Niedawno miałem komisję wojskową.
Podczas badania pani lekarka kazała mi się pochylić. I gdybym się pochylił, to teraz nie czytalibyście tego wyznania. A więc co takiego zrobiłem? Po prostu po usłyszeniu tej komendy z niewiadomych przyczyn wyszedłem w bokserkach z gabinetu. Dopiero na korytarzu, po szybkiej analizie faktów, stwierdziłem, że coś jest nie tak i wypadałoby wrócić.
Tego zażenowania połączonego z zaskoczeniem i politowaniem na twarzach członków komisji nie zapomnę już chyba nigdy.
Dlaczego to zrobiłem? Nie wiem. Nie jestem w stanie wytłumaczyć tego, jak można pomylić komendę „proszę się pochylić” z „proszę wyjść”.
Dostałem kategorię A, ale zastanawiam się, czy na pewno na nią zasługuję, bo chyba ktoś z takim zaćmieniem umysłu może w wojsku więcej wyrządzić krzywdy niż będzie z niego pożytku :D
Moim marzeniem było zostać pisarzem. Nie wiedziałem, że będzie to moje przeznaczenie. Pewnego dnia, we śnie, zobaczyłem siebie, jak stoję na scenie i wręczam sam sobie nagrodę za najlepszą książkę roku. Kiedy się obudziłem, byłem przekonany, że to tylko złudzenie i głupi sen, ale jakoś postanowiłem spróbować swoich sił w pisaniu. Po kilku latach ciężkiej pracy moja pierwsza książka została nominowana do niewielkiej nagrody literackiej w mojej gminie i wygrałem ją! To wydarzenie było dla mnie potwierdzeniem, że mój sen był proroczy i że los przeznaczył mnie do bycia pisarzem.
Wstydzę się tego, że mam większe libido niż mój mąż. I tak było od zawsze, nigdy sam niczego nie zainicjował, od 5 lat proponuję wszystko tylko ja... Inne kobiety muszą się tłumaczyć bólem głowy, a ja dałabym wszystko, żeby tylko mój zachciał mnie pierwszy.
Niby błahe, ale przez kilka lat zaczyna to być uciążliwe. :(
Czuję się w jego oczach mało atrakcyjna.
Całe życie miałam pod górkę. Mama mnie zostawiła w wieku 15 lat, przed tym w domu było piekło. Mieszkałam z ojcem, który sukcesywnie się pozbywał nas z domu na poczet nowej rodziny.
Lata mijały, ja poznałam swojego partnera, który bardzo dużo mi pomógł, wyciągnął z największego bagna, dzięki niemu zaczęłam funkcjonować jak człowiek.
Czas leciał, przez kilka lat nie rozmawiałam z matką. Po paru latach stwierdziłam, że może to czas na wybaczenie, jeżeli można to tak nazwać, bo ja do dnia dzisiejszego nie mogę jej wybaczyć tego, co kiedyś zrobiła. Tak bardzo wtedy jej potrzebowałam, a jedyne co od niej usłyszałam, to iż żałuje, że mnie nie wyskrobała...
Teraz jest już w wieku, gdzie czepiają się jej wszystkie choroby, najprawdopodobniej ma raka. I wymaga ode mnie, żebym rzuciła swoje całe życie i się nią zajęła... A w mojej głowie jest istny mętlik. Z jednej strony to moja matka, z drugiej wszystkie złe chwile wracają. Mieszkam daleko od niej, tu mam pracę, partnera, cały swój skarb, oazę spokoju, w której czuję się swobodnie i co najważniejsze – jestem szczęśliwa.
Chciałam się tylko wyżalić.
O tym, dlaczego nie mogę jeść rosołu.
Będąc dzieckiem mieszkałam na wsi. Mama z wujkiem prowadzili spore gospodarstwo, podczas gdy mój ojciec przepuszczał pieniądze w Warszawie, a to co nam wysyłał... szkoda pisać. W każdym razie mama odkładała je. Wydatków zawsze było dużo, bo często i gęsto chorowałam, a za coś do miasta trzeba jechać i leki kupić.
W każdym razie mama z wujem trochę pogadali i zdecydowali się w końcu na kupno koguta od sąsiadki. Mama po kilku dniach od przyniesienia go od tej zezowatej jędzy wiedziała, czemu sąsiadka tak go chwaliła i obniżyła cenę powołując się na "długoletnią sąsiedzką przyjaźń". Skurczybyk agresywny był. Atakował wszytko i wszystkich. Podlecieć do konia? Żaden problem! Podrapać i wystraszyć krowy? Pikuś! Zmolestować psy i kota? O czym my rozmawiamy? Zafajdany Pan i Władca podwórka.
