Pamiętam, jak kiedyś pisałem tu wyznanie o swoim nieżyjącym już dziadku.
Zachwalałem go, podziwiałem, pisząc wszystko ze łzami w oczach.
Jakiś czas temu dowiedziałem się, że ciężka depresja siostry była spowodowana tym, że ją molestował, gdy miała 6 lat.
Może to zbyt brutalne porównanie ale wiele dzieci/wnuków Hitlerowskich zbrodniarzy którzy robili niewyobrażalnie straszne rzeczy innym ludziom opisuje swoich rodziców/dziadków jako przemiłe osoby które ciepło wspomiają.
DarkPsychopathII
Ale to akurat nic dziwnego. Powiedziałbym wręcz, że to norma. To była po prostu ich praca, po jej wykonaniu wracali do domu, jedli smaczny obiad popijali kieliszkiem wina, całowali żonę i bawili się z dziećmi. Potrafili rozdzielać obie sfery jak niemal każdy, kto zabijał na wojnie. Jedyny masowy wyjątek to ruscy. To była swołocz, a sam kraj nie dawał bezpieczeństwa i praw nikomu poza samym stalinem. nkwd to była zachlana banda, która piła, mordowała wszystkich, a w domu biła swoje rodziny, a któregoś dnia sami trafiali do obozu. To był inny świat. W związku radzieckim jednego dnia byłeś ministrem, generałem czy dowódcą obozu, a kolejnego lądowałeś w rowie, albo we własnym gułagu. To była główna przyczyna patologii, rządziła bolszewicka hołota bez grama edukacji. Natomiast nazistowskie niemcy choć były zbrodnicze dla innych narodów, to ich obywatele mieli swoje prawa. Czystej krwi neimiec nie musiał się obawiać o życie i zdrowie. A nazistowskie elity to byli ludzie kulturalnie i obyci. Poczytaj biografie, połowa skończyła inżynierię, miała doktorat z prawa czy medycyny. Można ich nie lubić, ale to fakt.
bazienka
moze nie przynosili pracy do domu? albo rodzinie scimniali i nie wdawali sie w szczegoly?
Ostrzenozeinozyczki
@Dark
Normalni ludzie nie potrafią oddzielać takiej "pracy" od domowej sielanki. Normalni ludzie nie potrafią jej nawet wykonywać. Poza tym porownujesz nazistów do bolszewików jako tych lepszych bo byli przewaznie lepiej wyksztalceni? Okrucieństwo jest takie samo i świadczy o tej samej patologii umysłowej. Wiesz, Hannibal Lecter też był oczytany i po studiach ;)
DarkPsychopathII
Akurat jako student medycyny wiem, z normalni ludzie potrafią oddzielić pracę od czasu wolnego. Praca to praca, płacą to ją wykonujesz. Ty od razu zakładasz, że jak ktoś zabija to jest nienormalny i nic innego nie lubi robić. Tacy kaci w średniowieczu byli zwykłymi, szanowanymi obywatelami. Kiedyś każdy szlachcic czy rycerz szedł w życiu na wojnę lub kilka wojen, ba nawet w XX wieku nasi przodkowie walczyli i jakoś nie sprawiało to, że byli źli dla żon czy dla dzieci. Wojna to wojna, jak trzeba to komuś w okopie musisz saperką rozwalić czaszkę, wydłubać oczy czy spalić wrogi bunkier, ale jak wracasz do domu to nie powtarzasz tego na bliskich. A co do Hannibala Lectera to jedna z moich ulubionych postaci. Idealny wzór osoby inteligentnej, oczytanej i zdolnej do walki o swoje. Poza tym on zabijał tylko ludzi winnych. Zabił morderców swojej siostry, policjantów co chcieli zabić jego, sprzedajnego glinę i szalonego miliardera mordercę. I mimo bycia psychopatą pokochał agentkę Starling, skończył z zabijaniem dla niej i razem wyjechali zagranicę
Dla ciebie bohater, a dla niej kat. Często jest tak, że jedno dziecko jest bardziej faworyzowane...
tramwajowe
@Niezywa "Faworyzowane" to dość niefortunne słowo w tym kontekście.
