#95HNR

O tym, jak czasem nie potrafimy zauważyć szczęścia, które jest na wyciągnięcie ręki :)
Ale od początku.

9 lat temu zaczęłam studia. Studiowałam zaocznie, ale mieliśmy też obowiązkowy angielski przez pierwsze 2 lata. Do grup z angielskiego przydzielano według poziomu na podstawie testów, więc była tam mieszanka różnych specjalności. W tamtym okresie byłam płochliwym dzikiem, więc usiadłam w ostatnim rzędzie, sama. Dopóki nie spóźnił się rozczochrany, głośny, roześmiany wariat i nie postanowił usiąść obok mnie. Przedstawił mi się, ale tyle było interakcji między nami, aż do przerwy, wyszliśmy zapalić, pożyczył zapalniczkę, trochę próbował mnie zagadywać, ale nie miałam na to ochoty (byłam upośledzona społecznie, nie lubiłam ludzi, serio), jednak jego w ogóle to nie zrażało. Pomimo różnych specjalności zawsze widzieliśmy się na przerwach, a ja zaczęłam się otwierać, bo pomimo że był moim przeciwieństwem, to rozbrajał mnie tym jaki jest.

Po pierwszym roku byliśmy już prawdziwymi przyjaciółmi. Przeżywaliśmy wszystko, spotykaliśmy się w tygodniu, jeździliśmy na koncerty, dzwoniliśmy do siebie wieczorami (dzieliło nas ponad 200 km). Mniej więcej w tym samym czasie oboje weszliśmy w związki. Ograniczyliśmy trochę nasze kontakty, ale wciąż byliśmy przyjaciółmi. Kiedy któreś z nas miało problem w związku, to drugie było oparciem, ramieniem do wypłakania. Aż mój przyjaciel nie wyjechał za swoją kobietą na drugi koniec Polski. Zaczął też tam magisterkę, a nasz kontakt upadł do minimum minimum. Życzenia na urodziny i święta. Przez ponad rok. W tym czasie rozstałam się też ze swoim partnerem. Jednak się pozbierałam i wróciłam na drugi rok magisterki z postanowieniem, że się nie poddam. Pierwszy zjazd, znajome twarze, wychodzę na papierosa, a tu nagle ktoś zasłania mi oczy. Odwróciłam się i ujrzałam tak dobrze znaną mi twarz! Mój przyjaciel! Po zajęciach poszliśmy na kawę, dowiedziałam się co się z nim działo - w skrócie, laska mnie nienawidziła, że jestem jego "kumplem", bo jestem dziewczyną, stąd ucięty kontakt, a jemu zrobiła psikusa w postaci ciąży z innym.
 
T. postanowił wrócić i skończyć studia na naszym wydziale. Znów staliśmy się nierozłączni, jak za starych dobrych lat. Ja rozpoczęłam kolejny związek, T. wspierał mnie, cieszył się moim szczęściem, ja wspierałam go w jego randkach. Niestety pech chciał, że kolejny facet mnie zranił. Na szczęście tym razem T. był przy mnie. Skończyliśmy studia, ja znalazłam pracę w mieście, w którym studiowaliśmy, mieliśmy więcej czasu na przyjaźń.

Rok temu pojechaliśmy na Opener. Nie wiem, czy to muzyka czy alkohol, ale na koncercie RHCP T. powiedział, że chciałby spróbować. Przeraziłam się, ale zgodziłam się. To było szalone, nienormalne, przecież znamy się na wylot!

Na tyle szalone i nienormalne, że pobieramy się w kwietniu.

#vRs9c

Szukam pracy. W związku z tym zostawiłem w paru miejscach swoje CV. W końcu odzywa się telefon. Dostałem zaproszenie na rozmowę o pracę na stanowisko kasjera. Pan twierdzi, że brak doświadczenia to nie problem. Biorę prysznic, golę się, ubieram, troszkę perfum i pędzę na autobus. Przyjeżdżam na miejsce, szukam pana, jest. Super. Podchodzę i mówię, że ja w sprawie pracy. Pan spogląda na mnie, krzywi się i mówi: „Wie pan, brak doświadczenia to nie problem. Ale z taką twarzą to ja pana do ludzi nie wypuszczę. Oferta jest nieważna”.
Wróciłem do domu i się poryczałem (tak, 20 lat i ryczałem jak dziecko).

Owszem, nie jestem zbyt piękny. Ale to chyba nie dyskwalifikuje mnie z życia społecznego... Wnioskuję, że aby znaleźć pracę potrzeba tylko mieć doświadczenie i być z twarzy drugim Cristiano Ronaldo...

