#sECCY
Taki stan trwał ponad 10 lat. On przez ten okres raczej nie miał żadnej dziewczyny, były randki, spotkania itp., ale nigdy nic poważniejszego. Do czasu aż pojawiła się Ona. Ucieleśnienie zazdrości w jednej osobie. Z dnia na dzień dostałam informację, że Ona nie życzy sobie, żeby on dalej kontynuował ze mną znajomość. Skończyły się rozmowy, SMS-y... wszystko. Zostałam zablokowana na fejsie. Na początku próbowałam walczyć, ale jaką byłabym siostrą, gdybym nie dała za wygraną? Ja straciłam cząstkę siebie, ale przynajmniej on jest szczęśliwy z osobą, którą naprawdę kocha.
Chociaż minęły już 2 lata, dalej nie mogę się z tym pogodzić. Szczerze wpisał się w moje życie jako starszy braciszek, w pewien sposób nawet ważniejszy niż ten rodzony. Nie gadajcie nic o friendzonie - ta relacja była inna. Nie wiem dlaczego Ona od początku tak mnie znienawidziła. Przecież cieszyłam się z ich szczęścia, sama będąc mega zakochana. Cieszyłam się, że w końcu znalazł swoją miłość. Kibicowałam im. Teraz jednak nawet nie mogę mu wysłać SMS-a z życzeniami z okazji świąt, bo zaraz otrzymuję odpowiedź, że mam im nie zatruwać życia + epitety (oczywiście Ona odpisuje zamiast niego - widzę to po sposobie pisania).
Czy kiedyś o nim zapomnę? Wątpię. Brata nigdy nie wymażę z pamięci. Cały czas mam nadzieję, że się kiedyś odezwie do mnie. Nie gniewam się na niego. Jest mi po prostu bardzo smutno.
Zastanawiam się, czy on jeszcze czasem o mnie pomyśli. Czy ma ochotę odezwać się, napisać, że żyje, że jest OK. Czy całkiem zapomniał o osobie, którą kiedyś nazywał siostrą...
Slyszalem kiedys, ze "braci sie nie traci, a jak sie traci to nie braci".
A nie zastanawialaś się kiedyś nad tym, że ta wasza "przyjaźń" była jednostronna? W sensie, że to Tobie bardziej zależało na tej znajomości (i nadal zależy) niż jemu? Jeśli naprawdę byłoby tak jak piszesz, to nie zerwałby z Tobą kontaktu przez inną panienkę. Wydaje mi się, że troszkę próbujesz zmienić rzeczywistość i opisałaś tę relację w sposób jakbyś chciała, żeby było.
Ja tez mialam takiego "brata" i wielu sytuacjach moglam na niego liczyc. Ale tez poznal ta jedyna i nasza przyjazn sie skonczyla. Nie winie go. Milosc rzadzi sie swoimi prawami. A ja czulabym sie bardzo zle, gdyby "dla mnie" zrezygnowal z kobiety swoich marzen. Tez zycze im wszystkiego dobrego! I takze mam nadzieje ze kiedys sie odezwie.
PiekielnieAmbitna przecież nie musiał wybierać pomiędzy Tobą a dziewczyną.Tak mu było łatwiej, a ty jeszcze masz nadzieje,że się odezwie.Jak dla mnie to zwykła głupota.Nie pojmuje jak można jeszcze czekać na takiego człowieka
Wydaje mi się, że dla niego nie byłaś na tyle ważna, że tak po prostu pozwolił dziewczynie na takie zachowanie. Gdyby naprawdę mu na Tobie zależało, przyjaźnilibyście się do dziś, a tak pewnie nawet o Tobie nie pamięta. Także powinnaś już o nim zapomnieć i ruszyć dalej.
nie byłabym tego taka pewna, wiem jak toksyczna osoba potrafi kimś zmanipulować. a dziewczyna bez wątpienia jest toksyczna skoro zabrania mu kolegowania się z innymi dziewczynami.
A może jednak on był we friendzone, a jak w koncu trafiła się dziewczyna "na poważnie", to po prostu sam chciał się od Ciebie odciąć? Może przyjaźń była jednostronna, z twojej strony, a on zawsze po cichu liczył na więcej...
