#sovq9
Tym razem obudziłem się w szpitalu. Ze złamanym nosem. Pamięć o tym, co się stało odświeżył mi kolega.
Ubiegłej nocy balowałem u kumpla w mieszkaniu. Miał urodziny. Wiadomo - każdy przyniósł jakiś trunek, spróbowało się tego i owego. Rezultat był łatwy do przewidzenia. Upiłem się w sztok.
Ktoś zaproponował, abyśmy poszli jeszcze do nocnego i kupili kilka piwek. Chciałem założyć buty, więc przycupnąłem sobie na jakimś stołku. Kiedy nachylałem się do sznurowadeł doszło do oddziaływania grawitacji na moje nieco bezwładne ciało. Zleciałem z mebla prosto na nos. Krew się polała. Trzeba było dzwonić po karetkę.
Pielęgniarki w szpitalu śmiały się ze mnie, bo ponoć, jak pytano mnie, co mi się stało, wybełkotałem z bardzo poważną miną: "Próbowałem zawiązać klapki...".
-Nie byłem aż tak pijany.
-Stary, próbowałeś zawiązać klapki.
Xdddddd ❕
skąd masz taki ładny wykrzyknik?
Mam mieszane uczucia, kiedy słyszę historie o ludziach, którzy tak sie schlali, że trzeba było dzwonić po karetkę. Z jednej strony, też potrzebują pomocy (żeby np nie udusili się we śnie) ale można byłoby tego uniknąć panując nad ilością wlewanego w siebie alkoholu. A ilość karetek jest niestety ograniczona..
Ostatnio miałam praktyki na SORze. Liczba pijanych meneli mnie przeraziła. Śmierdzieli, byli chamscy, a niektórzy nawet agresywni. Najczęściej byli zgarniani spod sklepów i od razu kierowani na drogie badania, na które zwykli ludzie muszą czekać całymi tygodniami. Uważam, że każdemu człowiekowi należy się pomoc i opieka medyczna, ale upijanie się w trupa to szkodzenie sobie na własne życzenie.
Bla, bla, bla. Hipochondrycy też zabierają kolejki do lekarza, karetki itp. No w zasadzie każdy może nadużyć karetki, a gadanie o panowaniu nad piciem - standard umoralniania pt.: "trzeba znać swoje granice". Jako osoba pijąca powiem jedynie tyle, że miewam różne dni i naprawdę raz upiję się do stanu rzygania po 3 piwach, a raz wypiję ich 6 i nadal mogę normalnie funkcjonować. I nie wiem, kiedy jak będzie. Czasami próbuję przewidzieć, że będę mało pić, bo jestem zmęczona, więc szybko się upiję, a tu niespodzianka - piję, piję i końca nie widać. Takie życie.
Pusia
Wystarczy pić powoli i kontrolować stan upojenia w miarę upływającego czasu. Nie znam osoby, która wprost ze stanu zupełnie trzeźwego przechodzi w tryb zgonu
Jasne, nie przeczę, że wiele zgonów wynika z zachłanności, ale są też cisi zabójcy, czyli typ zgona, który dopada po którejś godzinie picia. A przykład z piwem podałam dlatego, bo właśnie tutaj dochodzi do takich zgonów (nie jestem zawodowcem - piwa nie wypiję szybciej niż w 20-30min, więc jest to umiarkowane picie, a mimo to właśnie zdarza mi się przez to odpaść).
Hipochondrycy wołający pogotowie przy przeziębieniu i staruszki, które dzwonią, żeby pogadać sobie z ratownikami o dupie Maryni też mnie wkurzają. Prawie tak mocno, jak alkoholicy. To przykłady skrajnej nieodpowiedzialności, głupoty i egoizmu. Kolejki w przychodniach to również problem, ale w porównaniu z zajmowaniem karetek, jest on jedynie niedogodnością. Część ludzi umiera, gdy karetka nie zdąży. Ale wiadomo, trzeba się napić piwka, nawet, gdy nie umie się pić. W końcu kogo obchodzi ludzkie życie.
Pusia to zrobimy wszystko, żeby karetka na Ciebie czekała jak jednak będziesz miała gorszy dzień i wypijesz jedno piwo za dużo. W końcu nigdy nie wiadomo czy uda Ci się upić trzema czy jednak będziesz potrzebowała sześciu. Brak słów naprawdę.
Ostatnie zdanie rozwaliło 😂
BO o to chodzi w rym wyznaniu...
Mnie kiedyś z wesela przywieźli karetką. Wszyscy lekarze w szoku, bo ośmioletnia dziewczynka, więc jak to, pijana? Rzecz w tym, że złamałam obojczyk xD
niezgubka :)
niezgubka :)
Niezgubka😂😂