#j2u68

Mam dzieci. Chodzimy na plac zabaw, mamy ich w okolicy do wyboru pięć.
Wybrałam się z dziećmi do najlepszego, który jest najbardziej bogaty w różny sprzęt, no i obstawiony wszędzie ławkami. Ławki te zawsze są zajęte przez różnych rodziców, opiekunów. Nigdy nie mogę przewidzieć, kiedy będzie pustawo na placu zabaw, żeby moje półtoraroczne dziecko mogło spokojnie się bawić. No i pewnego dnia trafiłam niestety na tłum dzieciaków. Szukałam wolnej ławki, choćby jednego miejsca. Znalazłam. Naprzeciwko słynnej fortecy. Dlaczego było wolne? Wszędzie rodzice obsiedli tak, że nawet w cztery osoby na ławce dwu-trzyosobowej. A tamta ławka? Siedział tam Murzyn. No i co? Usiadłam obok niego. I patrzę na swoje dzieci. Zobaczyłam, że moje dzieci bawią się z Murzynkiem, chociaż to raczej był Mulatek. No i co? Inne dzieci omijały to dziecko.
Jak tak można?
Nie słyszę, więc nie słyszałam komentarzy, uwag, opinii, ale widziałam po spojrzeniach, że są zbulwersowani. Nie wierzyłam, że w Warszawie taka akcja jest, ale niestety, młode matki zabierały dzieci w popłochu, jak tylko Murzyn wstawał do swojego dziecka, zbliżał się itd.
Przykro mi z powodu takiego rasizmu.
I mówię, że to nie przypadek. Jak oddaliłam się na papierosa i wróciłam, to Murzyna nie było, a ławka zajęta, nabita wręcz...

PS Nie będę bawić się w poprawność polityczną i nazywać takich ludzi Afroamerykanami czy inną poprawną wersją. Murzyn to Murzyn i już.

#U0vNX

Moja babcia mieszka blisko mojego liceum, więc często przychodziłam do niej na noc. Ponieważ dziadek chorował, babcia z dziadkiem nie spali w tym samym łóżku, dlatego jak chciałam spać u babci, musiałam dzielić łóżko z nią.

Pewniej nocy mojej babci śniło się, że jest w banku i że ktoś ten bank właśnie chce okraść. Moja babcia naoglądała się chyba zbyt dużej ilości filmów z Bruce'em Lee, ponieważ wpadła na pomysł, że sama przegoni bankowych złodziei.

Muszę przyznać, że lewego sierpowego to ma mocnego. Guza na głowie miałam przez tydzień. A babcia obite palce przez kolejne dwa :D

#EivUx

Dwa tygodnie temu o mały włos, a siedziałabym za kratkami...
Jadę spokojnie, nigdy nie przekraczam prędkości, zwłaszcza w mieście. Nagle przez całe skrzyżowanie zza rogu, z pełną prędkością i całą szerokością ulicy, przejeżdża rowerzysta. Bez kasku, bez światełek odblaskowych, bez ochraniaczy. To, że udało mi się wyhamować to istny cud. Mimo wszystko rowerzysta nie zdążył ani wyhamować, ani zrobić żadnego manewru i wjechał prosto w maskę mojego samochodu. Nie powiem, dostałam furii, bo do jasnej anielki, tak się plują o ścieżki rowerowe, a sami jadą środkiem ulicy. Wysiadam, sprawdzam, czy facet żyje. Żyje. Ma się świetnie, o czym świadczy jego soczysty język. Teksty „ty jeb*** idiotko, ślepa kur***” wywrzaskiwał na cały głos.
Oczywiście świadków zdarzenia znalazłam bardzo szybko. Ktoś zadzwonił na policję, ja byłam zbyt oszołomiona. Po pierwsze, mogłam go zabić, po drugie jego wyzwiska pod moim adresem kompletnie mnie wyprowadziły z równowagi.
Policja przyjechała, spisała nasze oświadczenia, po czym zabrała pana rowerzystę na komisariat. Na szczęście facet został pociągnięty do odpowiedzialności i zapłaci mi za uszkodzenie samochodu.

#wv9ej

Mam koleżankę, której podobają się wszyscy mężczyźni. Nie można powiedzieć, że nie ma zbyt dużych wymagań, bo właściwie nie ma ich wcale. Nieważne, czy chudy czy gruby, wysoki czy niski, łysy czy rudy itd., podobają jej się po prostu wszyscy. Nie mam z tym dużego problemu, jest dorosła, niech robi co chce. Ale od jakiegoś czasu za nowy cel obrała sobie MOJEGO NARZECZONEGO. Ciągle jawnie w moim towarzystwie próbuje z nim flirtować, sypie mu komplementy albo potrzebuje męskiej rady lub pomocy. On ją ignoruje, ale ona nie rezygnuje.

