#xYkjk
Kiedy byłam w czwartej klasie szkoły podstawowej radziłam sobie z nauką raczej przeciętnie. Mimo wszystko okropnie się starałam i kiedy jakiekolwiek rozwiązanie zadania przychodziło mi do głowy, moja ręka leciała w górę. Czułam dumę gdy udawało mi się odpowiadać poprawnie, a gdy się pomyliłam, zapamiętywałam na przyszłość jak powinna wyglądać prawidłowa odpowiedź. To normalne, prawda?
Moi rodzice nie zauważali moich starań. Chcieli mnie zmienić. Oni chcieli ideału, jakim nie byłam i nigdy nie będę.
Postanowili załatwić mi "korepetycje". Tzn. ich znajoma miała przychodzić na około dwie godziny dziennie i powtarzać ze mną materiał.
Nie ma sprawy. Ale jak to wyglądało w praktyce?
Wracałam do domu ze szkoły. Ona już tam była i siedziała przy moim biurku, najczęściej korzystając Z mojego komputera. Kazała mi jeść obiad. Zrobione. Następnie przysiadała ze mną do nauki. Siedziała u mnie od +/- 13 do około 23, maksymalnie do 1 w nocy. Przerwę na pójście do ubikacji miałam raz na dwie godziny. Nie mogłam jeść nic w trakcie naszej nauki. Za każdym razem gdy czegoś nie rozumiałam, ona mnie biła. Miałam pełno siniaków na rękach czy nogach. Krzyczała na mnie, a gdy płacząc nie umiałam się uspokoić, zaczynała mnie okładać pięściami.
Od tego czasu zaczęłam się zapadać w głąb siebie. Nie rozmawiałam z nikim. Ta cała chora sytuacja trwająca około rok/dwa tak bardzo zniszczyła mnie i moja psychikę, ze teraz na lekcjach boję się udzielać. Gdy znam odpowiedź na zadane pytanie, nigdy się nie zgłoszę do odpowiedzi. Bo co jeśli ktoś znowu mnie uderzy?
Pytacie gdzie w tym wszystkim byli rodzice? W pokoju obok. Właśnie tak. Nie reagowali na moje skargi, krzyki i płacz po nocach. Liczyło się dla nich tylko to, że miałam lepsze oceny.
Po co to piszę? Właściwie nie wiem, chyba chciałam się tym z kimś podzielić. Za 3 dni zacznie się szkoła, teraz będę już w drugiej gimnazjum. Odczuwam paniczny lęk związany ze szkoła, a to wszystko przez zwykłe "korepetycje".
Wnioski wyciągnijcie sami.
O jasna cholera... Twoi rodzice to potwory...
Powiem bardzo kontrowersyjnie. Takie potwory powinny zdychać w męczarniach. Rodzicielstwo nie jest dla wszystkich.
@Himalajeglupoty Ja nie widzę w tym nic kontrowersyjnego. Ci, którzy widzą, prawdopodobnie mieli fajne dzieciństwo.
Tak jak feministki.
Pomyślałam to samo.
To w sumie jest kontrowersyjne, ale i tak racja.
Współczuję Ci takich rodziców i zrycia psychiki, zwłaszcza że jesteś dopiero w drugiej gimnazjum
Jak można tak skrzywdzić własne dziecko? Współczuję Ci takich "rodziców"
Jakby ktoś uderzył moje dziecko, to nie wyszedłby z domu o własnych siłach. Najpewniej musieliby przyjechać po delikwenta karawanem.
Nie możesz zgłosić tego gdzieś? Ja bym nie żałowała ani tej baby ani rodziców, skoro oni nie żałowaliby mnie.
Autorka jest w 2 gimnazjum, w tym wieku dzieci się krępują zgłaszać problemy rodzinne, bo "co rówieśnicy powiedzą".
Autorka pisze jak dojrzała osoba, więc nie sądzę, żeby tu chodziło o rówieśników, bardziej pewnie o to, że bałaby się, co się z nią stanie (np. że trafi do rodziny zastępczej itp.)
Okładać pięściami dziecko... aż mnie nerwica bierze
Zgłoś to na policje. Nikt nie ma prawa Cie bić.
Skoro dwoje ludzi, którzy siedzą obok w pokoju (nie nazwę ich rodzicami, wybaczcie) nie umieją zawalczyć o swoje dziecko, to zrób to sama. Nagraj, jak korepetytorka się nad Tobą znęca, nie pokazuj tego nawet rodzicom, tylko idź prosto na policję, pokaż siniaki, na pewno każą zrobić obdukcję. To według mnie najlepsze rozwiązanie.
Trzymaj się :)
Tu nie ma co wyciągać wniosków, tu trzeba działać. Agresja rodzi agresję, niestety tak to wygląda.
Miałam identycznie z matematyki... tyle, ze tym ''korepetytorem'' był mój ojciec. Od czasów podstawówki (chociaż mam już 20 lat) nienawidzę tego przedmiotu i wszystkiego co się z nią wiąże. Również zawsze się bałam prosić kogokolwiek o pomoc z matematyki, gdyż obawiałam się bicia, poniżenia i tego krzyku.
Mature zdałam na 90% z tego przedmiotu, ale lęk pozostał na całe życie.
Ja pierdykam!!! Dziewczyno, jak będziesz miała okazję to nagraj na telefon to, co wyprawia "pani korepetytorka". Idź z tym na policję i zgłoś to, że rodzice są obok i nie reagują, że jesteś przymuszana do nadgorliwości. Ty się wykończysz psychicznie!
O nie, nie. Nie daruje.
"Ja pierdykam" to moje powiedzonko.
@grzejniczek no weeeeź, podziel się powiedzonkiem! :)
Masz moje pozwolenie