#NgIAt

Kiedy byłam młodsza, niezwykle lubiłam pomagać w szkolnej bibliotece po lekcjach.

Pewnego dnia rozpętała się ogromna burza, a ja zostałam w szkole po lekcjach w nadziei, że może pogoda ulegnie zmianie. Postanowiłam spędzić ten czas w bibliotece. Pani poprosiła, abym odłożyła jedną z książek między półki. Kiedy robiłam to, o co mnie poproszono, usłyszałam przeraźliwy grzmot... Zaczęłam narzekać, że jak to ja do domu wrócę przez tę burzę (wracałam przez las na pieszo), że boję się, aby przez właśnie takie grzmoty coś mi po drodze na głowę nie spadło i w ogóle. Stałam za półkami, a więc nie widziałam bibliotekarki. W pewnym momencie, postanowiłam wyjść spomiędzy półek, bo pani nic nie mówiła.
Siedziała z niezadowoloną miną, patrząc się na mnie niemiło – dopiero wtedy dotarło do mnie, że nie burza spowodowała grzmot, a był to po prostu jej bąk...

#vdfBT

Od kiedy pamiętam, mam problemy z jakimikolwiek relacjami z płcią męską.
Zaczęło się to od pewnego incydentu, gdy miałam 8 lat. Mianowicie zawsze miałam dobrą relacje z moim wujkiem (był to mąż siostry mojej mamy, mojej matki chrzestnej, mieli wtedy już dziecko). Jak to impreza w wakacje: dzieci położone i każdy trochę popił (zaznaczę, że pochodzę z porządnej i dość zamożnej rodziny). Ja położyłam się spać na łóżku z wymienionym dzieckiem, a moim kuzynem, i wtedy poczułam, że ktoś wchodzi, okazało się, że to wujek, mąż mojej ciotki. Czułam na sobie jego dotyk, na początku niewinny, później zaczął mnie dotykać w strefach intymnych… zaczął także robić inne obrzydliwe rzeczy, o których nie będę tu pisać. Sytuacje takie zdarzały się jeszcze kilka razy, ale każdą pamiętam jak przez mgłę, bo było to 10 lat temu. Czasami zdarzało się, że wchodziła moja mama lub inna osoba podczas tego i pojawiały się pytania, dlaczego wujek „klęczy” nade mną. Ale nikt nie podejrzewał, co tak naprawdę robi.
Do tej pory mam z nimi kontakt, bo to dość bliska rodzina i spotykamy się w święta, urodziny itp. Ale za każdym razem, jak na niego patrzę, chce mi się rzygać, np. jak mówi, że wyglądałam najładniej na całej studniówce lub prawi inne komplementy.
O tej sytuacji wie moja przyjaciółka i zna tylko fragmenty. Nigdy sobie nie wybaczę, że wtedy nic nie zrobiłam. Nienawidzę mężczyzn.

#W7an1

Kurde, mam już dosyć. Zapierniczam jak wół w pracy, odnoszę sukcesy, zarabiam już nawet OK pieniądze, ale nie mogę z nich korzystać.

Zaczęło się już przed ślubem. Narzeczony zarabiał śmieszne pieniądze (dużo mniej niż najniższa), więc to ja wzięłam na siebie oszczędzanie na wesele, żeby mógł pracować w swojej wymarzonej pracy. Po ślubie oszczędzanie na mieszkanie, oczywiście, głównie z moją pomocą.

Nie mogę sobie pójść do fryzjera, bo pretensje na zasadzie „idź, ale potem się nie dziw, jak będziemy jeść tynk ze ścian”. Kiedy pytam, czy mogę iść sobie zrobić paznokcie, to słyszę „jasne, przewalalaj pieniądze na głupoty, bo po co ci mieszkanie”. Wiecie, wstyd się przyznać, ale ostatni raz u fryzjera tak żeby płacić byłam gdy jeszcze rodzice mnie utrzymywali. Teraz chodzę, owszem, ale raz na dwa lata, by oddać włosy na fundację. I nie, nie z dobroci serca, tylko dlatego, że to za darmo. Na paznokciach nie byłam nigdy, sama w domu ich nie zrobię, bo ani nie umiem, ani nie mam sprzętu.
Ogólnie całą swoją wypłatę oddaję mężowi, bo umówiliśmy się, że skoro ja nie potrafię się gospodarzyć pieniędzmi, to on będzie trzymał budżet w garści. Niby się na to zgodziłam jeszcze przed ślubem, ale kurde, mam zero motywacji do pracy, bo co z tego, że będę miała ekstra wypłatę, skoro nie mogę z niej skorzystać?

Zazdrość mnie bierze, jak koleżanki z pracy kupują sobie płaszcze po 800 zł, a ja mam najtańszą kurtkę z Pepco sprzed dwóch lat.

