Uwielbiam czasem nie myć się przez kilka dni. Sprawia mi ogromną przyjemność czucie zapachu kilkudniowej bielizny, potu i zapachu starych skarpet. Na ogół dbam o siebie, myję się dwa razy dziennie, używam perfum i dezodorantu i zmieniam codziennie ubrania. Jednak gdy mam pewność, że przez kilka dni nigdzie nie muszę wychodzić i nikt nie przyjdzie do mnie, to uwielbiam sobie pośmierdzieć.
Śmieję się, że czasem ten intensywny smród pewnie przetyka mi drogi oddechowe i dlatego nie mam nigdy kataru.
Zawsze gdy widzę stare tory, którymi nie jeździ już żaden pociąg, jestem lekko zbulwersowana i mam za złe, że kiedyś zlikwidowano połączenia. Podobno 7 tysięcy kilometrów torów w Polsce. Mamy dbać o ekologię, a transport publiczny leży. Dla mojej babci wyjazd do miasta, szkolnym busem, który nie jeździ w wakacje, to co najmniej pół dnia poza domem. Mam marzenie, aby kiedyś przywrócono choć część tamtych połączeń.
Studiuję zaocznie i na zajęcia dojeżdżam busem, z jednego dużego miasta do drugiego. Pewnego razu wpakowałam się w autobus, godziny poranne, sobota, w transporcie głównie studenci... i pewna starsza pani. Usadowiła się tuż za kierowcą. Autobus odjeżdżał i tak się złożyło, że biegł na niego ostatni pasażer.
- Niechże się pan zatrzyma, toż to człowiek biegnie! - zaczęła biadolić staruszka.
Kierowca niezbyt uprzejmym, trochę zniecierpliwionym tonem wytłumaczył jej, że autobusy na tej trasie jeżdżą co 15 minut i zaraz pojawi się następny, a gdyby on miał się zatrzymywać przy każdym spóźnialskim, nigdy by nie wyjechał z miasta.
Babcia trochę nieprzekonana coś tam mu odpowiedziała, zapadła chwila ciszy, spokój przed burzą - i się zaczęło.
Kazała kierowcy wyłączyć radio, bo ona nie chce słuchać gadania, CHYBA, że radio Maryja. Ewentualnie miał on ściszyć radio.
Kierowca jakoś nie chciał się ustosunkować do prośby Moherowej Pani, ta więc stwierdziła, że będzie się modlić na głos. Wszystko jak leci, od różańca po modlitwę za zmarłych (gdzieś między jedną a drugą wspomniała, że jedzie na pogrzeb), wplatając w to tyradę do kierowcy. Brzmiało to mniej więcej tak:
- Zdrowaś Mario, łaskiś pełna... JA TU BRONIĘ PASAŻERÓW! Pan z tobą, błogosławionaś ty między niewiastami... RADIO OPOZYCJI PAN SŁUCHA, JESZCZE ZMUSZA INNYCH, PORZĄDNYCH LUDZI... I błogosławiony owoc żywota twojego, Jezus... ZŁOŻĘ NA PANA SKARGĘ, ŻE PAN RADIA NIE WYŁĄCZYŁ...
Potem poleciała koronka przeplatana takimi komentarzami jak: "współczuję pana żonie", "pewnie tęskni pan za PO", "chyba w życiu nie miał pan różańca w ręce", "przeszkadza mi ta muzyka, proszę zrobić ciszej", "wyleci pan z pracy", "Jezus chce, by pan wyłączył radio, ja to panu mówię", "na łożu śmierci będzie pan wspominał swoją niegodziwość", "jak pan dzieci wychowa, mając serce z kamienia", "Duda podpisze pana zwolnienie!"
Ci co mogli założyli słuchawki, ja co chwilę patrzyłam na zegarek zastanawiając się, kiedy babunia zachrypnie. Jednak widać było, że mocno zahartowana codziennymi modlitwami, gdyż modliła się przez niemal całą podróż (około 1h).
Ze swojej strony dodam, że siedząc w połowie w ogóle nie słyszałam radia, za to panią jak najbardziej :D
Wychodząc z autobusu minęłam pana kierowcę, gdy otwierał bagażnik. Na jego twarzy gościł banan, widać dobrze się bawił całą drogę.
