#NfwZ2

Bardzo denerwuje mnie to, że kiedy chcę sobie wziąć urlop na święta, to zawsze pierwszeństwo mają osoby, które mają dzieci. I co z tego, że ja ich nie mam? Każdy ma prawo do odpoczynku, szczególnie w święta, nieważne, czy ma się rodzinę, psa czy nie ma się nikogo.

Ale o bombelkach nie można powiedzieć nic złego, bo takie życie.

#4XKkd

Rodzice i dziadkowie od wielu pokoleń napędzali stracha dzieciakom, aby zmusić je do lepszego zachowania. Były czarne wołgi lub panowie, którzy w każdej sekundzie są gotowi zabrać niegrzeczne dziecko ze sobą. Moja babcia, jak sądzę, pobiła jednak wszystkich.
Miałam wtedy może z sześć lat, kilka dni po zamachu na WTC pojechałam na noc do dziadków. Całymi dniami mieli włączoną telewizję, więc naoglądałam się o tym wydarzeniu dość sporo. Chociaż mało jeszcze rozumiałam, to byłam trochę przestraszona widokiem płonących wież, babcia to zauważyła.
Musicie wiedzieć, iż z niewiadomego mi już powodu nie lubiłam zasypiać. Często nuciłam coś cichutko, siadałam i tym podobne, by chociaż trochę opóźnić cały proces zasypiania. Rodzicom mocno to nie przeszkadzało, bo miałam swój pokój, ale gdy byłam u dziadków, musiałam spać między nimi, nie dziwię się więc babci, że się zdenerwowała, gdy po prawie godzinie od położenia się ja nadal miałam oczy jak pięć złotych. Po trzeciej prośbie bym spróbowała w końcu iść spać, usiadła nagle i wskazała ręką na drzwi balkonowe. „Słyszysz? Pod blok podszedł Bin Laden, lepiej zaśnij, inaczej wysadzi cały blok w powietrze i umrzemy” – szepnęła oschle i się położyła.
Zamarłam w niemym strachu, bojąc się wziąć głębszy oddech, abym nie spowodowała śmierci ludzi z całego wieżowca. Leżałam w takim stanie dłuższy czas, nim wymęczona stresem zasnęłam. Przez kilka tygodni zasypiałam długo w okropnym strachu, ale chociaż cicho.
Ot, taka historia dziewczynki straszonej Bin Ladenem.

#dsPgZ

O tym jak prawie wzięłam udział w międzynarodowej aferze.

Dawno temu przez bardzo krótką chwilę pracowałam w hotelu nad jeziorem. Miał on na terenie samodzielne domki zamieszkiwane wówczas przez irlandzkich pracowników zatrudnionych przy pobliskiej budowie autostrady i ich rodziny. Ludzie ci byli hałaśliwi, roztrzepani i zostawiali po sobie totalny chaos.
Był jednak jeden gość, który znacznie wyróżniał się temperamentem. Był to inżynier- konstruktor na wyższym stanowisku niż reszta, bez rodziny na miejscu, spokojny, zrównoważony, inteligentny, prowadził ze mną dyskusje na poważne tematy. Ja szlifowałam język, on miał z kim porozmawiać na poziomie.
Pewnego dnia zapytał czy nie potrzebuję kupić asfaltu. Teraz mając swój dom z kiepską drogą pewnie bym rozważyła propozycję, ale wtedy na wynajmie pomyślałam "na cholerę mi asfalt". Odmówiłam uprzejmie, a on spytał tylko czy jestem pewna, bo to jednorazowa propozycja wynikająca z sympatii. Rozbawiło mnie to i zszokowało jednocześnie, bo kto z sympatii proponuje kobiecie asfalt? Nie skorzystałam, on już więcej do tego nie wracał, a ja wkrótce zmieniłam pracę.

Minęło trochę czasu, zdążyłam zapomnieć o tym pierdolniku zwanym hotelem, a tym bardziej o nietypowej propozycji. Aż tu nagle gruchnęła w kraju afera, bo z budowy tego konkretnego kawałka autostrady wyprowadzono bokiem jakieś ogromne ilości asfaltu i innych materiałów. No cóż, najwyraźniej były też oferty hurtowe.

#H0zGQ

To zdarzyło się w ostatni piątek. Pracuję w pięciopiętrowym biurowcu, na ostatnim piętrze. Całe to piętro zajmuje nasza firma. Koło godziny 13 zwykle wychodzę z kolegami na obiad do baru po drugiej stronie ulicy. Tego dnia miałem niezły młyn i musiałem iść później, sam. Wszedłem do windy. Wdusiłem “0”, drzwi się zamknęły i winda ruszyła. Po kilku sekundach zorientowałem się, że zostawiłem komórkę na biurku. Kurde, bez telefonu jak bez ręki, co będę robił w trakcie jedzenia. Wcisnąłem “4”, wysiądę i podbiegnę piętro. Za późno, winda się nie zatrzymała. Niech będzie “3”. Popatrzyłem z nadzieją na wyświetlacz, pojawiła się trójka, ale winda pojechała dalej nie zatrzymując się. Wtedy wcisnąłem “2”, ale oczywiście też już za późno. Z westchnieniem rozczarowania zjechałem na parter. Świeciły się już wszystkie przyciski oprócz “1”, więc ten brakujący też wcisnąłem, żeby było do kompletu. 

