Dawno dawno temu, gdy chodziłem jeszcze do przedszkola, na zastępstwo za panią od religii przyszedł ksiądz. Nie miał większego doświadczenia z dziećmi, więc trudno mu było całą zgraję krzyczących dzieciaków ogarnąć. Po paru minutach w końcu mu się udało. Standardowo zmówiliśmy 'Ojcze Nasz' i ksiądz zaczął swoje nauczanie. Mówił, jak Bóg stworzył świat, jak powstał człowiek, dlaczego Jezus został ukrzyżowany. Jednym słowem szybkie streszczenie Biblii.
Pod koniec lekcji, przyszła pani katechetka. Ksiądz zadowolony mówi:
- Dzieci, pokażemy pani czego się dziś nauczyłyście. Co ma człowiek?
Nikt nie wie, co powiedzieć, niektórzy mówili rękę, nogę, oko, ale ksiądz za każdym razem mówił nie. Pani katechetka stwierdziła, że pomoże.
- No dzieci, człowiek ma du..., du... ?
Na co dzieci chórem
- DUPĘ!
Dodaj anonimowe wyznanie
nie da się zaprzeczyć, tak jakby miały rację ;p
A o co chodziło, bo sama teraz się zastanawiam. Duszę? :-P
Z pewnością właśnie o to.
Albo ducha
Zgadzaja sie w jednym chociaż dzieciaki widze ;D a tak serio to pewnie ciekawa byla mina katechetki ;D
Najpierw jest napisane że zamiast katechetki na zastępstwo przyszedł ksiądz, a potem nagle cudownie pojawia się wspomniana katechetka i podpowiada dzieciom o co chodzi... Wydaje mi się ze to jest wymyślone
A nie, sorry, mój błąd, nie doczytałem, że katechetka przyszła :)