#uz9DY
Pewnego dnia, mając już 20 lat na karku, zauważyłem, że ośmionóg skacze mi po ścianie. Dosłownie podskakiwał, a wielkości był paznokcia u małego palca u ręki. Zamiast się przerazić, zapaść pod ziemię albo zacząć wyć, ku swojemu zdziwieniu wstałem, wziąłem łapkę na muchy i zachęciłem to małe stworzenie, by weszło na tę łapkę. Jak już było na tej szerokiej stronie (łapki), spokojną ręką, która się nie trzęsła pierwszy raz w życiu przy stresującej akcji - skierowałem się do okna, które otworzyłem i wytrzepałem pająka na dwór. Pamiętam, jaki byłem z siebie dumny, jak wszędzie ogłaszałem to - że udało mi się pokonać swój ogromny strach.
I pamiętam, że to był kres mojego nastoletniego, dziecięcego, głupkowatego, niedorosłego życia. Tak, odtąd stał się przełom i wpadłem w wir typowego dojrzałego życia.
Heh. Nadal miło wspominać.
Wyrzucenie pająka przez okno siłą napędową, ku dojrzałemu życiu. W sumie czemu nie.
Też kiedyś przełamałam mój strach przed pająkami w podobny sposób. Do czasu kiedy pewnego wieczoru na ścianie przy otwartym oknie ujrzałam trzy wielkie pająki dosłownie skaczące po całej ścianie. Chyba ze sobą walczyły, jeden zjadł drugiego, były ogromne i ciągle spadały na łóżko. Wtedy znowu zaczęłam się bać pająkow.
Boże, gdybym to zobaczył to zapewne zszedłbym na zawał... wizja jak z horroru!
Mój strach przed pająkami wyglądał podobnie. Nawet na zdjęcia nie mogłam patrzeć, płakałam jak pająk był niedaleko mnie. Doszło do sytuacji w której nie posprzątałam pokoju (moja praca) ze względu na wielkiego pająka który do tego pokoju wbiegł. Uznałam w tamtym momencie, że to musi się skończyć i strach nie może aż tak na mnie wpływać. Po jakimś miesiącu kupiłam sobie ptasznika, później kolejnego. Tak sobie teraz siedzę w swoim terrarystycznym świecie. Z nienawiści do miłości🕷
Po opisie stworzenia wnioskuję, że był to skakun. Jedyny z całej pajęczej rodziny, którego toleruję do tego stopnia, że siedząc latem na balkonie nie odczuwam dyskomfortu widząc je koło siebie.
Ja takie bydlaki zawsze nazywam "skoczę na ciebie sk****el" ale kto co lubi ;_;
Ja mam 25 lat i dalej się ich panicznie boje... widać jeszcze nie dorosłam
Ja zawsze proszę męża żeby wyniósł pająka na podwórko, nie chce żeby go zabijał, bo pająk nie jest niczemu winien. Sam też się bardzo boi, a przecież ma jakąś rodzinę, znajomych...
Ja tam przełamałem strach przed pająkami kupując sobie ptasznika. Pomogło do tego stopnia, że hodowla ma już 10 sztuk i wciąż planuje następne :P
Ehh, czyli jeszcze nie doroslam. A może jednak? Fakt że nie piszczalam przy klientach na widok pająka to jednak wiele.
czytając Twoje wyznanie wstrzymałam oddech.. moja fobia nigdy na coś takiego by nie nie pozwolła.. a mam 31 lat...
Ja miałem podobnie, w dzieciństwie pająków bałem się jak ognia, nawet malutki pajączek potrafił spowodować u mnie stan przedzawałowy. Pewnego razu na obozie harcerskim w naszym pokoju (mieszkaliśmy w budynku) pojawił się dość duży pająk, moi współlokatorzy chcieli go oślepić latarką aby wypadł przez okno (logika poziom zero), a we mnie nagle coś wstąpiło i wziąłem pająka i zwyczajnie rzuciłem nim za okno (trochę brutalnie).