#qIuWC
Przed ślubem wszystko było ze mną w porządku według niej - podłoga w moim mieszkaniu lśniła zawsze, moje żarty ją bawiły, a sposób ubierania (przyznaje że miałem nieco niechlujny styl militarny typu bojówki, t-shirty i wygodne a nie modne buty - rzeczy dobrych jakościowo marek, żeby nie było że chodziłem w tanich rzeczach z ciucholandu i to było przedmiotem zmiany). Nie przeszkadzało jej to jaki zawód wykonuje (fizyczny, który sprawia mi radość i od podstawówki chciałem go wykonywać), mimo że mówiłem o tym jak mało będę miał czasu dla rodziny i jaki zmęczony będę zawsze wracał po pracy.
Przyszła pora ślubu i od tego czasu czuję się jakby każdy mój żart czy docinek zostawać zapisany w jej głowie i wyrzucony mi że np. coś jej takiego pięć lat temu powiedziałem. Nie mogę się złościć, bo od razu słyszę że jestem nerwowy, I chociaż nie przeklinam podczas kłótni, żona nie ma problemu w powiedzeniu np 'jeszcze słowo a ci przypier...lę', chociaż gdybym ja użył takiego słowa, to byłaby wojna na całego i miesiąc nieodzywania się, a także wypominanie tego aż do śmierci.
Bojówek już nie noszę, na rzecz czinosów (czy jak się to tam nazywa), wygodne buty zastąpiły espandryle (czy jak się to tam nazywa), a w chłodne dni zamiast bluzy zakładam jakiś kardigan (czy jak się to tam nazywa). Nie przeklinam bo mi nie przystoi, mówię to co wypada a nie to co chce, a w co najmniej połowie przypadków gdy coś mówię o czymś interesującym mnie, jest mi przerywane w połowie zdania i temat umiera bezpowrotnie (bo już nie chce mi się wracać do niego jak został przerwany raz).
Seks na początku był w dużych ilościach, a po pół dekady okazuje się, że to głowa boli, że brzuch, plecy, nogi, sraty, pierdaty i tak sobie czekam jak na zaćmienie słońca, dogadzajac sobie samemu po kątach...Kiedyś zostałem przyłapany na oglądaniu wiadomego filmu to usłyszałem że jestem nienormalny, bo mam żonę w domu a wolę oglądać takie coś.
Zaczynam się dusić....Coraz mniej tematów nas łączy a coraz więcej dzieli... Nie chcę się rozwodzić, ale chciałbym żeby wszystko wróciło do czasu gdy kochałem i czułem się kochany, bo w tym momencie czuję, że zaczynam robić absolutnie wszystko by nie było w domu kłótni (której i tak pewnie ja będę ostatecznie winny nawet jeżeli jej nie wywołam). Teraz nawet sprzątać się boję, bo wszystko ona układa po swojemu na półkach, a także 'ona zrobi to lepiej', więc już nic nie dotykam poza naczyniami i odkurzaniem, a w rezultacie słyszę że nic nie robię...Jak to jest, że mężczyźni chcą być tacy sami jak przed ślubem, a kobiety zaczynają nas zmieniać i formować na siłę. Czy naprawdę trzeba się stać gburem i ignorantem by być w dzisiejszym czasie mężczyzną szanowanym w swoim domu? Darujcie sobie teksty w stylu 'PANTOFEL', bo ja bym nazwał to raczej pragnieniem świętego spokoju.
Czesc rzeczy zmienia sie po slubie albo racaej po wspolnym zamieszkaniu. Kazdy ma inne przyzwyczajenia jesli chodzi o sprzatanie, czas po pracy, jedzenie etc wiec oboje sie musza dostosowac do siebie wzajemnie. Zmienianie komus charakteru czy stylu ubierania sie nie ma sensu i nie rozumiem bab jak i chlopow co tego probuja. Przerywanie komus w pol zdania jest brakiem szacunku do drugiej osoby i tu ona powinna nad tym popracowac.
