#wtR8r
Pewnego dnia na lekcji religii (gdzie, nawiasem mówiąc, zawsze był największy rozpierdziel) nie wiem, co mnie i połowę klasy natchnęło, aby tym razem posłuchać, co tam księżulek ma do powiedzenia. Ksiądz troszeczkę się denerwował na tę drugą połowę, która jak co dzień robiła swoje, ale mimo to zachowywał charakterystyczny dla niego stoicki spokój. Z czasem jednak widać było po nim, że coraz bardziej go irytują...
W ostatniej ławce siedziała szkolna parka. Podrywacz zaczepiał pannę, aż w końcu na cały głos krzyknęła: „KUR*A!”. Oczywiście jak to bywa w takich momentach, w klasie nastała cisza. Wiecie co na to księżulek? Nie zdenerwował się, nie krzyknął. Powiedział tylko ze spokojem: „Ksiądz Krzysztof, miło mi”.
Stary dowcip z podstawówki. Podpuszczało się kolegę że mówimy po kolei brzydkie wyrazy po czym podawało się rękę I mówiło - A ja Jacek jestem. Jak ktoś zaklął na korytarzu mówiło się - Dzień dobry! Jeśli kolega z przerażeniem w oczach oglądał się do tyłu komu powiedziałem Dzień dobry zyskiwał opinię tchórza i fujary.