Niezywa
Miałam na myśli to, że autora traktował dobrze, a z jego siostrą się już nie liczył skoro dopuszczał się takiego czynu. Nie jest to faworyzowanie w pewnym sensie?
Magda6315
Według mnie, dziadek próbował zdobyć zaufanie, szacunek i miłość rodziny, żeby w następnych latach nie być o takie rzeczy podejrzewanym, bo "dziadek to taki fajny człowiek". Może nie faworyzowanie, ale w pewnym sensie zatajanie zbrodni. Jest to jednak temat subiektywny, a to tylko moje zdanie, więc zapytam: Co myślicie o tej teorii?
Też nie wiem co myśleć o swoim dziadku. Jest dla mnie dobry i zawsze był. Bardzo go ceniłam i często podziwiałam. Teraz nie wiem co mam myśleć, gdy dodowiedzialam się że był tyranem, bił i znęcał się psychicznie nad swoją żoną i dziećmi. Bardzo cieszę się na jego widok, rozmawiam z nim na wiele tematów, on opowiada mi wiele ciekawych rzeczy, ale czasem patrzę na niego i czuję obrzydzenie. Nie mogę uwierzyć jak bardzo zniszczył życie kilku osobom.
czasem mozna sie mocno pomylic. mialam kiedys osadzonego, mily starszy pan, siedzial za jazde po pijaku i zlamanie zakazu prowadzenia pojazdow, mial problemy az alkoholem ale poza tym do rany przyloz.. dopiero po wglebieniu sie w jego stare stare akta przy isaniu opinii na warunek czy tamm przepustki dokopalysmy sie z wychowawczynia wyroku za molestowanie 2 corek
pozory moga bardzo mylic, a tacy ludzie potrafia sie ukrywac
dlatego juz z malymi dziecmi trzeba rozmawiac na temat pedofili, oczywicie rozsadznie i adekwatnie do wieku
link do tamtego wyznania pls
Może to zbyt brutalne porównanie ale wiele dzieci/wnuków Hitlerowskich zbrodniarzy którzy robili niewyobrażalnie straszne rzeczy innym ludziom opisuje swoich rodziców/dziadków jako przemiłe osoby które ciepło wspomiają.
Ale to akurat nic dziwnego. Powiedziałbym wręcz, że to norma. To była po prostu ich praca, po jej wykonaniu wracali do domu, jedli smaczny obiad popijali kieliszkiem wina, całowali żonę i bawili się z dziećmi. Potrafili rozdzielać obie sfery jak niemal każdy, kto zabijał na wojnie. Jedyny masowy wyjątek to ruscy. To była swołocz, a sam kraj nie dawał bezpieczeństwa i praw nikomu poza samym stalinem. nkwd to była zachlana banda, która piła, mordowała wszystkich, a w domu biła swoje rodziny, a któregoś dnia sami trafiali do obozu. To był inny świat. W związku radzieckim jednego dnia byłeś ministrem, generałem czy dowódcą obozu, a kolejnego lądowałeś w rowie, albo we własnym gułagu. To była główna przyczyna patologii, rządziła bolszewicka hołota bez grama edukacji. Natomiast nazistowskie niemcy choć były zbrodnicze dla innych narodów, to ich obywatele mieli swoje prawa. Czystej krwi neimiec nie musiał się obawiać o życie i zdrowie. A nazistowskie elity to byli ludzie kulturalnie i obyci. Poczytaj biografie, połowa skończyła inżynierię, miała doktorat z prawa czy medycyny. Można ich nie lubić, ale to fakt.
moze nie przynosili pracy do domu? albo rodzinie scimniali i nie wdawali sie w szczegoly?
