#vbquC
Przed świętami koleżanka doradziła mi, żebym założyła konto na popularnym portalu randkowym. Pomyślałam sobie, że w sumie to dlaczego nie, przecież w XXI wieku mnóstwo ludzi korzysta z Internetu by znaleźć swoją drugą połówkę albo chociaż towarzysza niedoli na tym łez padole.
W dniu założenia konta napisał ON - pewny siebie, elokwentny student prawa. Był uosobieniem wszelkich cnót wykreowanego przeze mnie modelowego charakteru mężczyzny. Niestety na jego profilu nie było zdjęcia, ale postanowiłam na niego nie naciskać, wyszłam z założenia, że tak pewny siebie, że aż lekko arogancki facet nie może wyglądać jak Quasimodo.
Wniebowzięta (i jakże zaślepiona) ja po tygodniu długich rozmów postanowiłam się z nim spotkać. Powiedział mi w co się ubierze i to miał być jego znak rozpoznawczy. W ustalony dzień wystroiłam się jak Beyonce i z uśmiechem na całą gębę, radośnie pohasałam w umówione miejsce.
Nagle zza rogu wyłonił się mój cudak-chłopak, ubrany w szarą bluzę i trampki. Nie był zbyt urodziwy, im bliżej podchodził, tym bardziej chciałam uciec. Ograniczając czas spotkania do godziny (z przyczyn ode mnie niezależnych), postanowiłam dać mu szansę wykazania się charakterem. Niestety rozmowa nie kleiła się za bardzo i szybko przyjęła formę mojego monologu przerywanego od czasu do czasu jego pomrukami. W końcu powiedziałam sobie w myślach "dosyć tego!" i zamilkłam, dając mu pole do popisu. Po 15 minutach spacerowania w niebywale zabawnej dla mnie grobowej ciszy mój niedoszły luby (nazwijmy go Bonifacym) wypalił:
Boni: Szkoda, że nie powiedziałaś mi wcześniej, że masz tylko godzinę...
Ja: (pełnym konsternacji tonem) Dlaczego?
Boni: Bo kupiłem sobie parking na dwie godziny, a tak to kupiłbym na jedną.
Ja: (myśląc, że to jakiś wybitnie nieśmieszny żart) Oddać Ci pieniądze?
Boni: (po 5-ciu sekundach ciszy) No w sumie to mogłabyś.
Dalej myśląc, że to żart zaczęłam szperać w torebce w poszukiwaniu portfela.
Ja: (Otwierając przegródkę z drobnymi) Ile?
Boni: Zapłaciłem 7zł, co podzielone przez 2 daje 3,50, ale druga godzina jest droższa, czyli 3,75.
Zaczęłam wybierać kasę z portfela, głośnio wyliczając zażądaną kwotę, aż nagle słyszę:
Boni: Albo daj cztery złote.
Wystawił rękę, a ja wrzuciłam mu na nią pieniądze. Zaraz po tym jego dłoń zniknęła w czeluściach kieszeni szarej bluzy i usłyszałam brzęk monet uderzających o jej dno. Oniemiałam. Do końca spotkania miałam nadzieję, że Bonifacy jakoś uratuje swój honor, ale niestety... Pożegnaliśmy się bez zbędnych czułości z mojej strony. To było nasze pierwsze i ostatnie spotkanie.
"On wyczuł w tobie pinądz, bo wystroiłaś się jak bijons..."
To samo pomyślałam
Niepotrzebnie oddałaś mu ten hajs ;-;
Trudno, nieduża strata.
Ja bym nigdy nie dała
Co za cudok ;o
Masakra, trzeba było uciec i Dać mu do zrozumienia, że ZDECYDOWANIE nie jesteś nim zainteresowana. A to z pieniędzmi było mega chamstwem
Ja też, gdybym miał mu zapłacić, to zaplacilbym i sobie poszedł
Student prawa xD
I wszystko jasne :D
Prawdziwy dżentelmen 👌
Rozbawiło mnie to ;)
Oj boni, boni... Ty chamie.
Teraz na anonimowych zawsze wychodzi żeby nie ufać portalom randkowym.
Cham straszny. A tak na przyszłość: nie oceniaj po wyglądzie. Możliwe, że ma jakieś kompleksy i dlatego nie wstawiał zdjęć. Ale tak ogólnie to... jak można się tak zachować?
Że dres to nie powiedział, ale że student prawa to pewnie po minucie już widziałaś XD