Mam takie uczucie, ze u was brakuje zrozumienia, rozmow i wyslichania. Nie piszesz tez nic o sobie, moze tez sie zmieniles? Co do seksu, to nigdy nie zrozumiem bolu glowy i innych wymowek u kobiet (moze wpadliscie w rutyne i jej sie znudzilo co wieczor tak samo). Sprobuj czegos innego, nowego w lozku zamieast trzepac po katach. Jak to mowia baba co w nocy jeczy, w dzien nie warczy, wiec moze to rozwiazac problem klotni.
To nie wiem co ci juz powiedziec. Jakas nawiedzona/wladcza ta baba i lepiej jak sobie poszukasz kogos kto cie bedzie szanowal, a ona bedzie sobie mogla poszukac jakiegos uleglego faceta.
A co do seksu to nie liczy sie ilosc ale jakosc. Jak ma sie kochac 15 i nie dostac orgazmu to po co sie wysilac? Lepiej w ogole nic. Rozmawiales z nia co ona lubi w lozku?
Cos mi tu nie gra. W wyznaniu piszesz, ze seksu praktycznie brak, a juz w komentarzach, ze jest, ze jest zajebisty, ze sa zabawki, kilka orgzmow etc. To moze sie z nia kochaj delikatnie, a nie z wibratorem.
Dlatego my prawie od razu zamieszkalismy razem. Lepiej wczesniej sie sprawdzic pod wspolnym dachem niz potem sie meczyc 😜
Ładne bajeczki. Kilka orgazmòw brzmi jak rozbuchane ego. Poza tym, jaką masz gwarancję, że nie udaje? Może wcale zabawek nie lubi? A może dla Ciebie gra wstępna to piersi i seks oralny? Jeśli tak, to się nie dziwię, że się nie chce, a zabawki nie będą urozmaiciceniem, jeśli nie będą używane różnorodnie lub czasowo odkładane na bok.
Nie zawsze wspólne mieszkanie wszystko zmienia. U moim małżeństwie zmieniło się wiele, choć mieszkaliśmy razem 5 lat przed ślubem, ponieważ mój mąż uznał, że teraz już go nie zostawię (mamy ślub kościelny, który jest dla nas bardzo ważny), więc może sobie wrzucić na luz, bo nigdzie nie odejdę. Przed ślubem nie wygłaszał takich poglądów, dopiero kilka miesięcy po ślubie
Kiedy patrzę na moich rodziców, którzy są razem prawie 23 lata, to nie wiem czy się śmiać czy płakać. Mają prawie 65 lat są zgorzkniali i stetryczali. Zastanawiam się wtedy co się z nimi stało. Coraz bardziej mnie to dobija.
@Casanunda Jakie to smutne, przynajmniej po tym wyznaniu wydajesz się na prawdę fajnym, ugodowym facetem, niczym marzenie. A trafiłeś na zołzę, która perfidnie to wykorzystuję, urabia cię jak jej się podoba, ale że i tak jej się nie podoba, znajduję powody do awantur. Do tego wykorzystuję dziecko przeciwko tobie i gotowa jest odebrać radość dzieciakowi, byleby ci dogryźć. Jak dla mnie to ona straszna jest, chociaż to tylko jedna strona medalu i nie wiemy jak ona to widzi... Więc ciężko wydawać takie opinie... Aczkolwiek, nie ma sensu wytrzymywać. Co by nie było, wszystko jest lepsze niż tłamszenie własnej osoby w sobie w imię "miłości".
A może weź się pomacaj po spodniach i sprawdź czy masz jeszcze jaja.
A może postaw się kiedyś? Nie przyzwyczajaj jej do tego, że ciągle jej ulegasz bo z czasem będzie coraz gorzej i będziesz się bał w swoim domu herbaty sobie zrobić wieczorem. Myślę, że jak się kiedyś postawisz i nie ustapisz, obrazisz czy zezłościsz to wymieknie bo się wystraszy. A tak to czym bardziej ulegasz tym bardziej ona traci szacunek do ciebie.