@Dark
Normalni ludzie nie potrafią oddzielać takiej "pracy" od domowej sielanki. Normalni ludzie nie potrafią jej nawet wykonywać. Poza tym porownujesz nazistów do bolszewików jako tych lepszych bo byli przewaznie lepiej wyksztalceni? Okrucieństwo jest takie samo i świadczy o tej samej patologii umysłowej. Wiesz, Hannibal Lecter też był oczytany i po studiach ;)
Akurat jako student medycyny wiem, z normalni ludzie potrafią oddzielić pracę od czasu wolnego. Praca to praca, płacą to ją wykonujesz. Ty od razu zakładasz, że jak ktoś zabija to jest nienormalny i nic innego nie lubi robić. Tacy kaci w średniowieczu byli zwykłymi, szanowanymi obywatelami. Kiedyś każdy szlachcic czy rycerz szedł w życiu na wojnę lub kilka wojen, ba nawet w XX wieku nasi przodkowie walczyli i jakoś nie sprawiało to, że byli źli dla żon czy dla dzieci. Wojna to wojna, jak trzeba to komuś w okopie musisz saperką rozwalić czaszkę, wydłubać oczy czy spalić wrogi bunkier, ale jak wracasz do domu to nie powtarzasz tego na bliskich. A co do Hannibala Lectera to jedna z moich ulubionych postaci. Idealny wzór osoby inteligentnej, oczytanej i zdolnej do walki o swoje. Poza tym on zabijał tylko ludzi winnych. Zabił morderców swojej siostry, policjantów co chcieli zabić jego, sprzedajnego glinę i szalonego miliardera mordercę. I mimo bycia psychopatą pokochał agentkę Starling, skończył z zabijaniem dla niej i razem wyjechali zagranicę
Czy jest szansa na dodanie tu linku do poprzedniego wyznania?
Dla ciebie bohater, a dla niej kat. Często jest tak, że jedno dziecko jest bardziej faworyzowane...
@Niezywa "Faworyzowane" to dość niefortunne słowo w tym kontekście.
Miałam na myśli to, że autora traktował dobrze, a z jego siostrą się już nie liczył skoro dopuszczał się takiego czynu. Nie jest to faworyzowanie w pewnym sensie?
Według mnie, dziadek próbował zdobyć zaufanie, szacunek i miłość rodziny, żeby w następnych latach nie być o takie rzeczy podejrzewanym, bo "dziadek to taki fajny człowiek". Może nie faworyzowanie, ale w pewnym sensie zatajanie zbrodni. Jest to jednak temat subiektywny, a to tylko moje zdanie, więc zapytam: Co myślicie o tej teorii?
Wow...
Też nie wiem co myśleć o swoim dziadku. Jest dla mnie dobry i zawsze był. Bardzo go ceniłam i często podziwiałam. Teraz nie wiem co mam myśleć, gdy dodowiedzialam się że był tyranem, bił i znęcał się psychicznie nad swoją żoną i dziećmi. Bardzo cieszę się na jego widok, rozmawiam z nim na wiele tematów, on opowiada mi wiele ciekawych rzeczy, ale czasem patrzę na niego i czuję obrzydzenie. Nie mogę uwierzyć jak bardzo zniszczył życie kilku osobom.
czasem mozna sie mocno pomylic. mialam kiedys osadzonego, mily starszy pan, siedzial za jazde po pijaku i zlamanie zakazu prowadzenia pojazdow, mial problemy az alkoholem ale poza tym do rany przyloz.. dopiero po wglebieniu sie w jego stare stare akta przy isaniu opinii na warunek czy tamm przepustki dokopalysmy sie z wychowawczynia wyroku za molestowanie 2 corek
pozory moga bardzo mylic, a tacy ludzie potrafia sie ukrywac
dlatego juz z malymi dziecmi trzeba rozmawiac na temat pedofili, oczywicie rozsadznie i adekwatnie do wieku
Ale to jest słowo przeciwko słowu, a raczej braku słoa. Jeśli nie ma twardych dowodów, a dziadek nie żyje to oskarżenia są nic nie warte.
w żadnym wypadku nie byłem faworyzowany przeciwnie to ona za milczenie miała wszystko linku nie mam to było pare lat temu