#BUGDt

Myślę, że zainteresuje kogoś życie lotto „milionera” po ponad 20 latach od wygranej. Wybaczcie ogólniki, ale staram się nieco zanonimizować i uniemożliwić ewentualne rozpoznanie – taka przesadzona ostrożność, którą kieruję się całe życie.

Wygrałem 2 lata po studiach, z dzisiejszą wartością pieniądza było to ok. 4 mln zł. Dobra pensja wtedy to było ok. 1000 zł. Do dziś nikt nie wie o tej wygranej. To był czas, kiedy w moim mieście po studiach informatycznych połowa absolwentów otwierała rozmaite sklepiki komputerowe, a reszta wyjeżdżała w świat spróbować jednak programowania. Ja oczywiście miałem sklepik. Po wygranej od razu wiedziałem, że zrobię tak, żeby nigdy nie pracować i robić to co chcę, bo od dziecka mam mnóstwo zainteresowań i hobby. Rodzinie oświadczyłem, że wolę jednak karierę programisty i dostałem pracę daleko w mieście przy zachodniej granicy. Tam kupiłem dwa samochody, jeden z drugiej ręki na wizyty w rodzinnym mieście i jeden nowy, bardzo fajny :)

Długo mieszkałem w wynajętym mieszkaniu. Pewnie wielu by pomyślało, że z taką wygraną to zwiedziliby świat – też miałem ten pomysł. Włochy, Chorwacja, Islandia, Hiszpania... i tyle w dwa lata. Plus jakieś wypady samochodem po Niemczech i Czechach. Hiszpania już mnie bardzo znudziła, latanie wywołuje u mnie dyskomfort i dopiero po kilku latach, już z żoną, raz do roku gdzieś jechaliśmy. Prawda jest taka, że jako introwertyk uwielbiam siedzieć całe wieczory przy kompie i tak prowadzić „życie towarzyskie”.

Wracając do wynajmowanego mieszkania – wymyśliłem zamieszkanie jeszcze w innym mieście, bardziej na południe. Wyszukałem gotowy dom z odpowiednią piwnicą – to ważne, bo marzyłem o domowym kinie i takie mam. O tym również wie niewiele osób. Dziś to jest i kino, i sala gier. Było to jedyne pomieszczenie, które „odpicowałem” – projektor, nagłośnienie, wyciszenie, prawdziwa sala kinowa. To jedyna ekstrawagancja, jaka mi była w życiu potrzebna. Na reszcie mi nie zależało i pomyślałem, że jak znajdę żonę, to ona będzie tam urządzać po swojemu. W międzyczasie stwierdziłem też, że niepracowanie jest trochę nudne, bo wkrótce nie miałem co robić w dzień, więc otworzyłem działalność i robiłem strony internetowe, potem kupowałem wszelkie nowości, aparaty cyfrowe, kamery, chyba pierwszy dron w mieście i tak miałem jakieś zajęcie i wytłumaczenie dla żony, dlaczego nie muszę gdzieś pracować. Praca nigdy nie była priorytetowa, przyjmowałem fajne zlecenia i szczerze mówiąc jakość była dużo powyżej oczekiwanej ceny.

Dziś już ponownie nie pracuję, bo zmieniłem żonę na młodszą, mam nowe dziecko i staram się poświęcać mu dużo czasu i bardzo to lubię. Ale udaję, że pracuję zdalnie z domu jakby co :) Do dziś pozostała mi prawie połowa wygranej, nigdy nie ryzykowałem, inwestowałem tylko w złoto, waluty i obligacje i sporo mi zostało.

#YsO8V

To historia z tamtego roku. Kończyliśmy w pracy duży projekt, przepracowałem 36 godzin w ciągu 3 dni i miałem dość. Po pracy w czwartek koledzy namówili mnie abym poszedł z nimi na piwo, żeby odreagować. Piątek mieliśmy wolny, więc trochę się wypiło. Musiałem zadzwonić po moją dziewczynę, aby przyjechała mnie odebrać.

Następnego dnia wróciliśmy po mój samochód, który zostawiłem zaparkowany na parkingu przed takim starym biurowcem. Samochodu nie było. Ktoś go gdzieś odholował! Poszedłem do ochroniarza, zrobił zdziwioną minę, gdzieś zadzwonił spytać. Twierdzili, że żadnego samochodu nie odholowywali i że nigdy tego nie robią, więc jeżeli samochodu nie ma to pewnie został ukradziony. No super.

