#zFfBr
Kiedy byłam mała, moim rodzicom coś się przedstawiło w głowie i dosłownie jedyne co robiłam do 18 roku życia to: siedziałam, uczyłam się, jadłam lub spałam. I NIC więcej. Dosłownie. Nie mogłam nawet się bawić, bo to zbędne. Nic ugotować (nawet wody), bo się poparzę. No dosłownie jedno wielkie NIC. Nawet nauczanie miałam indywidualne.
Jak miałam ok. 14 lat, dostałam komputer. I wtedy zaczęły się moje przyjaźnie z obcymi ludźmi.
Mając ponad 17 lat poznałam swojego teraźniejszego chłopaka. Do mojej 18 tylko pisaliśmy i rozmawialiśmy przez Skype. Bo miałam całkowity zakaz wychodzenia z domu.
Kończąc 18 wyprowadziłam się z domu do chłopaka, to on nauczył mnie wszystkiego. Z rodzicami nie mam żadnego kontaktu i nie chcę mieć.
Dziękuję i mam nadzieję, że nie zanudziłam Was.
Jak można wyrządzić własnemu dziecku taką krzywdę?
Oj można. Jedna z moich koleżanek z jednej strony jest wyręczana z domu i z drugiej, nie wolno jej nic robić poza domem (wycieczki, czasochłonne hobby czy chociaż nocowanie u koleżanek, "bo nie"), mimo 20 lat. Czemu, spytacie? Jest po prostu tak emocjonalnie związana z rodziną (mili ludzie, ale chyba bez wyobraźni), że nie byłaby w stanie odejść, a przez "nie umienie wszystkiego" nawet by nie wiedziała, od czego zacząć. Zresztą lata mijają, a ona się już chyba przyzwyczaja i jest jej z tym coraz wygodniej. Szkoda mi jej będzie, jak wyprowadzi się kiedyś z mężem i dziećmi "na swoje". I to chyba tylko z mężem, bo oni wszyscy są mega religijni i nie ma "studenckich" mieszkań czy "życia w grzechu". Po prostu sobie nie wyobrażam. Fajna dziewczyna, ale nie chcę się wtrącać w jej życie, bo na siłę osiągnę tylko koniec przyjaźni.
nie róbmy z siebie hipokrytów, owszem, rodzice autorki nie są normalni, ale uwierz mi, że można dziecku wyrządzić znacznie, znacznie większą krzywdę niż to xD
^nie używaj słów, których znaczenia nie znasz.
Ale jak to możliwe, że nic nie robiłaś? Musialaś coś robić, przecież inaczej byś oszalała. Nie miałaś żadnych zabawek? A dziadkowie, wujkowie? Nikt się nie interesował? Autorko czy mogłabyś przybliżyć bardziej tę sytuację, bo nie mogę sobie wyobrazić, że nic nie robiłaś.
aston122, nieprawda. Dziecko ma taki rodzaj wyobraźni, że się bawi nawet w skrajnej sytuacji, samo ze sobą, bez żadnych zabawek itd.
To przerażające tak skrzywdzic dziecko....
Przecież na pewno nie spała pół dnia, a drugie pół się uczyła w międzyczasie jedząc posiłki. Poza tym skoro dostała komputer i miała dostęp do internetu i zaczęła rozmawiać z tymi ludźmi to jednak cos robiła. Poza tym przez rozmowę z nimi na powinna się zorientować, ze jest inna niż reszta dzieci. Żadnego buntu młodzieńczego? I w dodatku przez całe dotychczasowe życie miała buty na rzepy czy rodzice jej wiązali sznurówki? To jest dla mnie niepojęte.
@salty
Może to zależy od charakteru? Mam znajomą, która jest kompletnym "warzywem". Robi tylko to, co jej każą rodzice, i nic poza tym. Bunt młodzieńczy odjawiał sie u niej krzywo założonym sweterkiem :D Nie no, naprawdę. I wcale nie wygląda na nieszczęśliwą. Z drugiej strony, porównajmy mnie. Widziałam swoich rówieśników którzy ćpali, pili, zachodzili w ciąże + internet, ale nie chiałam tego robić. Może Autorka też? Mi byłoby wygodnie, i nie starałabym się tego zmieniać
Zylas prawie jak roslinka, to chore. Dobrze, ze poznalas swojego chlopaka inaczej pewnie dalej bys tkwila z rodzicami jako roslinka.
Nie znudziłaś :D mam satysfakcję że odrazu się od nich wyprowadziłaś! Szczęścia Tobie i super chłopakowi!
Dobrze, że miałaś na tyle rozsądku, żeby się od nich odciąć.
Twoi rodzice opanowali do perfekcji jak zrobić z dziecka kalekę... Powodzenia w uczeniu się :) jedno mnie tylko zastanawia- buty miałaś zawsze na rzepy? Dostęp do internetu i nic Cię nie kusiło sprawdzić w nim cokolwiek? Chociaż jak wiąże się buty? Tak tylko pytam :)
W Polsce jest obowiązek nauki do końca gimnazjum. Żeby mieć indywidualne nauczanie, trzeba mieć poważne, poparte przez zaświadczenie od lekarzy powody. Średnio wierzę w to wyznanie.
Nie prawda. Każdy ma prawo uczyć swoje dziecko indywidualnie. Jakiś czas temu zmieniły się przepisy. Wystarczy dwa razy do roku zdawać egzaminy kuratoryjne. Pracuję w szkole, więc wiem.
Teorytycznie władza/urząd mogły nie wiedzieć że w tym domu jest dziecko.Mało było takich sytuacji ze dzieci były więzione w ukrytych klatkach za szafą?
Współczuję Ci autorko i życzę powodzenia. Mam nadzieję, że chłopak będzie wyrozumiały.
W sumie jak tak pomyślę, to moja mama też mnie niewielu rzeczy nauczyła. Była w pracy. Ale absolutnie nie mam jej tego za złe, bo wyrosłam na zaradną, kreatywną kobietkę :-) Samo jakoś przyszło, że na zmianę gotujemy, sprzątamy czy robimy zakupy i dzięku temu już w wieku nastoletnim byłam samodzielna. Ale nie zaniedbana. Spędzałyśmy razem czas, ale bardziej na "przyjaciółkowych" rzeczach :-)
Ale jednego nie odpuszczę! Musi mnie nauczyć lepienia najlepszych pierogów ruskich!
Przecież to jest zupełnie inna sytuacja. Mama Cię nie nauczyła, ale dała Ci okazję do samodzielnej nauki. Nie zabijała Twego rozwoju i pozwalała Ci na własne błędy i potknięcia. Nie mam pojęcia, jak w ogóle można zestawiać ze sobą te dwie sytuacje.
Taaak, chyba chciałam to napisać pod innymi komentarzami, a napisałam niechcący osobny. Oczywiście, że nie ma porównania.
U mnie rodzice mieli podobne plany, ale na szczęście przyjaciółka mnie uczyła.