#wJdgP
Usłyszałam wtedy od niego coś, co zwaliło mnie z nóg: „Nawet nie wiesz, jak wiele dla mnie znaczysz. Jesteś esencją mojego życia, dajesz mi motywację, wspierasz w działaniach, od tylu lat! Uwielbiam cię, kocham cię!”. Odwróciłam się do niego z ustami złożonymi do pocałunku, kiedy on…
Pocałował filiżankę kawy. Tak, mówił do kawy, nie do mnie. Chyba nigdy nie zbiorę się na odwagę po raz drugi.
Moja rada, którą warto rozważyć - wyznanie miłości kiedy nie jest się z kimś w związku, na dodatek ma do czynienia z osobą ci ważną, jest najczęściej dużym błędem. Mam wrażenie że to pomysł rodem z komedii romantycznej. Dlaczego nie spróbować małymi krokami zorientować się w jego uczuciach? Spróbuj stopniowo nawiązywać kontakt fizyczny, niby przypadkowo i obserwuj reakcję. Jeśli zobaczysz brak zainteresowania będzie ci ciężko, ale to nic w porównaniu z tym, jakby powiedzial ci w twarz ze nic nie czuje i stratą przyjaźni.
Popieram. Mój związek zaczął się przyjaźnią, jestem szczęśliwa, uważam, że to bardzo dobry "podkład" do udanej relacji, aleee... Gdyby mój obecny ukochany wtedy wyskoczył nagle z tekstem "kocham cię/zakochałem się w tobie" , kiedy zupełnie się tego nie spodziewałam, to pewnie w szoku nie zareagowałabym najlepiej. Badanie gruntu i przekraczanie granic przyjaźni powoli jest o wiele lepsze. Po pierwsze to bezpieczniejsze, po drugie istnieje szansa, że jeśli wcześniej druga osoba nie patrzyła na ciebie, jak na potencjalną drugą połówkę, to może pod wpływem tych gestów też poczuje coś więcej. A jeśli nie - łatwiej się wycofać niż z poważnej, słownej deklaracji.
Mój obcny partner wyznał mi miłość po 4 latach przyjaźni, w trakcie mojego wieloletniego związku z inną osobą. Nic to nie zmieniło w naszej przyjaźni, od kilku lat domyślałam się tego faktu. Po prostu przeszliśmy z tym do porządku dziennego. Parą zostaliśmy kilka lat później, po rozstaniu z ówczesnym chłopakiem (przyjaciel nie miał związku z zerwaniem).
Zdaję sobie sprawę, że to dość rzadka sytuacja. Wymaga dojrzałości od przyjaciół i potencjalnego partnera. Wszyscy mamy bardzo restrykcyjne podejście do zdrady. Skończyłaby ona związek, przyjaźń i wzajemny szacunek całej trójki. Po zdradzie nikt nie umiałby spojrzeć w lustro.
Nie wiecie jak bardzo chciałbym przeczytać ten komentarz jakiś miesiąc temu... potwierdzam
@zenonziembiewicz
Ja bym wolał to usłyszeć jakieś 2.5 roku temu, spie***yłem na całego. Dalej jesteśmy przyjaciółmi i mam nawet wrażenie że coraz lepszymi, dlatego ciągle wierzę.
Nihil, cuda się zdarzają, mój partner czekał na mnie 6 lat. Ale jeśli trafi się fajna osoba, daj jej szanse :) niekoniecznie możesz mieć tyle szczęścia, co mój wybranek. Przyjaciel z liceum mojej mamy nigdy się jej nie doczekał, kochał ją zawsze, ale mama wybrała mojego tatę, są razem ponad 35 lat. Nigdy nie ułożył sobie życia, nie miał dziewczyny, w końcu popełnił samobójstwo (powód nieznany).
@Fina
Nie ułożył sobie życia i popełnił samobójstwo? To mnie pocieszyłaś.
Na pewno jest wiele fajnych, atrakcyjnych dziewczyn wokół Ciebie :) ale jezeli jestes skupiony na tej jednej konkretnej to nawet ich nie zauważasz. Cieżko jest sie odkochać na zawołanie, ale nie czekanie na nią może po prostu nie mieć sensu.
Coś ci podpowiem, ludzie bywają zazdrośni o to, co tracą. Możliwe, że dziewczyna „dostrzeże” cie w momencie, gdy będziesz mieć ba oku kogoś innego.
Raczej nie zauważy że mam kogoś innego na oku, ponieważ mieszkamy (spory)kawałek od siebie. Wśród moich znajomych jest tylko jeszcze jedna dziewczyna która nie jest pustą lalunią, i z którą da się pogadać. Tyle że ona woli księży(nie ściemniam, ona jest szurnięta). Więc no, może jak pójdę na studia to spotkam kogoś ciekawego, a jak nie to zostanę starym kawalerem.
Boże, jakie to pretensjonalne
Żenujące, zmyślone wyznanie. Zapchaj dziura byleby było.
Porady na wyjście z friendzone