#pthOt

Mieszkam w niewielkim bloku, na spokojnym, strzeżonym osiedlu. Od niedawna wśród sąsiadów panuje panika i paranoja, wszyscy bardzo pilnują zamykania wszelkich bramek i bram wjazdowych na osiedle, drzwi garażowych, tych do klatek itp., ponieważ podobno czają się tu ZŁODZIEJE. I to nie tacy z przypadku, co tylko sprawdzają, czy ktoś nie zamknął drzwi. Nie, to szajka z prawdziwego zdarzenia, co używa wytrychów i innych specjalistycznych narzędzi!
Zaczęło się od sąsiadki z czwartego piętra, która usłyszała, że ktoś dobiera się do zamka, ale szczekający pies go wystraszył. Od tamtej pory co rusz ktoś mówi, że widział kogoś podejrzanego w okolicy, karuzela coraz to poważniejszych i bardziej absurdalnych podejrzeń i oskarżeń zdaje się rozpędzać.

A ja jestem pewna, że zmyślają.
No, oprócz pani z czwartego piętra.
Skąd pewność? Bo to ja byłam tym "złodziejem". Wracałam tak zmęczona po pracy, że zwyczajnie pomyliłam piętra i próbowałam otworzyć nie te drzwi.

Jestem zafascynowana tym, jak mocno co niektórzy potrzebują wymyślać niestworzone rzeczy, które nigdy nie miały miejsca. Owszem, sąsiadów mam dziwnych, sztywnych i lubiących burzyć się o pierdoły (ten typ ludzi, którym wszystko przeszkadza), ale nie sądziłam, że taka drobna pomyłka zaowocuje czymś takim.
Dodaj anonimowe wyznanie