Miałam tak z jedyną osobą, która nazwałam "przyjacielem" nooo idealnie się rozumielismy. Czytanie w myślach czy coś 😁 wspieralismy się w trudnych chwilach, znaczy on miał wtedy ich więcej. Moje przyszły później. Miałam wrażenie, że mi nie wierzy w problemy zdrowotne, że dramatyzuje. Nie rozumiał, że szwankuje mi psychika, bo straciłam pracę i zachorowalam. O ironio sam był chory od urodzenia i uważał, że moje problemy to pikus. Sam wyjechał za praca, bo w swoim mieście jej nie znalazł. A gdy się zakochał i zamieszkał z nią, ja zostałam bez przyjaciela, pracy i zdrowia. Gdy go straciłam za dwa miesiące znalazłam pracę, za pół roku wyzdrowialam. Gdzieś w połowie tej drogi usunelam go ze wszystkich kontaktów. A teraz wiem, że przyjaźń to fikcja i liczyć można na siebie.
Brzmi trochę jak moja historia. Miałem "przyjaciółkę". Też nazywała mnie bratem i wypisywała jak to przyjaźń jest ważniejsza niż miłość. Jak już poznałem dziewczynę, którą pokochałem, zaczęły się wiadomości, specjalnie na złość mojej dziewczynie. Początkowo było okej, w końcu się wkurzyła i prawie mnie zostawiła, nie dziwię się jej bo kolejna "przyjaciółka" grała podobnie.
Więc podziękowałem za fałszywe przyjaźnie - bo co to za przyjaźń, skoro niszczy mi związek - i po prostu skupiłem się na swojej dziewczynie, a obecnie żonie. I jestem bardzo szczęśliwy. Niektóre znajomości po prostu przemijają i tyle. Ludzie się zmieniają. W końcu nic nie trwa wiecznie. Radzę poszukać nowego "przyjaciela" a raczej nowego chłopca na posyłki.
Jeśli Ty to Ty, to możesz napisać do mnie wprost. Ale po prostu mam już swoje życie i nie mam czasu na te same sprawy co kiedyś. :)
Co gorsze, też podobnie jej napisałem. Wysłałem wiadomość, że moja dziewczyna jest zazdrosna i żeby nie pisała więcej, choć naprawdę tak nie było. Po prostu nie wiedziałem jak inaczej jej wytłumaczyć, że jest mniej ważna od mojej dziewczyny, bo chyba nic innego by nie dotarło do niej. Okropne zagranie, ale zadziałało. Moja już żona do tej pory o niczym nie wie. Zły ze mnie człowiek, wiem.
Jednak warto czasem pomyśleć, czy nie dopowiadamy sobie za dużo. Może chciał mieć spokój i po prostu zerwał kontakt w podobny sposób, a Ty te wszystkie lata wieszasz psy na jego dziewczynie. ;d
Kilkanaście dni temu była tu niemal identyczna historia
Wszyscy prawią jak to na 100% był zakochany. No ludzie cholera jasna, sam mam taką "siostrę" i jakoś nigdy nie było między nami uczuć prowadzących do związku (pytałem ją wielokrotnie, aby uniknąć niepotrzebnych problemów). To nie musiało być tak, może chłopak ma charakter uległy i został zdominowany przez tamtą, może to zachowanie autorki sprawiło że sytuacja wygląda tak jak wygląda, a może tylko dla niej to była wielka i nierozerwalna przyjaźń, a on się tylko przyjaźnił
Nie wiem ile masz lat, ale często nawet wieloletnie przyjaźnie kończą się po liceum/studiach gdy ludzie zaczynają układać sobie życie. Praca, dom, związki. Wtedy zmieniają się priorytety, trzeba przearanżować dotychczasowe życie, często kosztem czegoś lub kogoś. Dzieje się to na swój sposób samoistnie. Taka kolej rzeczy. U Ciebie sytuacja wygląda trochę inaczej ale takie rzeczy dzieją się prędzej czy później i tak. Rusz do przodu, zostaw przeszłość i tak jak napisała @ZapomnialamHaslaZnow licz na siebie.
A ja tam bym się gniewała...