Mam sąsiada, który bardzo nie lubi kotów (w przeciwieństwie do mnie). Jest tu sporo kotów zarówno mających właścicieli, jak i bezdomnych. Te „czyjeś” są oswojone i przychodzą na głaskanie z nadzieją na coś dobrego do zjedzenia, dzikuny tylko przestraszone przebiegają przez ogród. Podobno wszystkie srają sąsiadowi do doniczek z kwiatami. On się wręcz chwali, że zakupił klatkę-żywołapkę, a jak jakiś kot się do niej złapie, to go wywozi do innego miasta. Tym sposobem sąsiedzi potracili swoje koty, a te bezdomne są zbyt sprytne, żeby dać się złapać, za to dalej traktują jego doniczki z kwiatami i ogródek jak kuwetę. Chciałam zabrać mu tę klatkę (z miejsca, gdzie ją zawsze trzymał), ale gdzieś ją skitrał. Dodam, że to bardzo ograniczony, starszy człowiek, który w tej kwestii „wie swoje”. Jakieś pomysły?
Dodaj anonimowe wyznanie
Niech właściciele kotów trzymają swoje koty w domu - proste.
Miejsce kota domowego, jak sam nazwa, wskazuje, jest w domu.
Ogólnie to w tej historii nie ma dobrych bohaterów. Rozumiem gniew ludzi którzy potrącili swoich pupil, potencjalnie bez powrotnie. Z drugiej strony rozumiem tez sąsiada który najwyraźniej zgłaszał problem, został olany to w końcu znalazł rozwiązanie na własną rękę.
Jeśli jesteście pewni jego działania, możecie to udowodnić, to może niech policja się tym zainteresuje.
Zgłosić do Animalsów.
Wyślijcie do dziadka list że Rada Osiedla wybrała go do funkcji Zbieracza Kocich Odchodów. Adres znacie.