#x3YDU
Dwa tygodnie po moim przybyciu mury tego zacnego wariatkowa opuściła anorektyczka, która została utuczona do minimalnej akceptowalnej wagi. Utuczona, ponieważ jej nie wyleczyli i nigdy nie wyleczą.
Zdążyłam z nią parę razy porozmawiać. To był już któryś jej pobyt z kolei. Wydaje mi się, że choruje już bardzo długo, w tym roku poszła do liceum, jednak wciąż ma dziecięcą budowę działa, żadnych bioder czy biustu, głodzić się mogła zacząć już w podstawówce. Sama powiedziała mi, że jak wyjdzie, to znowu zacznie się odchudzać, bo jest gruba i nie podda się, dopóki nie będzie ładna. Skąd wie, że jest gruba? Koledzy ze szkoły mówią jej tak od 3 klasy podstawówki.
Sęk w tym, że w jej miejscu zamieszkania jest jeden zespół szkół, do którego uczęszcza jakieś 80% wszystkich dzieci i nastolatków, w mojej klasie jest dziewczyna stamtąd, więc wiem. Wspomniana wcześniej anorektyczka chodziła tam do podstawówki, do gimnazjum, a teraz idzie tam do liceum. Ani rodzice, ani nauczyciele, ani psychiatra, ani psycholog, ani ktokolwiek kto powinien jej pomóc, nie wpadł na to, że powinno się ją stamtąd zabrać.
Mówiła, że się z niej śmieją, że podbiegają do niej i łapią ją za tłuszcz, że jak raz nauczyciel zostawił ich samych w sali, wskaźnikiem pokazywali jej gdzie powinna schudnąć. Było tego o wiele więcej, a ona im wierzy. Nam za to nie uwierzyła, gdy mówiliśmy, że to wszystko nie jest w porządku. Ona nie chce chodzić do tej szkoły, ale rodzice nie pozwalają jej iść gdzie indziej, do tego zespołu szkół ma 10 minut spacerkiem, ich zdaniem gdziekolwiek indziej będzie za daleko.
Jak mówiłam, mam w klasie dziewczynę z tamtego miasta, do naszej szkoły dojeżdża jakieś 40 minut pociągiem, a potem jeszcze 10 minut tramwajem. Mam też dwie koleżanki, które ze szkoły do domu mają ponad półtorej godziny pociągiem, dlatego mieszkają w akademiku, a do domu jeżdżą tylko na weekend. To wcale nie jest odległość nie do pokonania.
Niestety zanim ta dziewczyna będzie mogła o sobie decydować, minie jeszcze trochę czasu, a nawet jeśli dotrwa, to nie sądzę, by mogła się postawić, już teraz była strasznie zniszczona. Nie jestem pewna nawet, czy dożyje osiemnastki, czy nie wykończy się wcześniej.
Gdy umrze może rodzice będą mieli 10min spacerkiem na cmentarz.
Ktoś powinien im tak powiedzieć...
Nie czytam więcej komentarzy pod tym wyznaniem. Żaden nie będzie mocniejszy od tego.
Ja bym wyciągła od niej nazwiska i wysłała do tych gnojków parę zdań.
Szczerze? Ona już nie uwierzy rówieśnikom bo ma zaburzony pogląd na samą siebie. Z tego powodu nie zrobi nic wiecej by jesc normalnie.
Ok, rozumiem. Sama miałam anoreksję, borykałam się z nią przez 3 lata. I moim zdaniem nie powinnaś bezgranicznie wierzyć w to, co Ci opowiadała. Gdy ja przypomnę sobie ilu ludzi oklamywałam wtedy w podobnych kwestiach... maskara
Jak czytam takie historie to odechciewa mi się leczenia na oddziale chociaż moje zaburzenia odżywiania powoli mnie wykańczają. Chciałabym usłyszeć czy komuś takie leczenie pomogło wyjść z anoreksji a nie tylko utuczyło. Nie ma skutecznego leczenia ciała bez leczenia mózgu w tej chorobie psychicznej.
No nie, no po prostu k... No nie! Nie wierzę, że można aż tak mieć swoje własne dziecko, jego zdrowie psychiczne oraz fizyczne w dupie i udawać, że wszystko w porządku. Sama miałam daleko do szkoły już od podstawówki i żyje. Szpital nie pomoże. Tylko terapia bo to siedzi w podświadomości i to głęboko. Szkoda mi tej dziewczyny i mam nadzieję, że w końcu zrozumie, że powinna szukać pomocy u specjalisty.
A ja bym na to spojrzała w inny sposób. Ona jest jednak chorą osobą. Anorektyczki często wyolbrzymiają, szczery komplement może być dla nich wyzwiskiem. One dążą do zyskania jak największej kontroli nad swoim życiem, a mając tak chorą psychikę wykorzystują tę kontrolę do autodestrukcji. Pomyśl że zmiana szkoły da jej te parę godzin bez nadzoru, nowi nauczyciele mogą nie zauważać problemu, być może będą w gorszym kontakcie z rodzicami. To jest człowiek chory, niszczący sam siebie i nie każda decyzja czy plan takiej osoby jest dla niej dobry!
Ja na miejscu rodziców raczej zmieniłabym lekarzy czy szpital bo skoro na oddziale jest stałym bywalcem to znaczy że nie potrafią jej pomóc.
Norma.
Wakacje w psychiatryku. Dokąd zmierza ten świat?
No tak, w dawnych dobrych czasach nikt nie leczył chorób psychicznych.