#tzhrK
Przyznajcie, że to prawdziwe szczęście mieć takich troskliwych kolegów! No, ale cóż - nawet najbardziej cierpliwy samarytanin powie wreszcie "A, do diabła z tym!".
To była kolejna impreza urodzinowa. Prywatka, koledzy, jakieś laski. No i alkohol. Dużo alkoholu. Skończyło się jak zwykle.
Tej nocy nie spało mi się zbyt dobrze. Leżałem na czymś twardym i zimnym. Do tego nie mogłem wyciągnąć nóg, ani przekręcić się na bok. Byłem jednak w takim stanie, że miałem to w dupie. Do czasu.
Rano obudziłem się obolały. Z wielkim trudem załapałem gdzie jestem. Leżałem u siebie w domu, w wannie - mówiąc ściślej. Na lewym boku, poniżej klatki piersiowej przyklejony miałem czerwony od krwi opatrunek. Co jest, do ch#ja? - pomyślałem. Okrutnie skacowany, ledwo się podniosłem.
Na krzesełku koło wanny stała butelka wody, kilka zakrwawionych wacików i kartka z jakimś pismem.
"Wycięliśmy ci nerkę. Nie zdejmuj opatrunku do wieczora. Masz założone szwy. Pij dużo wody, aby wypłukać z organizmu toksyny."
Mało nie umarłem. A więc stało się - legendy miejskie o łowcach organów okazały się prawdą i to akurat ja musiałem zostać ofiarą!
Narzuciłem na siebie jakiś ciuch i czym prędzej powlokłem się do najbliższej poradni. Zrobiłem chyba sporo zamieszania niezgrabnie tłumacząc moją sytuację pani w rejestracji. W histerii zerwałem z siebie koszulkę, aby pokazać przesiąknięty krwią opatrunek. Przyjęli mnie poza jakąkolwiek kolejnością.
Lekarz kazał mi się położyć na leżance i ostrożnie zdjął gazę. "Nie pij więcej..." - powiedział spokojnie. "Cooo?" - zapytałem. "No, tak tu jest napisane." - odrzekł spokojnie doktorek.
Spojrzałem na moją "ranę". Nie było żadnych szwów tylko niezgrabny napis wykonany flamastrem: "Nie pij więcej".
Lekarz nawet nie był na mnie zły. Powiedział tylko z lekkim uśmiechem, że on by się do tej rady zastosował.
W sumie to na dobre mi wyszedł ten żart. Kumple do dziś ze mnie polewają, ale swój efekt uzyskali - na imprezach wypijam teraz maksymalnie dwa piwka. Ze strachu - boję się co mogłoby im wpaść do głowy, gdybym znów zalał się w trupa...
I dobrze zrobili. Zamiast się sami bawić, musieli niańczyć pijanego egoistę.
Dokładnie, a niańczyć narąbanego, który ma setki debilnych pomysłów na minutę i próbuje je zrealizowac(bo jeszcze nie stracił przytomności, ale umysł już płata figla), nie należy do przyjemnych doświadczeń...
Jaki maraton hejtow :D
Dobrze, że nie wywieźli Cię kilka miast dalej i nie wysadzili w jakimś lesie bez telefonu i pieniędzy. To dopiero byłaby zemsta.
I bez ubrań. To by było podobnie skuteczne - taki trochę walk of shame
Najmniej realistyczne w tej historii jest to, że zamiast poczciwego "ch*j z tym" ktoś powiedział "do diabła z tym"...
Zawsze mnie zastanawia po co ludzie cenzurują przekleństwa. Przecież każdy i tak przeczyta to normalnie.
Podkreśla to fakt, że autor wypowiedzi nie uważa tego słowa za stosowne.
C2U Myślę, że raczej na anonimowych są różni ludzie i raz wypowiada się ktoś tam a raz ktoś inny i mają inne zdania o danej rzeczy.
Jestemawsome
Może dlatego, że niektórzy potrafią wyrazić swoją myśl bez używania przekleństw.
@nielubiepepsi, ale tu jest przecież myśl zawierająca przekleństwo, tylko w takiej zawoalowanej formie.
@laysley, no to może inaczej: nie rozumiem czemu w internecie niby nie wypada napisać przekleństwa, ale już takie wygwiazdkowane jak najbardziej.
Nie rozumiem co jest mało realistyczne w braku mocnych przekleństw. Ja nigdy ich nie używam, mój chłopak też przestał gdy się poznaliśmy :)
Geniusze. Ja podtrzymuje, że masz najlepszych na świecie kolegów.
Przez moment zastanowiłam się czemu nie sprawdziłeś co jest pod opatrunkiem, tylko poszedłeś od razu do lekarza. Stwierdziłam jednak, że ja też bałabym się tam zajrzeć, więc rozumiem. Najważniejsze, że nauczyło Cię to rozumu ;)
Samarytanin nie był cierpliwy tylko miłosierny...
Na miejscu Twoih kolegów nie wytrzymalabym długo...
Świetny kawał
Dobrze, że koledzy zareagowali. Inaczej naprawdę mogłoby Ci się kiedyś coś stać
Prywatka - to jeden z tych wyrazów, które powoli wychodzą, albo i nawet już wyszły z użycia.
W moim mieście jest klub o nazwie Prywatka i jest obecnie chyba najpopularniejszy ze wszystkich w mojej mieścinie.