Przez bite 2 tygodnie lipca nie mogłam wyjść z domu, bo po przekroczeniu progu pojawiał się niemal od razu, jakby miał teleport w kuprze. Mama i wujek na niego sposób mieli. Przyłożyli mu parę razy w łeb takim małym kijkiem, to się uspokajał. A ja po kilku próbach nadal go nie trafiałam.
Po tych nieszczęsnych 2 tygodniach kwitnięcia w domu doszłam do wniosku, że to nie ja nie mam cela, tylko kijek jest za mały. Bo mama, skoro jest duża, to musi mieć mały, a ja mała muszę mieć duży kijek. Przeszukałam cały dom, aż znalazłam.
I teraz wyobraźcie sobie scenę: drobna sześciolatka, która walczy z kogucim terrorystą za pomocą rury od odkurzacza.
Mama jak to zobaczyła od razu zaczęła biec, ale nie zdążyła. Przy którymś machnięciu tak mu przywaliłam, że poleciał jakiś metr dalej martwy. Wystraszona zaczęłam płakać. Mama mnie uspokoiła i tu historia mogłaby się skończyć, ALE... tego dnia mama zrobiła z niego rosół, a ja nie mogłam znieść, że to ja go zabiłam. Za każdym razem widząc rosół przypomina mi się ta sytuacja...
O tym, jak zostałem członkiem lokalnego klubu morsów.
Uwielbiam saunę i cholernie cieszę się, że w moim mieście jest porządne miejsce, gdzie mogę się obficie wypocić. Kto w saunie był, ten wie jak to wygląda. Najczęściej jest to duża, wysoka sala pełna natrysków, biczów wodnych i drzwi, które prowadzą do wybranych atrakcji. Jest wszystko - od sauny suchej przez parową, aż do klasycznej, fińskiej altanki śmierci.
Naczelna zasada jest taka, że jedyne, co można ze sobą mieć to ręczniczek, którym owija się człowiek w pasie. Ręcznik jednak należy zdjąć przed wejściem do sauny. Wiele ludzi paraduje jednak cały czas nago.
Niedawno w głównej sali zainstalowany został taki długi, wąski zbiornik, do którego może wejść tylko jedna osoba. Wypełniony jest on kur#wsko zimną wodą zmieszaną z kawałkami lodu. Zabawa dla prawdziwych kozaków. Trudno się więc dziwić, że miejsce to okupowane jest przez miłośników taplania się w przeręblach, którzy zanurzają się w tej arktycznej zupie na parę sekund, a następnie z krzykiem wyskakują z wody.
Pewnego dnia wchodzę sobie do głównej sali i owinąwszy się ręczniczkiem, idę w stronę pryszniców. Nagle jednak widzę przed sobą moją serdeczną koleżankę. Dziewczynę, która odkąd pamiętam bardzo mnie pociągała i mimo że traktuję ją jak dobrego ziomka, to zawsze zwracałem uwagę na jej ponętne kształty. No i teraz stoi przede mną, taka jak ją pan Bóg stworzył. Ucieszyła się na mój widok i dała buzi w policzek (przy okazji rozpłaszczając na mnie swój wielki, miękki cycuszek).
Poczułem, że coś mi pod ręczniczkiem drgnęło... i rośnie w zastraszającym tempie. Jeszcze parę chwil i cała sauna zobaczy, że jakiś typ dostał potężnego wzwodu na widok gołej baby. Mogiła!
Starając się prowadzić normalną rozmowę, szybko oceniłem sytuację. Kiedy moja naga koleżanka odwróciła się na moment, aby nalać sobie do kubeczka wody, ja ściągnąłem ręcznik i wskoczyłem do zbiornika.
Mój ołówek przestał rosnąć. Ba, zaczął się kurczyć. Teraz byłem w jeszcze większej kropce. Koleżanka stała cały czas przy basenie i mówiła do mnie. Ja tymczasem siniałem z zimna robiąc jednocześnie minę twardziela, który tego typu kąpiele bierze codziennie przed śniadaniem. Bałem się wyjść z wody, bo wiedziałem, że po takim zabiegu mój pindol osiągnął już wymiar fistaszka, a nie chciałem zostać źle oceniony przez koleżankę.
