#pkYH2

Marzec tego roku. W związku z pandemią firma, w której pracuję została zamknięta. Część pracowników poszła na postojowe, inni wzięli urlopy opiekuńcze, czy zostali wysłani na zaległe urlopy wypoczynkowe. Ponieważ firma znajduję się na uboczu, parę kilometrów od miasta, część pracowników miała pozostać w pracy. Pełniliśmy jednoosobowe dyżury – polegające głównie na pilnowaniu obiektu i ew. odbieraniu telefonów, czy odpisywanie ma maile. Po powrocie z zaległego urlopu także miałem pełnić takie dyżury. W firmie wszystkie drzwi, okna i bramy były pozamykane. Co istotne część drzwi posiada mechanizm, umożliwiający zamknięcie jedynie od zewnątrz, od wewnątrz by otworzyć wystarczy nacisnąć klamkę. Podczas pierwszego dyżuru, usłyszałem głośny łomot od strony podwórza – wiatr wywrócił śmietnik, który uderzał o szybę. Wyszedłem przestawić śmietnik w inne miejsce i oczywiście przypomniałem sobie o drzwiach dopiero gdy się zatrzasnęły - zawsze były otwarte i zapomniałem, że teraz są zamknięte.

Brawo ty idioto! – pomyślałem. Obszedłem cały budynek, sprawdzając czy może coś jest otwarte – wszystko było pozamykane. Sytuacja robiła się nieciekawa, wszystkie klucze od firmy, telefon służbowy i prywatny, kluczyki od auta, nawet ciepła kurtka - wszystko zostało w budynku, a było chłodno na zewnątrz. Co tu robić? Wyważyć drzwi? Wybić szybę? Iść po pomoc? - do najbliższej cywilizacji było jakieś 5 km. Wezwać straż pożarną, policję? Zadzwonić do kogoś z firmy? Zresztą i tak nie znam do nikogo numeru - wszystko było zapisane w telefonie. Może udało by się u kogoś zalogować do Facebooka z nadzieją, że jakiś kolega czy koleżanka z pracy będą online i skontaktują się z szefem, co wcale by nie poprawiło mojej sytuacji, bo jakby szefostwo się dowiedziało, co właśnie odwaliłem to bym chyba wyleciał. Próbowałem podnieść bramę garażową – nawet nie drgnęła, waży chyba z 200 kg, ale w bramie są kratki wentylacyjne. Próbowałem je wyłamać – nic z tego, przecisnąć rękę i sięgnąć do przełącznika – za wąskie. Ale olśniło mnie - fotokomórka! W pobliskim lesie znalazłem odpowiedni kij, do którego końca przywiązałem znalezioną w śmietniku szmatę. Kij ze szmatą przecisnąłem przez kratkę i machając nim w środku udało się uruchomić fotokomórkę. Brama się otworzyła. Uff, jestem uratowany!

Cała ta akcja spowodowała że zmarzłem i zgłodniałem. Zamówiłem sobie coś do jedzenia z dowozem. Płacąc kurierowi, oczywiście znowu zapomniałem o drzwiach, ale kij ze szmatą na szczęście zostawiłem na zewnątrz.
JoseLuisDiez Odpowiedz

W końcu jakieś dobre wyznanie jak za dawnych czasów, a nie tylko użalania się osób tkwiących w toksycznych związkach, idiotów nie potrafiących ogarnąć swojego życia, czy nastolatków z depresją.

arizona41 Odpowiedz

Włamywać się do własnej pracy za pomocą kija i szmaty. Dobre.

tramwajowe

I to dwa razy w ciągu pół dnia.

Caldas Odpowiedz

Też tak czasem mam, że z powodu własnego roztargnienia, pakuję się czasem w problemy i muszę sporo kombinować, by z tego wyjść.

Shido Odpowiedz

Pierwszy raz zapomnieć, spoko, zdarza się, ale żeby drugi raz tego samego dnia odwalić to samo :D

MaryMary Odpowiedz

Najlepsze ostatnie zdanie :p

badar3 Odpowiedz

Dobre:)) No a końcówka mnie rozwaliła:)) Trzymaj ten kij ze szmatą gdzieś na zewnątrz bo pewnie przyda się nieraz:)))

Mmpp00 Odpowiedz

Jestem pewna, że dawałam plusa pod tym wyznaniem. To już któryś raz, kiedy plusy mi się cofają. Ktoś ma podobnie?

Alpejski

Też tak mam

Kate01 Odpowiedz

Pomysłowy Dobromir ;)))

Lubiesztucznerzesy Odpowiedz

Zasługuje na mojego plusika 😅

maIasarenka Odpowiedz

To chyba nie jesteś zbyt rozgarnięty.

Ookami

Co najwyżej lekko zakręcony, osoba nierozgarnięta pewnie siedziałaby do końca zmiany pod drzwiami, autor za to znalazł kreatywne rozwiązanie problemu

Zobacz więcej komentarzy (1)
Dodaj anonimowe wyznanie