#q4bjn
Ale teraz z drugiej strony.
Jestem hipokrytką.
Jestem (dość) gruba. Daję sobie radę, nie mam problemów z żadnym metabolizmem ani nic, faktycznie przytyłam przez hormony, ale teraz wszystko jest w porządku i pewnie mogłabym schudnąć, gdybym tylko chciała.
Siebie akceptuję na tyle, na ile powinnam, ale...
Obrzydzają mnie grubi ludzie. Nie mogę na nich patrzeć, nie mówię o tych dodatkowych 20-30 kg, jak u mnie, ale o tych dodatkowych 70 i więcej. Kiedy widzę takiego z torbą chipsów albo w jakimś fast foodzie, który - jak by nie patrzeć - sama odwiedzam, nie mogę się pozbyć myśli, że to okropne i powinien być teraz u dietetyka albo na siłowni.
Nigdy się do tego nie przyznam nikomu bliskiemu, ale tutaj mogę.
Oni też kiedyś mieli tylko 20 kg nadwagi i mogli schudnąć
Ale im się nie chciało jak autorce.
Próbuje w ogóle zacząć chudnąć od dłuższego czasu, ale dopiero zestawienie tego wyznania i Twojego komentarza dało mi motywację.
Także dzięki ;)
Ja już kiedyś zauważyłam, ze te ,,grubsze” osoby (przynajmniej te, które znam żeby nie generalizować) częściej wyśmiewają i/lub bardziej zwracają uwagę na wagę u innych osób niż ,,przeciętne” osoby. Miałam nawet taka koleżankę, która miała ok 20 kg nadwagi. Zawsze komentowała wagę innych ludzi i się z nich śmiała. Nawet z tych, którzy byli chudsi od niej. A szczupłych ludzi to w ogóle nienawidziła. Śmiała się z ,,desek” i ze prawdziwe kobiety maja takie piersi jak ona. Kompletnie toksyczna osoba.
Częste to jest, też to widuję. To pewnie wynika z tego, że nadwaga jest jednak częstszym problemem od niedowagi i w efekcie więcej jest tych "grubszych" osób niezadowolonych ze swojego wyglądu. A jak ktoś jest niezadowolony, to dużo o tym myśli i zwraca uwagę, także na innych. Stąd takie komentarze.
A w ogóle to jest cholernie smutny problem, bo jest pewna dysproporcja w reagowaniu na takie zachowania. A mianowicie: krytyka wymierzona w osoby otyłe jest zwykle bardzo piętnowana w społeczeństwie. Nazwiesz kogoś grubasem = cham z ciebie, prawie każdy tak powie. Bo nie wolno i tyle. Ale popularne i lubiane są już na przykład posty ze zdjęciami porównującymi szczupłe modelki do modelek plus size, właśnie z tekstami typu "prawdziwe kobiety mają krągłości", "facet nie pies, bla bla bla" czy krzywdzącymi porównaniami do "szkieletów", "desek" itd. Co w tym chyba najgorsze, to że czasem na tych fotach są sylwetki dziewczyn cierpiących na zaburzenia odżywiania, więc ekstremalnie niezadowolonych ze swojego ciała i bardzo wrażliwych na krytykę. Ale no cóż, niektórzy ludzie to są dzbany okropne. Tyle.
Mam 190 cm przy 72 kg i za cholerę nie mogę przytyć. Nie mam problemów z hormonami, dorzucam do diety coraz więcej kalorii, a mój żołądek i jelita nie są w stanie więcej pomieścić - niestety waga ani drgnie. Fakt, jestem aktywny fizycznie, a pod skórą widać niemalże pojedyncze włókna mięśni, ale po prostu się nie da. Kiedyś miałem kontuzję przez co byłem wyłączony z ruchu (nawet chodzenia) przez pół roku, jadłem jak zazwyczaj... I co? Nic. Schudłem. Ale i tak 3/4 osób mówi: "ale ty jesteś chudy, jak patyk", "jedz, jedz, może będziesz wyglądał jak chłop" itd., ale jak odpowiem takiej osobie z oponką: "poćwicz trochę może zgubisz ten brzuch", albo "jedz mniej może w końcu schudniesz", to są śmiertelnie obrażeni (szczególnie kobiety). Śmiechi warte...
