Ponad 5 lat temu urwał mi się kontakt z przyjacielem (chyba dlatego, że rzadko chodziłem na imprezy, na które mnie zapraszał) i od tej pory wiodę bardzo samotne życie. Wtedy też postanowiłem poznać innych ludzi i zaczęła się moja przygoda z deskorolką. Niby poznałem wielu ludzi, ale kiedy tylko próbuję poruszyć tematy niezwiązane z tym hobby, to albo jestem ignorowany, albo zbywany. Poza pracą również studiuję, jednak spotkania z klasą zawsze są w dużej grupie i czuję jakbym niepotrzebnie na nie chodził, bo rzadko kiedy wypowiadam w ogóle jakieś zdanie. Mam wrażenie, że w moim wieku każdy już ma swoją paczkę znajomych i bardzo ciężko jest zostać przez jakąś zaakceptowanym, szczególnie dla mnie, jako że jestem introwertykiem, więc jakieś rozmowy w grupach są zwyczajnie nieprzyjemne i ciężko mi w nich uczestniczyć. Staram się walczyć ze swoim introwertyzmem, ale zaczynam myśleć, że to nie jest coś, na co mamy wpływ.
Życie bez prawdziwych znajomych wydaje się zwyczajnie bez sensu. Każde osiągnięcie wydaje się bez znaczenia, gdy nie masz z kim się nim podzielić. Myślę ostatnio, że powinienem zmienić hobby, jednak bardzo je polubiłem i jest ostatnią rzeczą, która czasem daje mi radość. Czuję jednak, jakby jazda na deskorolce kojarzyła się z ekstrawertyzmem, jaraniem zioła, wandalizmem itp., z czym zupełnie się nie utożsamiam. Pewnego dnia nie mogłem już powstrzymywać łez i przez trzy dni wylewały mi się z oczu. Zacząłem również zasypiać do pracy i rzadko pojawiam się na studiach. Byłem u psychologa, ale polecił mi pójście do pracy i już nie mam czasu się z nim spotkać, bo pracuję :)
Piszę to, bo może sprawi to, że ktoś doceni, że ma chociaż jednego dobrego znajomego w swoim życiu. Aktualnie niczego nie chciałbym bardziej niż tego.
Uczę języka angielskiego. Jestem dorosłą kobietą, ale jak na biurko mojej uczennicy spadł pająk, uciekałam jak mała dziewczynka. Musiałyśmy wołać jej rodziców, bo żadna z nas nie była w stanie się do niego zbliżyć.
Wstyd mi.
Jestem człowiekiem na ogół stabilnym, zrównoważonym itd. Mam wszystko poukładane i panuję na sobą w znacznym stopniu. Jednak muzyka rozkłada mnie na łopatki. Czasem jakiś kawałek podoba mi się tak bardzo, że płaczę, trzęsąc się z emocji albo czuję taki przypływ energii, że mam wrażenie, że staję się niezwyciężonym bogiem, albo wpadam w szał pisania wierszy, słuchając jakiegoś emocjonalnego kawałka w zapętleniu. Jeśli do tego wypiję jeszcze alkohol, mam kompletny odlot od rzeczywistości, jestem w innym świecie, tańczę czasem ze słuchawkami do 5:00 nad ranem, aż usypiam z wycieńczenia. Muzyka to moje LSD.
Na pierwszym roku studiów mieszkałem w akademiku w 3-osobowym pokoju razem z kolegami z kierunku. Zbliżał się koniec semestru, pierwsza sesja, stres, nauka po nocach. Pewnego dnia stwierdziłem, że już koniec nauki na dziś i pora iść spać, jednak w momencie, gdy usypiałem, usłyszałem jak kolega pyta mnie, gdzie mam zeszyt z notatkami z jakiegoś przedmiotu. Odpowiedziałem mu i zasnąłem. Jednak następnego dnia okazało się, że z perspektywy kolegi wyglądało to nieco inaczej: tak, zapytał mnie o notatki, jednak ja odpowiedziałem mu dopiero po dwóch godzinach, w środku nocy: „W pierwszej szufladzie, bierz i spier...” :)
Nie jest to moja jedyna historia z rozmawianiem przez sen. Ogólnie śmieszna przypadłość :)
Wracając do domu, moja mama została zaatakowana pod klatką przez sąsiadkę, która darła się tak głośno, że słyszało ją pewnie pół osiedla, a już na pewno wszyscy mieszkańcy naszego bloku. Sąsiadka wykrzykiwała rzeczy typu „Jak pani wychowała swoją córkę?!”, bo nie dość, że nie chodzę do kościoła co niedziela, to jeszcze zabawiam się w środku dnia w łazience wibratorem. I że ona wie, co robię, bo doskonale zna dźwięk tego urządzenia.
Mama weszła do domu czerwona ze wstydu, z wielkim WTF na twarzy, bo nigdy w życiu nie podejrzewała mnie o posiadanie takich zabawek, zresztą miała rację.
