#wezvE

Była tu ostatnio dziewczyny z niską samooceną i jej relacji z chłopakiem (suchoklatesem:)).
Od razu skojarzyło mi się to z moją „przyjaciółką”.

Odkąd pamiętam spóźniała się zawsze i wszędzie, ale tylko tam, gdzie nie miała interesu pojawiać się punktualnie.
Do dziś pamiętam to upokorzenie, jak wielokrotnie czekałam na nią w umówionym miejscu, bo ona nigdy nie musiała przychodzić na czas. Nieraz samo oczekiwanie było dłuższe niż spotkanie. Pamiętam jej obrażoną minę jak mi zdarzyło się spóźnić albo to, że czekała tylko kilka minut i odchodziła (bo przecież ona nie była od czekania na innych – jej słowa).
Raz zdarzyło się, że miałyśmy wracać wspólnie z moim bratem z imprezy, na której obie się bawiłyśmy (choć nie bawiłyśmy się wspólnie, tylko w gronie swoich znajomych). Czekała pół godziny (!) przed czasem i wydzwaniała do mnie, czemu mnie jeszcze nie ma! Tak bardzo nie chciała przegapić darmowej podwózki pod dom…
Niby była taka zakręcona i chaotyczna, ale tak naprawdę pamiętała o tym, co jej pasowało. Tylko raz wystarczyło jej wspomnieć jakie dostałam książki na urodziny, by od razu to zapamiętała i chciała pożyczać. Podobnie było jak dowiedziała się, że mam fajny skaner z drukarką.
Gdy była chora, ja sama wychodziłam z inicjatywą i przynosiłam jej notatki ze studiów, informowałam o wszystkim, pomagałam. Liczyłam na to, że kiedyś mi się zrewanżuje. Zdarzyło się to kilka razy, ale zawsze była wtedy strasznie niezadowolona, że musiała się do mnie fatygować, a ja miałam wyrzuty sumienia, że ją wykorzystuję.
Kiedyś podczas mojej nieobecności na uczelni poprosiłam, by założyła za mnie pieniądze, a ja jej oddam, jak się spotkamy (to była jakaś mała kwota, 20 zł). Wykręcała się jak mogła, aż w końcu sama przyszła do mnie po pieniądze, bo tak bardzo się bała, że przekręcę ją na te 20 zł.
Innym razem było jakieś zamieszanie na uczelni, przekładany był jakiś egzamin i wyjątkowo o całej sprawie nie informował wykładowca ani dziekanat, sami studenci mieli przekazać dalej wiadomość. Wszyscy w grupie myśleli, że to ona mnie poinformuje, a ona była przekonana, że ja już wiem o zmianie i na egzamin przyszłam za późno.

Ta pseudoprzyjaciółka przez wiele lat wychowywała sobie własne popychadło, a ja nie potrafiłam jej się postawić. Skutecznie obniżała moją i tak niską samoocenę, a gdy wreszcie powiedziałam dość, nie mogła uwierzyć.
SheDevil Odpowiedz

Chyba sama najlepszy wniosek z tego wyciągnęłaś.

sankcja Odpowiedz

Też miałam taką 'przyjaciółkę'. Odcięłam się i moje życie stało się piękniejsze, nikt mnie nie ciągnie w dół ani nie miesza się do moich spraw.
Mam jedną prawdziwą przyjaciółkę, która mnie zawsze wspiera i ja ją. Możemy sobie powiedzieć wszystko i pniemy się razem, a nie ciągniemy na dno.
Życzę ci, autorko, abyś poznała tę jedyną i prawdziwą! Jestem z ciebie dumna, że ci się udało :) Wiem, co czułaś. Wszystkiego dobrego ci życzę! <3

Austerlitz Odpowiedz

A mnie nadal śmieszy "suchoklates". Kojarzy mi się z Sokratesem.

DarkPsychopathII Odpowiedz

A mnie śmieszy taka niezaradność, w dobie ludzi "wszystko mi się należy". Większość osób bez łaski po kilku sytuacjach powiedziałoby " do widzenia" i ograniczyło kontakt. I nie jest to wybór trudniejszy, tylko prostszy. Jak komuś nie ufasz, tracisz na niego czas i nic z tego nie masz, to nie kontunuujesz relacji. To jak z obowiązkami, po najmniejszej linii oporu jest ich nie wykonać jak nie trzeba i nikt normalny tego nie robi. Tylko dziwni ludzie robią coś czego nie trzeba, i co im nie przynosi satysfakcji.

Pierdoletykotlwty Odpowiedz

Wkurzające są takie historie strasznie. Serio ludzie anonimowe historię a nie wylewanie żali życia i użalanie się nad sobą. Żenujące to jest.

Dodaj anonimowe wyznanie