#pthOt
Zaczęło się od sąsiadki z czwartego piętra, która usłyszała, że ktoś dobiera się do zamka, ale szczekający pies go wystraszył. Od tamtej pory co rusz ktoś mówi, że widział kogoś podejrzanego w okolicy, karuzela coraz to poważniejszych i bardziej absurdalnych podejrzeń i oskarżeń zdaje się rozpędzać.
A ja jestem pewna, że zmyślają.
No, oprócz pani z czwartego piętra.
Skąd pewność? Bo to ja byłam tym "złodziejem". Wracałam tak zmęczona po pracy, że zwyczajnie pomyliłam piętra i próbowałam otworzyć nie te drzwi.
Jestem zafascynowana tym, jak mocno co niektórzy potrzebują wymyślać niestworzone rzeczy, które nigdy nie miały miejsca. Owszem, sąsiadów mam dziwnych, sztywnych i lubiących burzyć się o pierdoły (ten typ ludzi, którym wszystko przeszkadza), ale nie sądziłam, że taka drobna pomyłka zaowocuje czymś takim.