I tak sobie myślę, kto bardziej się powinien wstydzić: ja, używająca depilatora, by mieć gładkie nogi, czy może moja ponad 60-letnia sąsiadka, chwaląca się tym, że doskonale jest obeznana w dźwiękach pracującego wibratora :D
Dowiedziałam się, że mój chłopak przez dłuższy czas mnie zdradzał. Nie z byle kim – z moją przyjaciółką, która twierdziła, że go nie lubi i że powinnam z nim zerwać. Byłam wściekła, ale nie jestem z tych, co w ramach zemsty demolują komuś dom.
Za to moi bracia są.
Najpierw podali jego numer na stronie dla pań szukających panów. Później, kiedy mój już były miał zajęcia cały dzień, poszli do jego mieszkania zrobić mu kilka nieprzyjemnych psikusów, typu majonez w pączkach czy niebieski barwnik w szamponie. Zapomniałam, że tego dnia przychodzi mama byłego, żeby wyjść z jego psem. Była bardzo zdziwiona tym, co zobaczyła. Ale kiedy dowiedziała się, co się stało, było jej tak przykro, że nawet pomogła im zamontować kostkę rosołową pod prysznicem.
Moja dziewczyna po rozstaniu generalnie ostro zalazła mi za skórę. Ostatnio konflikt bardzo mocno przybierał na sile. Dziś przekroczone zostały wszelkie granice. Gdy wróciłem z roboty do domu, na parkingu przed blokiem moim oczom ukazał się mój ukochany wręcz skuter zdemolowany kompletnie. Urwane lusterka, wyrwany kufer, rozbite wszystkie światła, poprzecinane opony, połamane wszystkie owiewki. Koszmar dla człowieka, który maszynę dostał rozbitą w bardzo opłakanym stanie i przez trzy lata składał to w piwnicy do kupy. Nie chodzi tu o wartość materialną (która wbrew pozorom jest bardzo wysoka – mimo iż to skuter, to spora ilość części była przeze mnie zamawiana bezpośrednio u producenta, niektóre były dorabiane ręcznie, żeby nadać maszynie indywidualny charakter). Bardziej chodziło o masę pracy i serca włożone w stworzenie czegoś wręcz od podstaw. Ta kretynka zniszczyła to w kilka minut.
Mimo że jestem dość silnym facetem, łzy poleciały mi z oczu jak małemu dziecku. Same z siebie. Pozbierałem co było do pozbierania, zabrałem do domu. Poszedłem do administracji z prośbą o obejrzenie nagrania z monitoringu. Nie myliłem się. Moja eks ze swoim przydupasem zdemolowali kompletnie trzy lata mojej ciężkiej pracy. W kilka chwil. Bawiąc się przy tym niesamowicie.
Z tego miejsca chciałbym serdecznie pozdrowić moją byłą – no cóż, nie skojarzyłaś, że na naszym parkingu jest monitoring, a sama chodziłaś ze mną po sąsiadach zbierać podpisy pod petycją do administracji. Gratuluję inteligencji. Jutro wizyta u prawnika.
Mój tata właśnie wrócił ze szpitala po tygodniowym pobycie, i jako że mieszkam tylko z nim, cały czas byłam zawieszona między domem, oddziałem i szkołą. Starałam się, żeby ojczulkowi niczego nie brakowało: przynosiłam dobre jedzenie, czyste ubrania, siedziałam z nim tak długo, jak tylko mogłam. Byłam z siebie bardzo dumna, do momentu, w którym usłyszałam, jak tata rozmawia przez telefon z siostrą i żali się, że przez cały tydzień nikt u niego nie był, no może córka raz wpadła, ale i tak był samotny i wszystko musiał robić sam.
Teraz jest mi zwyczajnie przykro.
Mam dziadka i babcię, którzy swego czasu często jeździli pociągami. Kiedyś nie można było w nich pić alkoholu, więc dziadek, inżynier, wymyślił, żeby okleić puszkę etykietą od herbaty. Pewnego razu jadą sobie z babcią pociągiem. W którymś momencie dziadek wyciąga z torby puszki. Otwiera jedną z nich i słychać syk gazu, a dziadek mówi wtedy na cały głos: „O cholera, sfermentowała!”.
Godzina 21, idę ciemną uliczką. Do mojego domu nie jest aż tak bardzo daleko, więc nie idę szybkim krokiem. Nagle widzę gościa podejrzanie wyglądającego. Widziałam go już wcześniej w sklepie i wszystko wskazuje na to, że mnie śledził. Spanikowałam i starałam się przypomnieć sobie, co robi się w takiej sytuacji. Przypomniał mi się patent jednej z kobiet na anonimowych. Tak więc włożyłam rękę do kieszeni, kliknęłam na piosenkę z playlisty i „odebrałam” telefon. Mówię coś do słuchawki, mówię i z niepokojem zerkam w stronę tego pana. Widzę, że dalej za mną idzie i jest coraz bliżej. Myślę sobie, że plan się powiódł, bo jak zobaczył, że rozmawiam, trochę się zaczął cofać.
Wszystko fajnie, gdyby nie to, że nagle zaczął dzwonić mi telefon. Gościu popatrzył się na mnie i za chwilę wybuchnął śmiechem. Również się zaśmiałam.
Okazało się, że to mój sąsiad i wprowadził się niedawno. Gdy go mijam, zawsze się uśmiecham, a on czasami udaje, że rozmawia przez telefon. Miły człowiek.
Dodaj anonimowe wyznanie