#jGsaa

Historia miała miejsce rok temu, kiedy pracowałam w branży turystycznej, powiedzmy muzeum. Przyjechał do nas gość, który potrafił porozumiewać się tylko w języku hiszpańskim. Podszedł do mnie i do mojej kierowniczki i nawija coś w swoim języku, a słowotok miał fascynujący. Nie wiedziałam jak uciąć jego monolog, a nie rozumiałam go w żadnym stopniu. Przypomniałam sobie urywek piosenki w jego języku, więc rzekłam „Tengo la camisa negra!”, na co Hiszpan odpowiedział „Si, si” i odszedł.

Kierowniczka chyba uznała mnie za poliglotkę, a ja do dziś nie wiem, co wtedy powiedziałam.

#mce1k

Mój współlokator kradł mi jedzenie i zużywał moje kosmetyki. Nie pomagało podpisywanie, zamykanie ani chowanie w pokoju – podbierał i używał po kryjomu i myślał, że ja o tym nie wiem. Prośby nie pomagały, więc wkurzony na maksa postanowiłem się na nim zemścić. No i dolewałem mu olej do płynu do mycia naczyń...

Niby nic, ale strasznie się cieszyłem, jak tamten wkurwiony nie mógł niczego domyć.

#dz0Ir

Zawsze unikałem bezdomnych, po prostu się ich bałem. Bałem się, że jak obok nich przejdę, to wtedy na mnie wyskoczą. Nigdy jakoś im nie pomagałem, nie dawałem na bułki, chociaż widziałem, że tego potrzebują. Do czasu.

Ostatnio było mi niedobrze. Wstałem rano z wielkim bólem brzucha, lecz jakoś powlekłem się do szkoły. Nie zdążyłem wtedy zjeść śniadania, a kanapek do szkoły zapomniałem spakować. Po całych 8 godzinach nauki, idąc przez ulicę, zemdlałem. Kiedy się obudziłem, stał nade mną bezdomny. Pytał się, czy wszystko jest okej, czy ma iść do budki telefonicznej i zadzwonić po pogotowie. Odpowiedziałem mu, że nie, bo tylko jestem głodny. Wtedy on wyciągnął bułkę z serem i dał mi. Oddał mi to, co było mu bardzo potrzebne.

Od tego czasu cały czas pomagam bezdomnym, bo są to naprawdę troskliwi ludzie :)

#r7hUJ

Kiedyś czytałam jedną z książek J. Chmielewskiej. Kto czytał, ten wie – trup ściele się gęsto, morderca, jak to bywa w lepszych kryminałach, nie do wykrycia do ostatniej strony. Kryminał ten pisany był w latach 90. W treści, w toku śledztwa, główny bohater odnajduje karteczkę z numerem telefonu.
W czasach, w których kryminał powstał, telefony nie były powszechne, zaś numer podany na karteczce ewidentnie pasował do numeru telefonu komórkowego. Tak więc, nie myśląc za dużo, wykręcam numer. A tutaj... sygnał! Szybko się rozłączam. Po pewnym czasie telefon oddzwania... Odrzucam. I piszę wiadomość, w której zawieram informacje, że morderca, że numer, że przepraszam.
Wiadomość zwrotna: „a ja się zastanawiałam, dlaczego mam tak dużo anonimowych telefonów bez odzewu...”.

