#slBQ1

Jeżdżę do szkoły tramwajem, gdyż tak jest mi najwygodniej. Od września mam migawkę (bilet roczny w moim przypadku), więc wsiadam, zdejmuję torbę, i jeśli mogę to zajmuję wolne siedzenie.

Ostatnio podeszła do mnie kobieta, i zapytała się, czemu nie skasowałam biletu. Odpowiedziałam, że mam migawkę, a ona do mnie "Nie wierzę ci. Pokaż mi ją". Zignorowałam ją, a jakieś dwa przystanki później pan kontroler sprawdzał tą panią. Mnie sprawdził wcześniej i wszystko było OK. A ta pani sama biletu nie miała, ach, kocham ludzi.
Dzieckonestle Odpowiedz

Łódź 😍

Shido

W Łodzi to po migawkę jeździ się na krańcówkę, przechodzi obok galantych chęchów, bystro wchodzi po schódkach, uważając żeby z siajowej foliówki nie wypadła chałka z laberką no i by gołda się nie potukła, w oddali zwykle słychać jak dzieciaki ciekawą jak głupie, jeszcze się przeziębią bo ekspresów nie pozapinały. :D

Shido

No i tłumaczenie:
W Łodzi po bilet okresowy jeździ się na przystanek końcowy, przechodzi obok dużych krzaków, szybko wchodzi po kilku stopniach, uważając żeby z reklamówki (torby foliowej) nie wypadła bułka paryska, oraz pasztetowa, no i by wódka się nie potłukła, w oddali zwykle słychać jak dzieciaki biegają jak głupie, jeszcze się przeziębią bo zamków błyskawicznych (w bluzach/kurtkach) nie pozapinały.

veriki

Właściwie, z całym szacunkiem, gwara łódzka jest taka jakaś... mało gwarowa. Większość tych słów jest powszechnie używana.

dexterone

Chyba nie do końca, @veriki, dla mnie migawka to jest w aparacie, krańcówka oznacza wyłącznik krańcowy, "galantych chęchów" i "laberka" brzmią jak wyrazy z któregoś słowiańskiego języka obcego, "siajowy" - jak głupia cenzura wulgarnego *ujowy, "chałka" jak zdrobnienie od "chałwa", "gołda" - gatunek sera napisany z błędem, a ekspres może być do kawy, pociągiem albo sposobem wykonania usługi.

Nie chcę się wadzić, ale zrozumże, bo to trza ludziom pomału do łepetyn załadować, że dzie indzi ludzie nie bedą wiedzieć, co tamte pitolą. Ady kaj nie zajdziesz, to inaczy, no nie? A jak kto se dziopę z daleka znajdzie (bo auta teraz, już nie na nogach na baciarkę, to można dalej), to cudów się można nasłuchać.

TracyMotel

Pytanie: nie pochodzę z regionu, w którym używałoby się jakiejkolwiek chrakterystycznej gwary, więc ciekawi mnie, czy używacie tych słów na codzień? Tzn, czy na przykład pytacie kumpla, czy wpada na gołdę czy po prostu wiecie, że to słowo istnieje i używają go tylko starsi ludzie? I czy wśród młodych znajomych gwara to obciach (tak jak na Kaszubach na przykład)?

Anonwho

Ja używam na co dzień. Co prawda, nie mówię tylko gwarą, ale niektóre słowa są tak bardzo zakorzenione w moim słowniku, że jest to dla mnie całkowicie naturalne. Nie powiem, że zakładam kapcie, tylko laczki, kiedy wychodzę z domu, nie zamykam drzwi na klucz, tylko je zakluczam, jem pyrki, plyndze, gzikę i chabas albo po prostu sznytkę chleba, a w garażu
mam same klamoty, itp. Moi znajomi mają tak samo.

gwynbleidd

@Anonwho, Ty nawet nie wiesz, jak zdziwiona byłam, gdy moi znajomi przyjezdni oznajmili mi, że w Polsce nie używa się słów "zakluczać" albo "nadusić", a "guzik", to może być od spodni, a nie w windzie z numerami :D Niektóre gwarowe słowa tak bardzo przeniknęły do mojego słownika, że nawet nie wiedziałam, że są gwarą. Ale zdarza mi się też często korzystać z takich słów, jak tytka, klunkry, lumpy, badejki, bambetle, dynks, nahajcować, itd. Często też od innych słyszę np. szkieły. Całkiem lubię nasze gwarowe wstawki.

CynicznyRomantyzm

siajowy jest akurat od nazwiska fabrykanta, który produkował beznadziejną tkaninę

dexterone

@TracyMotel - u mnie gwara raczej zanika.
Mam wrażenie, że są różne "stopnie" gwary. Są regionalizmy na skalę województwa (np. oglądnąć), których istnienia spora część ludzi nie jest świadoma myśląc, że jest to zwykły, poprawny, polski wyraz.
Są słowa, które praktycznie wymarły i kojarzą się z (pra)dziadkami (pódźże haw/tela). Są słowa, które niby wychodzą z użycia, ale wciąż funkcjonują jako nazwy miejsc (np. jadąc gdzieś widzę zalesiony potok czy strumyk, ale w konkretnych miejscach blisko domu rodzinnego to nadal paryja, w starym domu drewnianym nadal jest sień, ale w nowym już przedpokój) - to samo może dotyczyć też nazw czynności, jeśli mowa o opowiadaniach przekazywanych ustnie.
Jeszcze niekiedy spotyka się mówienie per "wy" do osób starszych - granica wieku jest zależna od regionu, w moich okolicach raczej powyżej 70-80 lat lub wcale i nie uczy się tego wcale dzieci, ale wiem, że chłopak z 20 km dalej potrafił tak mówić do swoich teściów.