Niedaleko był komisariat policji. Pojechaliśmy tam i zgłosiliśmy kradzież. Potem wróciliśmy do domu, byłem załamany. Tyle dobrze, że miałem ubezpieczenie AC. Minęło może pół godziny i dzwoni telefon. “Znaleźliśmy pana samochód”. To cud! Ludzie tak narzekają na skuteczność policji, a tu proszę. Ale od razu pojawiły się czarne myśli, ciekawe gdzie go znaleźli, pewnie na dnie jeziora z trupem w środku. “Był zaparkowany na parkingu po drugiej stronie budynku”. Zrobiło mi się gorąco. Ze wstydem powiedziałem dziewczynie, że policja twierdzi, że mój samochód podobno jest po drugiej stronie tego biurowca (nie mogłem w to uwierzyć). Gdy dojechaliśmy na miejsce faktycznie samochód był, a ja wyszedłem na skończonego głupka. Dziewczyna nic nie komentowała, ale tak wywracała oczami, że obawiałem się, że zaraz jej wypadną.

Wsiadłem do samochodu i ruszam do domu. Po chwili dzwoni telefon. “Zostawił pan dokumenty na komisariacie, jak już znajdzie pan samochód to może pan po nie podjedzie”. W tle słyszałem śmiechy. Pojechałem zatem na komisariat gdzie odebrałem dokumenty i w bonusie kilka porcji docinków i rozbawionych spojrzeń. To był najbardziej żenujący dzień jaki pamiętam.

#WWnT7

Za miesiąc skończę 17 lat i mam problem. Mianowicie nie mam znajomych. W ogóle. Z klasą nie mam złych relacji, ale też nie mam tam bliskich przyjaciół. Taka sytuacja trwa chyba od zawsze. Już od najmłodszych lat miałam trudności z nawiązywaniem relacji z rówieśnikami. Miałam jedną najlepszą przyjaciółkę, którą poznałam na kółku plastycznym, na które kiedyś uczęszczałam, ale ostatnio ta przyjaźń się rozpadła. W 8 klasie podstawówki miałam młodszą o rok koleżankę, poznałyśmy się, bo obie byłyśmy takie samotne. Ale teraz jestem w 3 klasie technikum, ona w 2 liceum i nie mamy już kontaktu ani wspólnych tematów. Próbowałam poznawać ludzi w internecie, ale stwierdziłam, że tam każdy może udawać kogo chce i lepiej poznaje się drugą osobę w rzeczywistości, ale nie wiem gdzie mogę znaleźć znajomych. Moi rówieśnicy spotykają się z przyjaciółmi, prowadzą życie towarzyskie, a ja siedzę tylko w domu. Już mam dość.

#XuyaX

Od kilku tygodni używałam utrwalacza do makijażu w sprayu. Powoli się kończył, nie psikał już za dobrze, więc rozkręciłam go, aby zobaczyć, ile jeszcze zostało. Jak się okazało, butelka w środku była zarośnięta wstrętną PLEŚNIĄ. Radośnie pryskałam tym twarz co rano od co najmniej miesiąca.

Nawet jeśli wydaje ci się, że twoje życie jest do dupy, to i tak zawsze może okazać się, że jest jeszcze gorzej, niż można było się spodziewać.

#aJOKH

Uwielbiam to, jak moi rodzice traktują mnie i moją młodszą o 3 lata siostrę. Uwielbiam, kiedy dają wskazówki dotyczące wychowania znajomym, którzy są początkującymi rodzicami. Uwielbiam, kiedy pouczają wszystkich naokoło, że oni źle wychowują swoje dzieci. Każde uwielbiam jest napisane z ironią, dlaczego?

Martusia (moja młodsza siostra) dostała od rodziców nowe firmowe buty. Po trzech tygodniach stwierdziła, że ona jednak chciałaby buty innej, równie drogiej firmy, bo tamte już nie są modne i wszystkie koleżanki mają już te nowe. Martusia buty dostała.
Moje stare trampki przeżyły już 3 sezony, ale zaczęły się rozpadać. Zapytałam rodziców, czy zapłacą mi za nowe buty, nie musiały być firmowe, bo na tym mi najmniej zależało. Rodzice odmówili. Powód? Mam nie przesadzać, skleić kropelką i będą jak nowe!

Martusia usłyszała od koleżanek, że jadą na koncert Dżastina. Martusia zawsze mówiła, że ona go nie lubi, ale skoro koleżanki jadą, to ona też pojedzie! No i rodzice kupili jej bilet, ale że mieszkamy nad morzem, a koncert był w Krakowie, to rodzice stwierdzili, że pojadą z nią na koncert i zostaną na weekend w hotelu, żeby odpocząć. Drogo ich to wyszło, ale cóż, ich pieniądze, ich sprawa.

Poprosiłam rodziców, aby dorzucili mi się do wycieczki. Miałam jechać ze znajomymi na 3 dni pod namiot autobusem. Ja byłam totalnie spłukana, a możliwy termin wyjazdu był tylko jeden, więc stwierdziłam, że dla rodziców nie będzie to aż tak wielki problem. Jednak był. Nakrzyczeli na mnie, że narażam ich budżet, że zaraz na chleb nie starczy, a ja chcę pod jakiś namiot jechać! No jak ja śmiałam...