#cOMzV

Postanowiłam schudnąć. Naturalnie zaczęłam się zdrowiej odżywiać, ale coby efekty były szybsze, zdrowsze i lepsze, wybrałam się na siłownię. Na początku walczyłam o każdy oddech, motywowałam się w przeróżny sposób, żeby się nie poddać. Wizualizacje super fit sylwetki działały tylko na trochę. Schodziłam z bieżni upocona jak mysz i wcale nie byłam szczęśliwa po treningu. Przełom nastąpił wtedy, kiedy usłyszałam pewną wypowiedź największego Janusza w Polsce. No tak mnie to wkurzyło, że całe 50 minut na bieżni myślałam tylko o tym, że są na świecie tacy mężczyźni i co gorsza, mają grono swoich „wyznawców”. Wymyślałam najróżniejsze tortury dla takich delikwentów (wyrywanie pojedynczych wąsów pęsetką było najłagodniejsze). O kurczaki, jak to zbawiennie wpłynęło na moje bieganie!
Przed następną wizytą przeczytałam wiadomości polityczne i bach! Znalazł się nowy obiekt tortur. I tak codziennie znajdzie się powód, by odwiedzić siłownię. Co z jednej strony jest super, a z drugiej strony mnie jako osobę kochającą ten kraj naprawdę przeraża.

Zima idzie, a ja biegam, bo mnie politycy wku*wiają. Pewnie do wiosny zostaną ze mnie tylko kości.

#65lT2

Jestem młodym lekarzem, który rozpoczął niedawno pracę ze starszymi medykami. Ja i moi koledzy po studiach jesteśmy przerażeni, mimo że dorośli z nas faceci, jak niską opinię o pacjentach mają starsi lekarze. Dla nich pacjenci są nikim. Cieszą się z ich śmierci albo jej oczekują, nawet jeżeli pacjent nie cierpi. Idealny szpital dla starych lekarzy to szpital bez pacjentów.
Jest to zjawisko masowe, występujące w wielu szpitalach. Sami jako początkujący nic nie możemy zrobić w tej sprawie.

#f4NxE

Pod koniec 1. roku studiów zaczęłam spotykać się z kolegą z roku. Ja mieszkałam w akademiku, ale zdarzało się, że zostawałam u chłopaka na noc. Mój akademik był na drugim końcu miasta i ciężko było tam o chwilę spokoju i prywatność.
Któregoś razu, przed porannymi zajęciami, musiałam wrócić do siebie. Żeby zdążyć, złapałam pierwszy autobus o niedorzecznej porze (coś przed 5 rano).

Jestem jedyną pasażerką. Po ulicach z rzadka snuja się pierwsi przechodnie, miasto jeszcze śpi. Na jakimś przystanku wsiada lekko niedoprany i niedopięty mężczyzna, około 50. Z niewielką torbą w ręku i naiwnym szaleństwem w wyblakłych oczach.
Jestem jedyną osobą w autobusie, a on siada obok mnie i z łagodnym uśmiechem intensywnie mi się przygląda. Torbę kładzie między nogami. Patrzę za okno równie skoncentrowana na przydrożnym rowie, co pasażer na mnie. W torbie jest coś żywego!! Ze wszystkich sił się szamocze i próbuje wydostać. Po odgłosach domyślam się, że to gołąb. Kiedy chcę spojrzeć w stronę torby, widzę, że twarz pana jest niepokojąco blisko mojej. Wracam do podziwiania widoków miejskich. Po trwającej całą wieczność chwili pan,  nadal patrząc na mnie, włożył dłonie do torby... Rozległo się krótkie chrupnięcie i ruch wewnątrz ustał...
Nie zniknął natomiast ani uśmiech z jego twarzy, ani obłęd w spojrzeniu.

Na następnym przystanku uciekłam.

#2jdKG

Kiedy byłem w ostatniej klasie podstawówki, stwierdziłem, że muszę mieć dziewczynę. Zapytałem najbardziej doświadczoną osobę jaką znałem, czyli starszego brata, co trzeba w tym celu zrobić. Brat z miną znawcy oświadczył, że kobiety lubią komplementy.

W klasie miałem taką jedną Asię, która mi się podobała. No więc podszedłem do niej i powiedziałem, że ładnie wygląda. Zdziwiła się trochę, ale podziękowała, po czym poszła w swoją stronę.
Następnego dnia też jej to powiedziałem, i następnego. Na początku odpowiadała tak samo co za pierwszym razem, ale z czasem w ogóle przestała reagować. Ja jednak nie dawałem za wygraną. Nie pamiętam po jakim czasie, ale któregoś dnia, zanim jeszcze zdążyłem otworzyć usta, wydarła się na mnie, że mam ją zostawić w spokoju, bo jak nie, to...

