#tJ4Q7
Jest to człowiek niezwykle trudny do rozgryzienia czy zdefiniowania. Ożenił się z moją mamą tylko po to żeby mieć dzieci. Nie mam pojęcia co kierowało wtedy moją mamą, że zgodziła się być inkubatorem. Może sama chciała mieć po prostu rodzinę. Tylko że w taki ,,związek” z zasady jest skazany na niepowodzenie.
Bo z moim ojcem na dłuższą metę nie da się wytrzymać. Klasyczny agresor egoista. Co najlepsze gardzi jakimikolwiek używkami. Jest prawie abstynentem, a na trzeźwo jak wybuchnie, bije swoją agresywnością niejednego chłopa z patologii. Co najlepsze ojciec ma ukończone dwa fakultety, ale jeśli chodzi o światopogląd, jest ograniczony do granic możliwości.
Gdy wspominam z nim dzieciństwo, przeplatają mi się sceny skrajnie nacechowane emocjonalne. Pamiętam jak zabierał mnie po przedszkolu na sanki, na których uwielbiałam z nim jeździć. A potem moment, w którym pokłóciłam się z bratem o to kto będzie niósł jaki kolor parasolki i to jak ojciec rozwala je w drobny mak na naszych oczach, bo nie mógł znieść kłótni. Takie sytuacje były co chwilę. Brat nie chciał iść spać, rozwalił dźwig którym się bawił. Ojciec nie mógł sobie poradzić z jakimś programem, to rozbił ekran komputera. Jedyne co muszę przyznać to to, że nigdy nie próbował nawet nas tknąć. Jednak przemoc psychiczna to nadal przemoc.
Oczywiście moja matka widząc w co się wpakowała, zażądała rozwodu gdy miałam 6 lat. Chciała na początku nawet żebyśmy z bratem mieli z nim prawie zerowy kontakt. Pierwszy raz widziałam wtedy jak mój tata płacze.
Od tamtej pory minęło wiele lat. Sprawa skończyła się na tym, że widzieliśmy się z ojcem 2 razy w miesiącu.
Ojca niczego to nie nauczyło. Nadal jest takim samym agresorem jakim był. A mimo to jest mi go żal. Widzę, że chciałby być inny ale nie potrafi. Niedawno powiedział, że jak chcę, to opłaci mi drugi kierunek studiów jakbym się nie dostała na stacjonarne, bo chce żebym sobie jakoś mogła poradzić w życiu, mimo że sam niedługo idzie na emeryturę. Kiedy już myślałam że może nastąpił przełom, na małym spotkaniu rodzinnym nazwał moja babcię, a swoją matkę prostytutką tylko gorzej i kazał jej się wynosić, bo zdenerwowała go typowym gadaniem lekko nie kontaktującej 80-paroletniej kobiety.
Także tego. Mam żal do niego o wiele rzeczy. O to jak potraktował moją matkę, oto jak traktuje innych, o to że jego przekleństwa i krzyki śniły mi się za dziecka po nocach, o to że bałam się zrobić coś przy nim źle, bo zaraz następował wybuch, o to że tak szybko zapominał co przed chwilą zrobił i się dziwił, że mu nie ufam.
Gdzieś w głębi duszy chciałabym żeby umarł samotnie i dostał to na co zasłużył, ale z drugiej, przypominam sobie jego łzy i żal mi jest tego człowieka, tak bardzo ograniczonego przez swoją naturę
Nie myślałaś żeby z Nim o tym porozmawiać i dać jakieś ultimatum? Jeżeli nie skorzysta z pomocy specjalisty to urywasz z Nim kontakt i tyle. Jest dorosły i świadomy tego co robi, więc jeżeli Ci odmówi to nie powinnaś mieć wyrzutów sumienia.
Z takimi ludźmi nie da się normalnie rozmawiać. Niestety...
Jeśli próba rozmowy się nie udała to autorka nie powinna mieć sobie absolutnie nic do zarzucenia
Jakby chciał, to by skorzystał z pomocy psychologów, terapeutów, psychiatrów. Skoro wolał wyładowywać agresję na czym/kim popadło, to niech ponosi konsekwencje.
@CzarnaSowa
Niestety on nie potrafi korzystać z pomocy
Powtarzam - to niech ponosi konsekwencje.
W życiu nic nie jest czarno-białe. Gdyby korzystanie z pomocy psychologicznej było takie proste jak piszesz, o ile mniej byłoby patologii...ale nie jest, wierz mi.
Miałam to napisać. Od czegoś są psychologowie, terapeuci...więc, jakby bardzo chciał, to by się zmienił. I nie wierzę w to, że "chciałby być inny, ale nie potrafi". Najwyraźniej nie chce, bo tak mu dobrze i tyle.