Oczywiście mamy tylko jedną stronę medalu, ale generalnie dla mnie brzmi to jakby ta kobieta była toksyczna. Casanuda jeśli jest tak jak piszesz-uciekalabym, bo lepiej nie będzie niestety
Terapia albo się rozejdzcie. Rozumiem, że dziecko. Ale serio czasem lepiej, żeby rodzice nie byli razem a byli szczęśliwi a nie w takiej toksycznej atmosferze trwać. Podrośnie i zacznie zauważać, że jest źle i nie miło w domu. Bez sensu. Takie rzeczy są ciężkie. Rozmowa i tylko rozmowa szczera o tym co Cię boli i że chcesz to zmienić.
Ja też pomyślałam o terapii małżeńskiej, może ona zrozumie jakie błędy popełnia poprzez udział osób trzecich. Kurcze, tak myślę że musi być nieźle sfrustrowana. Ja też byłam zła dla partnera, może nie tak jak żona autora i mi terapia pomogła. Ale sama chciałam tej zmiany.
Z mojego punktu widzenia żona może być zestresowana lub nieszczęśliwia i marudzi na wszystko, jak przypomnisz jej, że ją kochasz i ile w życiu osiągneła, to powinna sytuacja wrócić do normalności i zacznie doceniać, to co dla niej robisz.
Po prostu dałeś sobie wejść na głowę. I tak, jesteś pantoflem. Zatracanie siebie i swojego charakteru dla świętego spokoju, to jest pantoflarstwo.
Uciekaj od niej. Są niestety tacy ludzie, którzy udają fajnych dopóki im zależy, a jak dostaną czego chcą (w tym wypadku po ślubie) ukazują swoją prawdziwą twarz.
Ona taka jest, nie zmieni się. Uciekaj.
Rozumiem... A czy żona widzi że coś jest nie tak? Jeżeli widzi, to może można ją przekonać do jakiejś terapii dla par?
Teraz juz sie nie dziwie, ze ona nie chce z toba rozmawiac. Jak najpierw proponujesz pojscie na terapie, a pozniej nazywasz wariatka jej przyjaciolke, ktora chodzi na terapie. Pewnie sie poczula, ze tez ja masz za wariatke. Poza tym psychiatrycznie mozna leczyc np depresje czy leki (np przed pajakami, psami etc) i dla ciebie taka osoba jest wariatem/tka.
Kolejne wyznanie kogoś, kto chce sobie po prostu ponarzekać, albo poszukać rady... co się stało z anonimowymi?
Ale ok. Tak tylko rzucę: niby fajnie Wam w trójkę, z dzieckiem, nie chcesz tego psuć, mimo że ona ma ciągle humory. Zastanów się lepiej, czy chcesz, żeby Twoje dziecko słuchało awantur typu "jeszcze jedno słowo to ci przy...". Nie chce iść na terapię dla par, nie chce słuchać, nie interesuje ją Twoje zdanie, nie szanuje Cię. Nie zapowiada się, żeby coś się zmieniło. To po co z nią jesteś? Dla dziecka? Dziecku mimo wszystko będzie lepiej, jeśli nie będzie świadkiem kłótni.
Jeśli jesteś z nią związany, no nie wiem - kredytem, jakimiś zobowiązaniami, albo nei wyobrażasz sobie wyprowadzki - żyj sobie po prostu obok. Nie namawiam Cię, żebyś poszukał sobie kogoś na boku, bo to nie fair. Znam ludzi, może nie do końca szczęśliwych z takiego życia, ale nie mających za bardzo innego wyjścia, którzy mają oddzielne pokoje, gotują sobie oddzielnie, trzymają dystans. Często w takim życiu uczestniczą też dzieci, którym w sumie lepiej z taką obojętnością wobec siebie rodziców, niż jak się ciągle kłócili. Jest mało prawdopodobne, by sąd w razie rozwodu przyznał dziecko Tobie, więc jeśli chcesz z nim mieszkać, na jakiś czas to dobre rozwiązanie? Ubieraj się po swojemu, swój pokój urządź jak Tobie się podoba i na spacery chodź własnymi drogami. I tyle.