Groźba podziałała, ale ja długo jeszcze nie mogłem zrozumieć, o co jej chodziło.

#0wM9s

Od 20 lat jestem w małżeństwie, które od trzech lat jest koszmarem. Niestety mimo moich starań, moja żona robi wszystko, aby było gorzej. W naszej relacji nie było zdrady, zazdrości, problemem jest jej brat.

Moja małżonka ma o dwa lata młodszego brata, który zawsze był rozpieszczony przez rodziców i dostał nawet od nich mieszkanie, gdzie moja M. nie dostała nic. Jednak nie to jest problemem. Facet od ponad pięciu lat ostro pije, z pięknego mieszkania zrobił melinę. Żona go zostawiła, a jego córka nie chce mieć z nim kontaktu. Moja małżonka oczywiście musi go ratować i tak od ponad trzech lat. Na początku sam chciałem mu pomóc. Proponowałem mu pracę w swojej firmie, pomoc psychologiczną, wsparcie rodzinne. A czego on jedynie chce? Oczywiście pieniędzy. Moja żona non stop się nim zajmuje, kupuje jedzenie, utrzymuje i płaci wszystkie jego rachunki, mimo że nie zarabia dużo. Zaniedbuje nasze dzieci. Wszyscy jej tłumaczyliśmy, że on ją tylko wykorzystuje i niczego nie zmieni w swoim życiu, jak ona będzie go utrzymywała. Mój szwagier oczywiście mimo ciągłej finansowej pomocy nie zmienił niczego, zapuścił się, do mieszkania sprowadza innych meneli. Jego sąsiedzi dzwonią regularnie na policję, ponieważ mają już dość bójek i awantur.
Ostatnio moją żona chciała ode mnie pożyczyć sporą ilość pieniędzy i nie chciała powiedzieć dlaczego. Jak ją zmusiłem, to przyznała się, że to dla brata. I dlaczego potrzebuje takich pieniędzy? Dlatego, że menele w jego mieszkaniu zrobili kolejną awanturę i wybili mu szyby w oknach. Nasze dzieci stały się bardzo na dystans do swojej matki. Popierają mnie, a moja małżonka uważa, że je nastawiam przeciwko niej, gdzie nigdy tak nie było. Niedawno chciała, aby jej brat nocował u nas. Ja zaprotestowałem i dzieci też. Nasza najmłodsza córka zwymiotowała, nie wytrzymała jego odoru. Śmierdzi odchodami, alkoholem i szczynami. Moja małżonka po tej akcji nie odzywała się do nas trzy dni. Jednak nie to było największym hitem.
Otóż nasza najstarsza córka jest bardzo zdolna i chciała wyjechać na zagraniczne studia. Ja utrzymuję sam rodzinę, ale mieliśmy się z żoną złożyć na ten wydatek, ponieważ są to za duże koszty. Ja oczywiście odłożyłem swoją część i przy ostatniej rozmowie o studiach moja żona wyznała, że nie ma już pieniędzy dla naszej córki. Dlaczego? Łatwo się domyśleć, wszystko poszło na brata.

Nasza córka tak się zawiodła na matce, że płakała dwa tygodnie. Wezmę kredyt i spełnię jej marzenie, jednak na żonie nie mogę polegać. Nie wiem już co zrobić. Myślę o rozwodzie, jednak ona bardzo mało zarabia i nie będzie się w stanie utrzymać, a mamy rozdzielność majątkową, więc niczego ode mnie nie dostanie. Nie wiem co kompletnie robić, nie wiem jak dzieci zareagują. Jest coraz gorzej, a ja już tego nie wytrzymam.
Dodaj anonimowe wyznanie