Ogólnie jestem zadbana, czysta. Maluję się, sama czeszę. Naprawdę nie widać jakoś bardzo biedy, ale sama świadomość.... Gdy są święta, to w ogóle jest tragedia. Cała rodzina, a zwłaszcza siostry partnera, w nowych sukienkach, butach itd., a ja kolejny rok w podobnym stroju, oczywiście najtańszym.

Najgorsze jest to, że jak przychodzi co do czego, zrobię awanturę że ja nie chcę tak żyć, to mąż nagle zaczyna gadkę w stylu „to proszę, ja ci nie zabraniam przewalać pieniędzy na głupoty, idź i wydaj oszczędności, ciekawe co bankowi powiesz, jak spyta o wkład własny”. Parę razy i tak wzięłam kartę i poszłam na zakupy, ale ostatecznie kończyło się na tym, że przymierzając poryczałam się w przebieralni, bo szkoda pieniędzy i nic nie kupiłam. I tak za każdym razem.

Po prostu, kurde, zarabiam 7 tysięcy (on 2 tysiące) na czysto miesięcznie, naprawdę tyram jak wół, biorę dodatkowe godziny, szkolenia, wszystko i nic z tego nie mam. Najgorsze, że pracuję w branży beauty, a nawet nie mam kremu do twarzy, bo mąż twierdzi, że to fanaberia. Mam dosyć.

#lUB5N

Będąc małą dziewczynką, codziennie oglądałam program „Budzik”. Jeden odcinek był o tym, jak można pomagać rodzicom w codziennych czynnościach domowych. Widząc mojego ulubionego kota Budzika czyszczącego naczynia językiem, postanowiłam nie być gorsza. Poprosiłam mamę, żeby dała mi możliwość pozmywania po obiedzie.

Gdy zostałam sama w kuchni, wylizałam wszystkie brudne naczynia razem z resztkami. Mama była ze mnie bardzo dumna, a mi robi się niedobrze, jak o tym wspominam.

#QR2f0

Całe zdarzenie miało miejsce kilka dni temu.
Postanowiłam, że wyjdę na dwór, biorę telefon i dzwonię po kolegę. Zaczęłam od „Hej”, a potem zapytałam, czy może gdzieś wyjdziemy. Zgodził się.
Byliśmy umówieni w parku niedaleko mojego domu. Idę w określone w rozmowie miejsce, siadam na ławce i czekam. Po kilku minutach przyszedł.

Problem w tym, że pomyliłam numery i zadzwoniłam do swojego byłego, z którym nie miałam kontaktu od roku. I dzięki temu zdarzeniu znowu jesteśmy razem.
Głupia pomyłka, a tyle zmieniła :)

#RzYms

Od paru lat udzielam korepetycji. To co dzisiaj mi się przytrafiło pobiło wszelkie rekordy, jeśli chodzi o dziwne sytuacje związane z tą pracą.

Podczas zajęć, chłopczyk (12 l.) którego uczę, siedział z boku biurka i widziałam, że czymś się tam bawi. Normalna sytuacja – jest trochę nadpobudliwy i często muszę mu zabierać wszelkiego rodzaju zabawki, żeby skupił się na lekcji. W pewnym momencie żartobliwie pomyślałam, że rusza swoją ręką jakby się zaspokajał.
Niestety miałam dobre przeczucie.

Czy da się to odzobaczyć?

#QFnxV

Zostałam postawiona przed faktem dokonanym. Przed moimi drzwiami objawiła się córka z 19-letnim synem (nie miałam od niej wieści od 10 lat – zrobiła mi wiele złego). Stwierdziła, że musi zostawić syna na tydzień, bo jedzie za granicę ogarnąć pracę i mieszkanie. Minął miesiąc, córka się nie odzywa, wnuk przez całą dobę z przerwami siedzi na komputerze – tylko gra, je raz dziennie i śpi. Jest zupełnie nieogarnięty, nie skończył liceum. Ja mam niską emeryturę i nie stać mnie na jego utrzymanie. Gdzieś tam ma ojca, który płaci alimenty. Nie wiem, jak rozwiązać tę sytuację. Jestem załamana.

#6oDI1

Właśnie moja młodsza siostra, odrabiając zadanie, powiedziała na głos „kurwa” i przypomniała mi się ta historia.