@Arbadakarba O właśnie, doskonały przykład tej hipokryzji. Dzbany, wszędzie same dzbany. Also, jak napisałeś, że masz 190 cm wzrostu przy takiej wadze, to od razu pomyślałam "o, jak mój tata". Też jest mega wysoki i nigdy, przez 24 lata mojego życia, nie przytył ani kilograma (co najwyżej jeszcze schudł), a żywi się jak normalny człowiek, całkiem sporo i kalorycznie. Także nie martw się, bo nie tylko mojej mamie, ale choćby i mi podoba się taka "tyczkowata" sylwetka :) Z resztą, sama przez większość życia mam problem z słuchaniem, jaki ze mnie "patyk" i namawianiem do jedzenia. Mało mnie to obchodzi, lubię siebie, nawet jeśli ważę poniżej normy. Ważne żeby organizm sprawnie funkcjonował i żeby czuć się w nim dobrze.
Gruba kobieta chwaląca się cyckami jest jak bezrobotny chwalący się dużą ilością wolnego czasu.
Podobno w czasie diety jest dobry(zwłaszcza na efekt jojo) cheat day. Czyli jeden dzień w tygodniu pozwalasz sobie na potrawę którą lubisz, ale nie musi być ona zdrowa/ niskokaloryczna. Więc nie dziwić powinien fakt osoby otyłej jedzącej pizze. Sama mam taki dzień i tylko w ten dzień jem jakąś czekoladę czy paczkę wafelków.
Ja tez mam taki dzien malo tego istnieje cos takiego jak "water whoosh". Istnieje wiele dowodow potwierdzajacych ten efekt lecz jednak i tak jest to tylko hipoteza. Mianowicie jezeli ktos efektywnie probuje schudnac to tkanki ktore wczesniej byly wypelnione tluszczem zostaja wypelnione woda co powoduje efekt nabrzmienia. Czasem taki "cheat day" potrafi ten efekt zakonczyc. Osobiscie nie wierzylam w to dopoki sama nie zauwazylam ze w sumie ostatnio choc cwicze wiecej to mam wrazenie ze przytylam. Poszlam ze znajomymi na pizze i ku zdumieniu na drugi dzien moj brzuch byl o wiele bardziej plaski i tak sie juz utrzymuje :p Ale jak mowilam to tylko hipoteza :)
cheat day is every day
Jest tez zasada 80/20, czyli 80% zdrowo jesz, a 20% nie, czyli jakaś przekąska albo dodawanie słodyczy do posiłku itd. Obojętnie czy rozłożysz to codziennie, czy w obrębie tygodnia, byle mieścić się w bilansie kalorycznym 😊
Ja tak schudłam 15 kg i zamierzam się tego trzymać, bo nie mam dzięki temu napadów na niezdrowe, efektu jojo, czy porzucania diety, bo mnie męczy.
Same plusy!
Niestety, nie jest to dobry sposób dla każdego. Ja albo jem całkowicie zdrowo i się tego trzymam, albo mój cheat day, zamienia się w cheat month.
Każdy z nas jest hipokrytą w jakimś stopniu i to naturalne że obrzydzają cię takie rzeczy nawet jak jesteś jednym z nich. Dopóki pozostaje to w twojej głowie i nie razisz otoczenia bycia hipokrytką (ą?) To raczej wszystko jest w porządku.
Przynajmniej wiesz, że jesteś hipokrytką. Ja znam aż za dużo osób, które gadają na innych, a same nie robią lepiej ;-;
30kg nadwagi to już dużo....
Mam dokladnie to samo. Tez mam nadwagę i tez brzydzą mnie grube osoby.
Ja zrozumiem bycie grubym np. z powodu jakiejś choroby, ale nigdy nie zrozumiem bycia grubym z lenistwa. Jak można tak się kaleczyć?
a wiesz co jest przykre? ten moment kiedy próbujesz dietować i ćwiczysz regularnie i w ogóle a waga ani drgnie a nawet jeśli to w przód więc twoja motywacja do chudnięcia spada i spada i nie ma efektów a ludzie i tak powiedzą ze to z lenistwa:')