Winda zatrzymała się, drzwi się rozsunęły… i zobaczyłem prezesa firmy, w której pracuję. Ja wysiadłem, on wsiadł. Za plecami usłyszałem jego wkurzony głos “Co to ma być, przedszkole?!” Nie oglądając się oddaliłem się szybkim krokiem, mając nadzieję, że się nie zorientował, że pracuję w jego firmie.

#zF8me

Czy jestem złym przyjacielem za to, że troszczę się o mojego przyjaciela?

Razem z K przyjaźnimy się już od czterech lat, jest moją ostoją, przy której zawsze mogę być sobą. Po szkole nasze drogi się rozeszły, ale dalej utrzymujemy kontakt i się spotykamy.

W ten weekend K pojechała się pierwszy raz spotkać z facetem, którego w życiu nie widziała na żywo tylko przez internet przez ostatnie 3 lata.
K zarzuca mi, że jej nie ufam, bo powiedziałem jej by się "meldowała" co kilka godzin, bym wiedział, że jest bezpieczna. Nie miałem nic złego na myśli, nie próbowałem zmienić jej zdania co do tego spotkania, po prostu chciałem wiedzieć, że jest bezpieczna podczas spotkania z kimś kogo tak naprawdę osobiście nie zna.
Chciałem by tak zrobiła, bo sam dobrze wiem, że mężczyźni przez internet potrafią dobrze grać, a na spotkaniu okazuje się, że są zupełnie inni (temat na inne wyznanie).
Nie chciałem jej kontrolować ani nic, po prostu chciałem by jedyna osoba, na której mi zależy była bezpieczna. Wiem, że taka forma troski z mojej strony może jej za bardzo przypominać kontrolę ze strony jej rodziny, ale ja naprawdę nie chciałem jej kontrolować, wręcz przeciwnie, chcę by się rozwijała, ale żeby była też świadoma zagrożeń jakie mogą się z tym wiązać.
Właśnie się o całą sytuację pokłóciliśmy i to nasza pierwsza prawdziwa kłótnia odkąd się poznaliśmy i nie wiem co o tym myśleć.

Czy to źle, że chciałem wiedzieć, że moja jedyna przyjaciółka jest bezpieczna gdy jedzie sama na drugi koniec Polski?

#p1OrA

Mieszkam w Londynie. Jakiś czas temu na jednym z portali społecznościowych poznałam chłopaka mieszkającego w okolicy. Dużo rozmawialiśmy, nalegał na spotkanie, ja nie byłam do końca do tego przekonana. Odwiedziła mnie siostra, gdy nadszedł czas jej powrotu, stwierdziłam, że nowo poznany kolega mógłby ze mną odprowadzić siostrę na lotnisko. I tak właśnie się umówiliśmy.

W pewnym momencie moja siostra zażartowała, już nawet nie pamiętam co takiego powiedziała. W każdym bądź razie rozśmieszyło mnie to tak bardzo, że puściłam głośnego bąka. To wszystko sprawiło, że śmiałam się jeszcze bardziej, tak bardzo, że posikałam się ze śmiechu. Stojąc taka osikana nie wiedziałam co zrobić. Nigdy w życiu nie było mi tak wstyd, więc zaczęłam uciekać, zostawiając moją siostrę z walizką i z nim. Po chwili siostra zorientowała się chyba, że nie wrócę i pobiegła za mną. 

Wsiadłyśmy do pierwszej lepszej taksówki i pojechałyśmy na lotnisko, zostawiając go samego w centrum Londynu. Na następny dzień napisał mi wiadomość „dlaczego to zrobiłaś?!” Nie odpisałam. Do dzisiaj zastanawiam się czy chodziło mu o to, że uciekłam zostawiając go samego, czy o to, że puściłam bąka i zeszczałam się w gacie.

#fGqOB

Jako nastolatka w wolne dni, więc głównie weekendy i wakacje, jeździłam z mamą do pracy. Pomagałam jej, najczęściej brałam obsługę gości, nabijałam paragony, zapraszałam do środka, odpowiadałam na pytania, sterowałam parkingiem i takie duperele na dzień dobry, które sprawiają że gość się czuje bardziej jak wśród swoich.