Było to w klasie 1, 2 albo 3 klasie, dokładnie już nie pamiętam. W naszej sali mieliśmy szuflady oznaczone naszymi numerkami z dziennika. W tych szufladach mogliśmy zostawić książki i zeszyty, żeby nie musieć ich nosić do domu i z powrotem do szkoły. Była przerwa i moi koledzy z klasy zaglądali do mojej szuflady. Prosiłam, żeby tak nie robili. A w tej szufladzie miałam nie tylko książki... Było też tam mleko w kartonikach, bo właśnie takie mleko dawali nam w szkole. Tylko że ja, zamiast je pić, gromadziłam je w tej szufladzie, by ono w końcu zmieniło się w taki serek. Teraz nie mam pojęcia, po co to robiłam, ale młodsza ja widocznie miałam w tym jakiś cel. Chłopcy zaglądali do tej szuflady i się dziwili, dlaczego jest tam tyle mleka. Coś tam chyba gadali, a ja się zdenerwowałam i na cały głos krzyknęłam „KURWAAAAAAA!”... W klasie momentalnie cisza. Wyraz twarzy nauczycielki pewnie też był niezły. W sumie szkoda, że ona to usłyszała, bo w jej oczach byłam tą grzeczną, miłą dziewczynką, która nawet takiego słowa nie zna. Skończyło się tak, że dostałam uwagę do dzienniczka. A wtedy to jeszcze rodzic musiał podpisać taką uwagę w dzienniczku i dziecko na drugi dzień musiało pokazać nauczycielowi tę podpisaną uwagę. W domu dostałam szlaban i była awantura. Gdyby koledzy nie wpychali nosa w nie swoje sprawy, to by do całej sytuacji przecież nie doszło. Tylko dalej zastanawia mnie, po co mi było to mleko, a raczej ten serek...

#1iFJv

W święta byłem świadkiem rozmowy mojej kobiety z jej siostrą, podczas której usłyszałem, że jestem tylko tym, co jej się trafiło. Opowiadała jej, że trzydziestka już wybiła i musiała znaleźć coś względnie przyzwoitego, choć ciągle marzy o jakimś wysokim przystojniaku z dużym przyrodzeniem i kasą, w którym się zakocha i jeżeli takiego pozna, to kopnie mnie w cztery litery. Mówiła o mnie jak o przedmiocie, który jest niedoskonały i wybrakowany, ale którego używa, bo jako tako spełnia swoje podstawowe funkcje. Krytykowała we mnie prawie wszystko i porównywała do byłych facetów. Słuchałem tego w ciszy i łzy same cisnęły mi się do oczu. Ona nie wie, że słyszałem. Czuję do niej okropny żal i najchętniej bym odszedł, ale jestem grubo po trzydziestce i boję się, że zostanę już sam. Nie wiem co dalej.

#5ztvH

Najprawdziwsza historia z mojego życia...
Opiekowałam się kiedyś staruszką w Niemczech, nazwijmy ją Renatą. Miała mocno zaawansowanego Alzheimera, ale miło mi się u niej pracowało. Utknęła w czasach drugiej wojny światowej i często w czasie burzy próbowała się gdzieś chować myśląc, że to jakieś strzały. Pochodziła z Polski, ale jej rodzina uciekła w czasach komuny. Czasami mówiła coś w naszym języku. Renata bardzo lubiła czytać, prawie cały czas miała nos w książkach, więc kiedy wychodziłam do biblioteki, zapytałam, czy chce, żebym coś jej przyniosła. Podała mi konkretny tytuł, co bardzo mnie zdziwiło, więc dokładnie to, co chciała, przyniosłam jej z biblioteki.
Trochę powariowała z tą książką. Kiedy skończyła ją po raz pierwszy, powiedziała, że ma strasznie dużo błędów, że napisałaby to trochę inaczej. I mówiła, że ogromnie jej coś ta książka przypomina. Odłożyłam ją na półkę i zamierzałam odnieść, ale kiedy znów wybierałam się do biblioteki, Renata znów poprosiła mnie o tę samą książkę. Przedłużałam jej oddanie w nieskończoność, aż w końcu nawet kupiłam ją przez internet. A pani Renata czytała, odkładała, czytała coś innego i znowu wracała do tej książki tak, jakby nigdy wcześniej jej nie czytała. Co tydzień wychodziłam do biblioteki i co tydzień prosiła mnie o to samo. Tak było przez pół roku. A później pani Renata zmarła. Znalazłam ją w jej łóżku, z tą przeklętą książką na kolanach, całą zamoczoną, jakby czytaną do samego końca. Jej rodzina poprosiła mnie, żebym pomogła im poukładać rzeczy po babci, na co się zgodziłam, bo przez ten czas bardzo się do pani Renaty przywiązałam.
Pośród jej rzeczy znalazłam stare dokumenty i odkryłam, co tak niesamowitego było w tej książce. To pani Renata ją napisała. Kiedyś, dawno temu, nim zmieniła imię i nazwisko na niemieckie, jak jej rodzina.
I tak sobie myślę do dziś, jak okropna jest to choroba, ten Alzheimer.
Renata do końca życia czytała książkę, którą sama napisała i nie mogła sobie o tym przypomnieć.
Dodaj anonimowe wyznanie