Martusia zbiła szybkę w telefonie, bo zdenerwowała się i rzuciła nim o podłogę. Rodzice od razu stwierdzili, że kupią jej nowy, bo ten ma już rok i należy jej się. Kiedy zapytałam ich, czy naprawdę w takim razie nie mamy na chleb i tak im szkoda kilkudziesięciu złotych na mój wyjazd, skoro jej z marszu kupują nowiutkiego ajfona? Znowu ich reakcją był krzyk na mnie, wytykanie każdego błędu. Martusia tylko uśmiechała się szyderczo pod nosem.

Ja już naprawdę nie wiem, czy ja jestem taka okropna w stosunku do rodziców, że oni mnie traktują w ten sposób? Czasami nie mam po prostu siły patrzeć jak Martusia dostaje kolejną niepotrzebną rzecz, a mi rodzice na podstawowe nie chcą dać.

#XdHwD

Spotykam się od 3 lat z dziewczyną i zastanawiam się, czy coś jest nie tak ze mną, czy z nią... Ona nigdy nie wychodzi z inicjatywą, nigdy sama mnie nie przytuli, nie pocałuje ani nie weźmie za rękę. Jeśli ja nie zaproponuję spotkania, to ona też nie wyjdzie z inicjatywą, a ostatnio nawet nie ma dla mnie czasu... Skoro nie chce związku, to dlaczego nie powie tego wprost, tylko robi jakieś kombinacje alpejskie? Jestem całą sytuacją mega wnerwiony i zmęczony.

#V1hmn

Czuję się zerem. Zwłaszcza zawodowo.

  Podczas studiów pracowałam. Najpierw na kasie w sklepie, później znalazłam pracę bardziej wymagającą intelektualnie, trochę związaną z moimi studiami. Po czasie widzę, że to była dobra praca, chociaż wtedy ciągle na coś narzekałam. Jednak zajmowała mi dużo czasu, 3/4 etatu. Przy pisaniu pracy inżynierskiej chciałam miesiąc wolnego. To było za dużo i nie dostałam, więc się zwolniłam. Studia były dla mnie ważniejsze. Wtedy dostałam też propozycję pracy w IT, z której nie skorzystałam.
  Dwa miesiące później, po obronie, poszłam na staż w ciekawej firmie. I tu się zaczęło moje fatum: w pracy miałam co robić przez godzinę na osiem, a wymagano mojej obecności najczęściej jak się dało. To jest fajne przez tydzień, może dwa, ale nie codziennie. Na umowę o pracę nie miałam co liczyć, jeśli któryś z inżynierów nie odchodził.
  Po obronie pracy magisterskiej znalazłam pracę na normalną umowę, ale w innym mieście. Przeprowadziłam się. Po tygodniu dowiedziałam się, że dwóch inżynierów z firmy, w której odbywałam staż, odchodzi i mogłabym dostać umowę. Za późno. A w nowej pracy też nie miałam co robić. Szef mnie unikał i mówił, że sama mam sobie znaleźć zajęcie. Nie miałam jeszcze takiego doświadczenia, w dodatku moje stanowisko wcześniej w tej firmie nie istniało. Po 9 miesiącach ktoś się zorientował, że ono jednak nie jest potrzebne i dostałam wypowiedzenie.
  Dostałam propozycję wyjazdu na trzymiesięczny staż do Niemiec. Niestety, termin pokrywał się z datą mojego ślubu. Nie skorzystałam.
  Znalazłam inną pracę. Całkiem OK, chociaż nie bardzo pasowało mi, że na zmiany. Ale chciałam tam pracować, chociaż kilka lat, zdobyć doświadczenie. Pracowałam sześć miesięcy. Zaszłam w ciążę. Umowa została mi przedłużona do porodu, później rok macierzyńskiego z ZUS. I drugie dziecko, skoro ja i tak w domu.
  Czuję, że się cofam w rozwoju. Nie umiem nic ze studiów i z pracy. Boję się podejmować najprostsze wyzwania umysłowe. Nawet z liczeniem mam problem, gdzie wcześniej żadnego. Na studiach byłam jedną z najlepszych. A teraz? Zagrzebana w pieluchach kwoka. Nawet laptopa przestałam używać, bo przypominał mi o moich porażkach. Boję się podejmować jakikolwiek wysiłek w celu nauczenia się czegokolwiek, bo nie wierzę, że ktoś mnie zatrudni na satysfakcjonującym mnie stanowisku i jeszcze sobie poradzę.

#ELVNr

Wiele razy byłam krzywdzona/raniona przez pewną osobę. Ten czas minął i jakoś żyję.
Teraz mnie boli i jednocześnie denerwuje fakt, że człowiek, który przysporzył mi dużo cierpienia jest szczęśliwy, jak gdyby nigdy nic się nie wydarzyło, a ja o prawdziwym szczęściu pewnie mogę sobie tylko pomarzyć.
Dodaj anonimowe wyznanie