@Rogaliczek, przeszłam przez chorobę psychiczną i pomoc psychologiczną, wiem jak trudno się w sobie zebrać. Jednakowoż gdy chory człowiek krzywdzi swoich najbliższych to nic, powtarzam NIC nie usprawiedliwia tego, że nie szuka pomocy.
Oj, bardzo się nie zgodzę z Sową. Są stany, w których coś rządzi człowiekiem i nie pozwala na zmiany. Tej bestii jest dobrze jak jest. Kilka lat się zbierałem, żeby zadzwonić do psychiatry i to nie było czcze gadanie. Szukałem pomocy na internecie, numery telefonów etc. Nawet trzymając telefon z wbitym numerem, będąc sam w domu nie potrafiłem nadusić tej słuchawki.
Inną kwestią jest to, że poprosiłem żonę o pomoc, ale jej nie otrzymałem, bo "ona nie lubi dzwonić". Dopiero gdy byłem na dosłownej krawędzi udało mi się wykonać ten telefon.
Kubuleki, rozbijanie komputera czy też innych przedmiotów na oczach dzieci, albo wyrzucanie z domu schorowanej matki za normalne gderanie staruszki to już jest daleko "poza krawędzią". Poszukiwanie pomocy nie jest proste dla żadnego człowieka, nie bez powodu wszyscy mówią że to trudne. Trudne - ale nie niewykonalne.
Mój ojciec też był cholerykiem. Może nie rozwalał niczego, ale nie potrafił sobie poradzić ze swoimi emocjami, kiedy się wściekł. Nie będę wchodzić w szczegóły, bo byłoby za długo. Moja matka jest mocno stąpająca po ziemi i zawsze potrafiła go "usadzić", przez co nadal są małżeństwem.
Ojciec w końcu w wieku ok. 50 lat poszedł do neurologa, potem do psychologa i psychiatry. Okazało się, że z racji swojego nieciekawego dzieciństwa ma depresję i nerwicę, nieleczone przez lata. Zaczął brać leki. Nadal nie jest jakimś wzorem i typem anioła, ale rzeczywiście od 10 lat jest spokojny. Jeśli coś go doprowadzi do wybuchu, to musi być dłuższa kłótnia i wiele przykrych słów wypowiedzianych, ale nawet wtedy szybko wraca do siebie. A tak normalnie, to zwyczajny facet. Tylko ile się nerwów zjadło...
Moj tata tez kiedys tak agresywnie reagowal na wszelkie moje klotnie z siostra. Okazalo sie, ze ma nerwice, zaczal sie leczyc dopiero wtedy gdy dostal takiego ataku, ze wszyscy wokol mysleli, ze dostal zawalu serca.
Będziesz płakać. Mieliśmy w domu podobną sytuację i każdy - mimo zapierania się niektórych, że ojcem gardzą - każdy płakał.
A ja mam strasznie mieszane uczucia po przeczytaniu tego wyznania. Ojciec jest cholerykiem, agresorem i chamem. Nie jest jednak alkoholikiem i nie stosuje przemocy fizycznej. Ty masz do niego żal, co jest zrozumiałe, ale życzysz mu przy tym śmierci w samotności, co jest lekko niepokojące. Czy ktoś się zainteresował dlaczego taki jest? Ktoś mu spróbował pomóc? Czy ktoś z nim tak szczerze od serca porozmawiał? ,,Widzę, że chciałby być inny, ale nie potrafi", dlatego uważam, że ktoś mu powinien pomóc!
Mam nadzieję, że całej rodzinie się ułoży, bo widać, że wszyscy niesiecie ze sobą ogromny bagaż bólu i żalu, a tak nie musi być.
Twoj ojciec wykazuje zabuzenia emocnonalne i brak samokontroli ,co moze byc spowodowane jakims czynnikiem chorobotworczym. Nic nie wskazuje na to aby nastapily jakies zmiany na lepsze I wskazana by byla consultacja z psychologiem badz z psychiatra jezeli zalezy Ci na wyjasnieniu. W przeciwnym razie ogranicz kontakty.
Myślę że on po prostu potrzebuje pomocy. Kogoś kto go trochę przymusi do pójścia do psychologa
Czy ktoś się orientuje co może być jej ojcu? Czy to jest jakaś choroba? Wygląda to tak jakby kochał rodzinę, ale nie mógł sobie poradzić z agresją? Myślę, że powinien się leczyć psychiatrycznie i może byłby zupełnie innym człowiekiem i sam czuł by sie lepiej i spokojniej? Hormony np u kobiet wywołują agresję.
Gówno prawda, że chce się zmienić a nie może. Jasne, że byłoby to bardzo trudne, wymagało wiele pracy i dużo czasu, ale może. Tyle, że łatwiej jest stwierdzić "ja już tak mam. Taki mam charakter i nic na to nie poradzę."