Sama nie wiem, czy bardziej mnie to wkurza czy śmieszy.

#F9npF

Trzy lata temu znalazłem bardzo dobrą pracę ładny kawałek od domu. Wiadomo, że wiąże się to albo z uciążliwymi dojazdami, albo z koniecznością wynajęcia czegoś. Z początku plan był taki, że wynajmę pokój, ale mój rodziciel doszedł do wniosku, że zamiast płacić miesięcznie kilkaset złotych obcej osobie za wynajem, lepiej kupić mieszkanie na kredyt i spłacać go tymi pieniędzmi. Rodzice obiecali, że finansowo pomogą, dziadek też obiecał się dołożyć jedynemu wnukowi (ma 8 wnuczek :)). No po prostu sielanka. Mieszkanie znalezione, formalności kredytowe załatwione. Wszystko pięknie, ładnie i bezboleśnie.

Po jakichś dwóch miesiącach mieszkania stwierdziłem, że nie ma sensu, aby jeden pokój stał pusty, skoro może na siebie zarabiać. Dałem ogłoszenie. Odzew był taki sobie, ale po kilku dniach znalazła się dziewczyna zdecydowana wynająć pokój. Wpłaciła kaucję i z góry czynsz za najbliższy miesiąc. Ogólnie problemów z nią nie było, spokojna, miła, pieniądze zawsze były na czas. Z czasem między nami zaczęło „iskrzyć” i siłą rzeczy powstało coś, co można nazwać związkiem. Mimo to kosztami mieszkania nadal dzieliliśmy się jak dotychczas. Do czasu, aż moja „wybranka” znalazła sobie na boku jakiegoś przystojniaka. Stwierdziła, że jednak razem być nie możemy, że mieszkać też już razem nie będziemy, bo to sytuacja bardzo niekomfortowa i tak dalej. W tamtym momencie byłem pewien, że zamierza się wyprowadzić.

Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy pewnego dnia wróciłem z roboty i znalazłem wszystkie moje rzeczy ładnie spakowane na klatce schodowej, a zamek w drzwiach wymieniony. Jej argumentacja? Ona płaciła tak samo jak ja, więc jej tak samo się należy. Cóż miałem zrobić, zadzwoniłem po dzielnych stróżów prawa i poinformowałem o całej sprawie (nie miała u mnie meldunku, nie podpisywaliśmy umowy na wynajem – jednym słowem przebywała u mnie nielegalnie). Muszę przyznać, że policjanci zadziałali bardzo profesjonalnie, bo już po jakichś dziesięciu minutach moje rzeczy znajdowały się w moim mieszkaniu, za to jej – na korytarzu.

W zeszłym tygodniu znalazłem list z kancelarii prawnej. Moja była domaga się ode mnie połowy mieszkania... Bo jej się należy...

#ev0Bb

Angielskiego zaczęłam się uczyć już w zerówce. Pomimo tak wczesnego początku przez długi czas nie potrafiłam prawie niczego zrozumieć w tym języku. Gramatyki nie pojmowałam, czasy mi się myliły i miałam bardzo mały zasób słownictwa, bo nie potrafiłam prawie nic zapamiętać. Zajęcia dodatkowe nic mi nie pomagały. Na początku liceum było tak samo, dopiero w okolicach końca drugiej klasy „rozkwitłam” językowo. Gramatykę w końcu ogarnęłam, a nowe słówka zaczęłam przyswajać błyskawicznie. Moja rodzina była zachwycona, że w końcu tak dobrze mi idzie. Znajomi też patrzyli z podziwem, bo borykali się z podobnymi problemami co ja wcześniej. Kiedy ktoś mnie pytał, jak udało mi się tak rozwinąć, z reguły odpowiadałam, że dużo czytam po angielsku – głównie zagraniczne strony internetowe (wiecie, jakieś artykuły, strony hobbystyczne itd.). Dyplomatycznie nie dopowiadałam, że w liceum zaczęłam masowo czytać pisane po angielsku erotyczne opowiadania fanowskie. Niektóre „strategiczne” fragmenty czytałam tyle razy, że znałam je na pamięć. Na początku często musiałam sięgać do słownika, ale szybko przestał być mi potrzebny. To mnie tak ośmieliło, że zaczęłam sięgać po książki pisane po angielsku, oglądałam filmy w oryginale, dzięki czemu jeszcze bardziej się rozwinęłam językowo.
Obecnie angielskim posługuję się bez problemów. Ja sama uważam to za duże osiągnięcie, ale ani znajomym, ani rodzinie nie mogę się przyznać, co naprawdę „odblokowało” moje zdolności językowe :)
Dodaj anonimowe wyznanie