kawałka... Tłumacz się autorze xd
Kiedyś też tak miałam, więc wycięłam fragment z opakowania pudełka, bo akurat potrzebowałam sierści tygrysa, więc nie było widać różnicy. Jeśli jeszcze kiedyś ci się to zdarzy, to polecam kombinowanie w ten sposób :p
rozowybrokul13, patrzac na ta sytuację myślę że trzeba mu wybaczyć :)
O tym samym pomyślałam. Mi tez zabrakło kawałka jak układam 5000 stada koni i akurat zabrakło takiego ciemnego uff
A ja w 2000 puzzli miałam dwa takie same wiec komuś potrzeba? :D
To ja zazwyczaj mam nadwyżkę puzzli zD
Jak układalem żyrafy 5 lat temu, to brakowało jednego puzzla. Wszyscy oskarzali mnie ze to ja co zgubiłem. Teraz już wiem....
O nie! Chyba bym się załamała jakbym układała NOWIUTKIE puzzle i na końcu by mi jednego brakowało :( Okrutne...
Misja "niedokończone sprawy" zakończona sukcesem. Respekt +15
Kupiłeś mnie już pierwszym zdaniem, genialne :D
Nawet jeśli bujdy na resorach, czytało się to całkiem nieźle
Świetna lekcja życia dla każdego Janusza biznesu...
Jezu, no geniusz :D
No cóż... Czasem jedyne wyjście, to wyjście tylnymi drzwami z plecakiem pełnym puzzli do kontenera na śmieci :) Propsy na pomysł i odwagę.