Jeśli chodzi o gadanie, najczęstsze teksty i odpowiedzi wchodzą już z czasem w krew.
Po maturze jeździłam tam przez jakieś 2 miesiące po czym wyjechałam nad morze z przyjaciółką. Niby nic, ale zdarzyło się że prawie komuś odpowiedziałam tekstem z parkingu u mamy i byłoby niezręcznie. Pod koniec wyjazdu, gdy miałam przerwę poszłam do sklepu, wybrałam taki większy, był kilka kilometrów dalej w mieście. Wzięłam z półek co chciała i idę do kasy, wszystko okay, pani nabiła wszytko i w tym momencie z odruchu spytałam "Kartą czy gotówką?".
Nie wiem, która z nas była w większym szoku, ale odpowiedziałam sama sobie, że kartą, wzięłam co moje i wyszłam.

#MB66g

Pewnego razu pojechałam z rodzicami zatankować auto. Gdy ojciec tankował ja poszłam zapłacić. Zawsze gdy tak robimy on czeka na parkingu żeby nie blokować dystrybutora. Pewna że i tym razem tak było, idę na parking jeszcze w międzyczasie spotkałam kolegę wymieniliśmy parę zdań, pożegnałam się, jak gdyby nigdy nic wsiadam do samochodu zaczynam coś mówić, a tu nagle odwraca się jakiś obcy facet i mówi do mnie “To chyba nie tu”. Patrzę, a mój ojciec dopiero odjeżdża od dystrybutora.

#tbSEn

Wkurzają mnie ludzie, którzy gadają, że przychodzi taki młody po studiach i chce Bóg wie ile zarabiać. Mam 25 lat i chcę po prostu za coś ŻYĆ! Dobrzy są też tacy – ma 35 lat, lata doświadczenia, zarabia może 3500 max 4000 netto i mówi, że młodym po studiach to nawet minimalna to za dużo. Że on zarobi 2-3 razy więcej. Nieważne, że pewnie gówno miał na początku, ale że on miał, to inni też mają mieć. Po co młody ma dobrze zarabiać, po co w ogóle iść na studia, skoro bez można zarobić więcej. Przeraża mnie życie w tym kraju, gdzie osoby, które się uczyły są jeszcze oczernianie i zeszmacone. Zamiast inwestować w technologię w kraju, skoro teraz „każdy” może skończyć studia, to lepiej hodować Mirków, bo więcej potrzeba robotników.

Mieszkam z dziewczyną w mieście, gdzie ceny najmu są po prostu ogromne. Nie mamy możliwości przeprowadzić się do swoich rodzinnych miast, więc musimy spłacać czyjś kredyt, przy okazji bez możliwości wyjścia na swoje. Potem wracam do domu i słyszę „Po co ci te studia były? Maciek miał dwóje i teraz ma firmę i zarabia na takich jak ty”. Taki Maciek potem pieprzy głupoty, jak to źle mają przedsiębiorcy w Polsce, ile to musi płacić pracownikom. Aha, płacić – minimalna na umowę, reszta pod stołem. Nawet nie zainteresuje się ile musiałby dawać w Niemczech czy innych państwach zachodnich do państwa na pracownika. Przeraża mnie dosłownie to, że social media wbijają ludziom to, że po co się uczyć, idź na swoje i potem narzekaj i „ruch...” swoich pracowników. Bo państwo takie złe.

Kurna, żebym ja miał jakieś marzenia z dupy... A po prostu chciałbym mieć mieć dziecko, które mógłbym wykształcić, mieć swoje mieszkanie, bo sorry, ale na emeryturze już nie będzie mnie stać, aby spłacać czyjś kredyt, tylko na opłaty i jedzenie. No i skoro się „rozwijamy”, to nie powinno być problemem takie proste marzenie. Jednak w tym przypadku zostanę nazwany roszczeniowym młodym po studiach... Przez osoby z doświadczeniem, które zarabiają tyle, co powinien młody, a one powinny mieć minimum dwa razy więcej. I przez Januszów biznesu.

#O2vJ8

Mój nauczyciel od edukacji dla bezpieczeństwa bardzo lubił wszelkiego rodzaju aluzje i podteksty. Sam był po rozwodzie, jego żona podobno zostawiła go dla innego mężczyzny. 

Była to lekcja o bandażowaniu. Wziął on do tablicy kilku chłopaków, aby w praktyce mogli zastosować jego wskazówki. Robota średnio im szła, więc nauczyciel zaczął swoje aluzje „Oo, chłopaki, cóż to tak słabiutko? Sprawnych paluszków nie macie? Chłopcy muszą mieć sprawne palce, inaczej trudno im znaleźć dziewczynę”.
Nie wiem co mnie naszło, ale naśladując ton jego głosu, tak jakby miało to być kontynuacją jego wypowiedzi, powiedziałam do koleżanki: „I właśnie dlatego zostawiła mnie żona”... 

Facet rzucił mi mordercze wspomnienie. W myślach prawdopodobnie miał ochotę mnie poćwiartować, jednak mimo wszystko udawał, że nic nie usłyszał i wrócił do bandażowania. Z tego co zauważyłam później, nienawidził mnie jednak do końca gimnazjum.
Dodaj anonimowe wyznanie