Obecnie mam 29 lat – gość, który przez dzieciństwo był bullingowany przez rówieśników i nauczycieli. Byłem introwertykiem, nerdem komputerowym, uważałem, że nie potrzebuję nikogo i niczego, tylko dobrej pracy i ułożonej spokojnej przyszłości. Szkoła średnia mnie trochę zmieniła, poznało się przyjaciół, bulling wciąż był podobnież „za twarz”, ale po szkole podstawowej i gimnazjum jakoś przyzwyczaiłem się. Skończyłem technikum jako ambiwertyk, który naiwnie liczył, że z ciężką uczciwą pracą coś osiągnie... Szukanie pracy to była katorga, ale znalazłem w małej firmie, trzech prezesów i jedna sekretarka/księgowa. Podekscytowany pierwszą pracą jako „Konserwator sprzętu komputerowego” za najniższą poczułem, że robię w końcu progres... Pierwszy rok walczyłem codziennie, by nie zwymiotować na środku chodnika, idąc do pracy, taki był to stres. Wklepali mnie w kasy fiskalne, terminale płatnicze i kupę innych rzeczy, które były ponadprogramowo. Byłem po prostu świeżakiem, którego sobie wykorzystali za najniższą. Poszedłem w trakcie na studia, było wspaniale, ale nacieszyłem się z rok może? Covid, pandemia zajęcia zdalne... dużo kontaktów się urwało, jakieś szanse na znalezienie drugiej połówki poszły z dymem. No nic, po 3 latach wypaliłem się jako informatyk, poszedłem w kierunku, w którym skończyłem studia. Ciężko pracowałem nad portfolio, ale nie było ważne, bo pracodawcy wymyślali sobie kosmiczne wymagania na juniora. Generalnie udało mi się coś znaleźć, zdalna praca, za najniższą i na umowie o dzieło. Pracuję już tak obecnie 2 lata, nie jest najgorzej, bo przynajmniej za paliwo nie płacę. Teraz tak mieszkam ze staruszkami, mamy bardzo dobre relacje, więc można żyć, chciałem się wyprowadzić, ale ceny pocovidowe wynajmu głupiego pokoju w dużych miastach to prawie pół wypłaty miesięcznie... Od pewnego momentu zaczęło mi być wszystko obojętne, coraz rzadziej mnie coś bawi, czuję się, jakbym przeżył już wszystko, a więcej już nie dam rady, bo mnie to ominęło, bo wiek już nie pozwala, bo społeczność się zmieniła i zamknęła w sobie. Teraz niby jest ta wolność dorosłości, mamy pieniądze i niby możliwości, ale co z tego, gdy nie mamy siły, motywacji i energii... Jeszcze codzienne sny z dawnych lat męczą, te pozytywne, zauroczenia, których nie wyznałem, niedokończone sprawy. Może w dzieciństwie miałem bulling, ale jednak poza tym były to beztroskie lata, wtedy była prawdziwa wolność, długie wakacje, więcej energii i mniejsza świadomość o tym, jak działa świat i ludzie. Mawiają, że ludzie głupi i nieświadomi są szczęśliwsi i widzę, że jest to prawdą. Czuję, że stoję w miejscu, tak jakby fabuła mojego życia skończyła się wraz ze szkołą średnią, tak jakbym miał zły ending i skończył w sandboxie, w którym nie ma żadnych eventów. Jestem zmęczony i tęsknię za starymi czasami...
Dodaj anonimowe wyznanie
Wie Pan, że jest Pan wspaniały? Ma Pan całkowicie ukończone studia, pracę, dużo umiejętności^^ Mi się tak jakoś trafił nowotwór jeszcze w technikum, w czasie pandemii tak jakoś "nikt nie dostał" żadnych projektów, które wysyłałam na poprzednich studiach i jak wróciłam ze szpitala to już był list, że mnie wyrzucili. Więc dopiero teraz robię studia. Widzi Pan? Pan jest chwilę młodszy, a już Pan to wszystko ma! I jeszcze chcą Pana zatrudniać! U mnie jest albo "a PANI w ogóle wie, co to MySQL?" powiedziane z obrzydzeniem albo "niepełnosprawnych nie zatrudniamy". A Pan ma studia, pracę, ogólnie jest Pan o wiele wspanialszy niż Pan się spodziewa^^
Bulling, ending, sandbox bez eventów... Ty tak z ludźmi rozmawiasz?
Jakość życia jest tylko taka, jak jakość relacji. Atrakcyjność zdalności, czy to pracy czy edukacji, to oszustwo. Musisz wyjść do ludzi. Znajdź pracę z biura, nie z domu.