Ok, z perspektywy (już nie) dziecka, którego rodzice się kłócą.
To boli. Każda uslyszana kłótnia. To przeraża, ciche dni, kiedy musisz uważać, aby Tobie również się nie oberwało. Strach, niepewność, a nawet poczucie winy, gdy rodzice kłócą się o nas.
Dzieci są bardzo empatyczne, czują te wszystkie negatywne emocje i się boją. Nawet jeśli nie były świadkami kłótni, uwierz mi, wiedzą i się zamartwiają.
Dziś, jako dorosla osoba, nie lubię przyjeżdżać do domu ze względu na tę okropną atmosferę, choć rodziców kocham. Z perspektywy czasu wolałabym, aby moi rodzice się rozstali, niż robili to mi i mojemu rodzeństwu.
Przemyśl proszę, czy przypadkiem broniąc dobra dziecka, nie wyrządzasz mu jeszcze większej krzywdy.
Szczera rozmowa z żoną i terapia dla par. Za dużo tu widzę problemów, żebyście dali radę sami...
Po przeczytaniu twojego wyznania i komentarzy mam dla ciebie jedną radę. Postaw sie. Serio ale to tak stanowczo. Wykrzycz jej że masz juz dość tej chorej sytuacji. Wyjdź i trzasnij drzwiami. Może to bardzo oklepane i teatralne zagranie ale kobieta musi przejrzeć na oczy. Cały czas się o nią starasz a ona nie robi praktycznie nic by cię uszczęśliwić? Tak wygląda miłość i dojrzały związek? No nie. Najgorsze jest to że to tak daleko zaszło że jej jest pewnie ciągle mało. Chłopie nie daj sobie wejść na głowę naprawdę bo szkoda mi Cię. Kochasz osobę która tłamsi twoją radość. Przed tobą ciężkie decyzje. Powodzenia
Sądzę, że miała taki plan od początku, przed ślubem była grzeczniejsza, żeby cię ugniatać po swojemu po ślubie - pewnie widziała, że jesteś na to podatny i że w małżeństwie będzie miała jak w raju, bo wszystko będzie po jej myśli. Po prostu zacznij się sprzeciwiać i robić swoje, nie wchodząc w żadne dyskusje. Nawet, jeśli ci gada nad uchem, najwyżej załóż słuchawki. Nawet, jeśli grozi rozwodem (spokojnie, nie zrobi tego, jest jej za dobrze). Musisz mieć trochę wolności i tyle. Skoro ci przestawia książki, zacznij jej przestawiać kosmetyki, bo uważasz, że tak wyglądają lepiej. Na każdym kroku pokazuj, że skoro ona coś może, to ty też.
Gorzej jak zrobi, bo stwierdzi, że może mieć ciekawszego a od tego wyciągnąć hajs przy rozwodzie.
Nigdy normalnie nie zbierałabym haków na paetnera, ale nigdy też nie wybrałabym sobie kogoś takiego jak autor. W jego sytuacji chyba polecałabym nagrywać kłótnie itp, żeby nie zmanipulowała niedługo jakiegoś rozwodu z jego winy.
Ona noe wydaje się szczególnie szczęśliwa.
Rodzice mojej przyjaciółki mają podobną sytuacje. I szczerze? Lepiej dla psychiki jej, rodzeństwa i ojca rozwód byłbym najlepszym wyjściem. Nawet ona by wolała nie musieć wysłuchiwać kłótni
Postaw sie tej kobiecie, bo teraz jestes przez nia formowany jak plastelina. Ona cie nie szanuje, bo pozwalasz sobie na wszystko jak jej maly synek a nie facet. Rozumiem, ze sa kompromisy, czasami sie ustępuje zeby zrobic komuś radość, ale cholera ty nawet ubrać sie nie możesz jak chcesz? Kup sobie takie ciuchy jak lubisz a jak zacznie sie czepiac to zapytaj czy ty możesz decydować jak ona ma sie czesac i ubierać? Pewnie nie możesz i zacznie pieprzyc o wyrażaniu siebie przez image, dyskryminacji itp