W domu jest też często pewien charakterystyczny sposób wymowy (odsyłam do wikipedii -> "gwara krakowska"), np. przesunięcia brzmień samogłosek gdzieś "pomiędzy" dwie normalne, którego normalnie się nie zauważa, chyba że np. uczące się mówić dzieciaki przesuną to brzmienie za daleko, całkowicie zmieniając samogłoskę, a człowiek się dopiero zastanowi - "faktycznie, tak to dla dzieciaka może brzmieć".

Tej "domowej" wymowy raczej się pozbywa idąc w miejsce publiczne - szkoła, uczelnia, praca, rzadko przechodząc na gwarę - raczej tylko wtedy, gdy jedna osoba się "potknie" w czystej mowie, a druga zareaguje "o, godos po nasemu" czy coś w tym stylu, ale ze względu na powyższe gwara raczej rozdrabnia się wręcz na pojedyncze domy i z młodego pokolenia mało kto już wie (ja na pewno nie), jak w całości powinna wyglądać, bo każdy zna tylko małą część przekazaną przez rodziców/dziadków.

Anonwho

Wiem, wiem, sam o "zakluczam" dowiedziałem się stosunkowo niedawno :)
Dla mnie też te wstawki są naturalne. Kiedy mówię "ziemniaki" albo "kapcie", czuję się jakoś dziwnie nieswojo, dla mnie to są po prostu "pyrki" i "laczki".

Zobacz więcej odpowiedzi (10)
Arszenik Odpowiedz

A ona co? Praca kanara jej się zamarzyła? :D

Yamanate Odpowiedz

Może chciała podpierdzielić Twój bilet.

KrakowskiMoherek Odpowiedz

Szukała sobie zabezpieczenia, żeby w razie kontroli mieć kogo wskazać kontrolerowi i dać sobie czas na ucieczkę

Derox Odpowiedz

Mam żart tematyczny odnośnie gwar :D
W Krakowie chodzi się na pole, w Poznaniu je się pyndzle, natomiast w Łodzi dostaje się migawke, a na Podlasiu na samolot mówią ŁOOOOOO xD

Anonwho

Plyndze. Pyndzli nie jemy, pyndzle są dla malorzy.

Mikkininaj

A nie pyry przez przypadek ?

Anonwho

Pyry też jemy, choć, w myśl starego porzekadła, pyry zwykle stoją w antrejce na ryczce i to jeszcze w tytce ;)

dexterone

Zwrot "na pole" ma często całkiem logiczny sens.
"pole" to w całej Polsce w/g SJP PWN - "obszar ziemi, teren, powierzchnia", a "dwór" - głównie "obszerny dom, siedziba władcy, majątek ziemski z dworem" i tylko w części "otwarta przestrzeń na zewnątrz domu".
Tak więc trawnik przed domem zawsze można nazwać polem, ale wyjście "na dwór" z domu jednorodzinnego, czyli posiadłości, którą nie tak dawno, (bo jeszcze ze 2 pokolenia temu), nazwano by dworem, brzmi dla południowej Polski wręcz niedorzecznie.
Natomiast rozumiem, że tak samo głupio może brzmieć "na pole" przy wychodzeniu z budynku na chodnik/parking/ulicę w mieście przy braku kawałka trawnika, który da się polem nazwać - polecam wtedy wychodzenie "na zewnątrz".

EtanolSodu

Już nie masz się gdzie chwalić żartami z memow? Żałosne

Mikser

EtanolSodu też jesteś żałosny i musimy z Tobą żyć

Alighted

#napoleteam
Mój były uwielbiał sie ze mnie śmiać że mówie na pole a nie "na dwór". No sorry ale ja mieszkam na blokowisku a nie na żadnym dworze ;) A pole dla mnie sens bo dla mnie to nie tylko np. pole pszenicy a ogólnie otwarta przestrzeń. Mówimy przecież że ktoś nam zniknął z pola widzenia :p Dlatego ja zawsze będe broniła swojej Małopolskiej gwary.

tfutfu

Do tych, co sądzą, że pole to tylko uprawne - Małopolska radzi sobie z tym bardzo łatwo - rolnik powie, że idzie "w pole", a nie "na pole".

sexylablador

A jak jest na polu uprawnym, to mówi, że jest "w polu", a jak jest na dworze, to mówi, że jest "na polu". Proste.

mordimer0madderdin

Jestem z Podkarpacia i nigdy nie zamienię "pola" na "dwór" :D nie przechodzi mi to słowo przez gardło.

Zobacz więcej odpowiedzi (2)
ThisLove Odpowiedz

Może ci ukraść chciała?

LubieDobrychLudzi Odpowiedz

Trzeba było po wszystkim do niej podejść, spojrzeć głęboko w oczy i z zatroskaniem powiedzieć: ''Hmm chyba ktoś tu nie ma biletu, przepraszam ma pani może przy sobie bilet? Nie? Oj to niedobrze, bo jakby tak kontrol teraz weszła, to by było nieprzyjemnie.. A nie przecież właśnie tu są.." I po chwili "czemu nie skasowała pani biletu? Ma pani przy sobie bilet? Nie? Bilety to teraz strasznie drogie są, prawda? Ja to jednak bym się bała tak jeździć bez biletu" I tak ją spamować do końca rejsu z akcentem na słowo bilet XD

letsbefree Odpowiedz

Pasjonujące.

SzukamFaceta Odpowiedz

Łódź, kurła!

Mercury07 Odpowiedz

Może chciała ci ją zwędzić?

Zobacz więcej komentarzy (1)
Dodaj anonimowe wyznanie