Z opresji wyciągnęli mnie jacyś grubi kolesie, którzy podeszli do zbiornika i z nieukrywanym podziwem pogratulowali wytrzymałości. Siedziałem już w tym lodzie parę ładnych minut. Zrobiło się małe zamieszanie, a koleżanka gdzieś się zmyła. Bezpiecznie wyszedłem z tego lodowego piekła. Poznałem fajnych ludzi, którzy namówili mnie na dołączenie do klubu morsów.
Gdyby tylko wiedzieli, czemu wlazłem do tego cholernego zbiornika...
Poszedłem z bratem ciotecznym do sklepu. Chłopak ma 3, może 4 lata. Nieważne...
Jestem już przy kasie i gapię się na młodego, który stoi spokojnie przy wejściu (zostawiłem go tam, bo kupowałem jedynie papierosy). Zerknąłem w kierunku dziewczyny, powiedziałem co potrzebuję i znowu w kierunku młodego.
Kurwa... nie ma go. Patrzę na wprost, a na parkingu przed sklepem jakiś typ pakuje młodego na tylne siedzenie samochodu. Dzieciak wierzga, a ten na chama ładuje go do fury...
Nogi mi się ugięły, jak to zobaczyłem. Wybiegłem ze sklepu i z całej siły przywaliłem mu w łeb. Młodego wziąłem pod pachy i przeniosłem na chodnik, a w tym samym momencie z owego samochodu wyleciała baba i drze ryja: Ratunku!
Odwracam chłopaka w swoją stronę i... kurwa, to nie on! Zerkam w prawo, a młody patrzy się przerażony co robię.
Nie wiem dlaczego, ale zacząłem się śmiać. Prawie zeszczałem się w gacie.
Oczywiście po chwili się uspokoiłem i wyjaśniłem całą sytuację i to, że chłopaki byli bardzo podobnie ubrani. Po tym co usłyszeli powiedzieli, że to rozumieją i nie było tematu.
Zazwyczaj po przyjściu ze szkoły wybieram się na spacer z psem, ponieważ zazwyczaj później moje chęci maleją i kończy się na tym, że tata musi z nim wyjść.
Ostatnio wróciłam wcześniej ze szkoły z powodu nieobecności nauczycielki. Jak zawsze ściągnęłam plecak i brałam się za szukanie małego. Szukałam prawie wszędzie, ale nigdzie go nie było. Został mi pokój brata, więc myśląc, że nikogo w domu nie ma, po prostu weszłam do pokoju. To, co zobaczyłam... Boże, wolałabym, żeby w tamtej chwili wypaliło mi oczy. Co takiego zobaczyłam, wchodząc do pokoju? Jak mój własny brat zabawia się w najlepsze z dmuchaną lalką z ogromnymi balonami.
Do tej pory nie potrafię spojrzeć mu w oczy.
PS Psinka znalazła się u rodziców w pokoju, pod kołdrą...
Zastawiłem dom bez wiedzy żony, włożyłem kasę w nietrafiony interes i o niczym jej nie powiedziałem, a dokumentację podrobiłem. Rodzina żyje w nieświadomości, a ja po cichu spłacam 800 tys. długu z nietrafionego biznesu. Pracuję w dwóch pracach, ale żonie wmawiam, że mam 3-zmianowy tydzień na produkcji granulatu plastiku. Tak naprawdę w jednej pracy robię granulat od 7 do 14, a potem od 16 do 23 pracuję w magazynie kurierskim. Żona chyba udaje, że nie wie o tym, że w tygodniu pracuję 84h i nie stać nas na nic. Czekam, aż wyjedzie mi z kochankami czy drugą rodziną, której nie mam, i tak ją zawiodę swoim postępowaniem, że ode mnie odejdzie. Jestem bardzo zmęczony.
Pracuję w zakładzie pogrzebowym i kilka lat temu pomyliliśmy zwłoki. Rodzina pochowała zamiast 87-letniego dziadka przestępcę z zakładu karnego skazanego 15 lat wcześniej za gwałt i zabójstwo chłopca, który uległ wypadkowi na schodach, skręcając sobie kark. Natomiast na pogrzeb przestępcy w mogile, w której spoczął 87 -latek, nikt nie przyszedł.
Ja z tym nie mam problemu, ale szef tak się podłamał, że co miesiąc jest na cmentarzu, gdzie w mogile przestępcy spoczywa poczciwy gość. Przez to wszystko zaczął pić, a zakład jest w upadłości. Życie jest do dupy.
Dodaj anonimowe wyznanie