Ocenę sytuacji pozostawiam Anonimowym ;D
Mam w głowie dwie listy. Pierwsza to „czarna lista”, na której znajdują się osoby, które zrobiły wiele złego mi i mojej rodzinie (na przykład pobicie mnie, gdzie sprawa znalazła finał w sądzie i orzeczono zgodnie z tym, jak było, czyli na moją korzyść) – nie trafia się tam za głupoty. Takim osobom życzę po prostu... sprawiedliwości.
Druga lista to „lista wdzięczności”. Nawet po latach pamiętam dobro, które spotkało mnie ze strony tych osób i jestem wdzięczna. Ta druga lista jest dużo dłuższa. Bywa, że ktoś znajduje się na obu jednocześnie...
Do ich powstania przyczynił się kawałek Tomasza Chady „Czarna lista”.
Od śmierci mojej mamy minęło już parę lat... a ja nadal kupuję jej ulubione perfumy, psikam jej ubrania i wtulam się w nie, gdy nie radzę sobie z życiem. Kocham ją z całego serca i równie mocno za nią tęsknię.
Od 30 lat jestem uzależniony od niezbyt typowego fetyszu, jakim są łaskotki. Konkretnie – łaskotki stóp kobiet, choć tułowiem i pachami też nie pogardzę. Do tego dochodzi oczywiście skrępowanie ofiary bo, bądźmy szczerzy, mało kto wytrzyma tego typu zabiegi bez unieruchomienia.
Zawsze zdawałem sobie sprawę, że dziewczyny z takimi upodobaniami nie znajdę. Do lania po tyłku czy fetyszu stóp jeszcze się da, ale łaskotki toleruje pewnie jedna na tysiące. Nie mówiąc o czerpaniu z tego jakiejkolwiek satysfakcji. A gdy byłem młody, Internet był w powijakach i nie istniały jeszcze serwisy takie jak fetlife. Zresztą do dziś społeczność łaskotkową w Polsce można policzyć na palcach niewielu rąk, no i oczywiście w 90% to faceci.
Łaskotanie z partnerkami w łóżku było, ale po którymś walnięciu piąchą czy kopnięciu w jaja dałem sobie spokój. Nie chodzi o to, żeby robić coś bez zgody. Porwanie i torturowanie kogoś kto się panicznie tego boi to tylko fantazje oddzielone grubą krechą od rzeczywistości.
Największym moim marzeniem było zostać producentem filmów o tej tematyce. Ale na początku wieku trudno było o dobre łącze internetowe, nie istniały też jeszcze platformy do sprzedaży własnych klipów. Do tego sprzęt, oświetlenie, umiejętność operowania kamerą, postedycja, marketing... no i same modelki, których pewnie i tak bym nie znalazł (ewentualnie za sporą kasę). Zresztą zdaję sobie sprawę, że te produkcje są trochę naciągane. Te, które się naprawdę boją nie zgodzą się na występ, a te bardziej wytrzymałe nie przyciągną zainteresowania odbiorców.
I tak pozostają filmy, zdjęcia i opowiadania i - nie ma co ukrywać - fantazje przy masturbacji. Bo nawet gdy uprawiam seks z żoną, mam przed oczami śmiejące się dziewczyny. Ona oczywiście wie/podejrzewa, że coś tam sobie oglądam, ale dopóki nie ma to przełożenia na realne działania, to chyba nawet woli takie dewiacje niż typowe porno czy tym bardziej gadanie z innymi kobietami.
Kobiety mają wiele różnych walorów – piersi, pośladki, długie nogi.
Moja dziewczyna zawsze podobała mi się w każdym calu, posiadała wszystkie cechy idealnej kobiety. Spore piersi, nie za duże, ale też nie za małe, długie, szczupłe nogi, twarz o niesamowitej urodzie, jednak ostatnio zacząłem zwracać uwagę na coś innego, na jej... zapach. Nie potrafię tego opisać, ale kiedy tylko się do mnie zbliża, nie zwracam uwagi na jej ciało, tylko zbliżam się jeszcze bardziej i wciągam jej zapach. Nigdy nie czułem bardziej intensywnego zapachu. Kiedy zostaje u mnie na noc, cały mój dom zaczyna pachnieć jak ona. Kiedy nosi moje bluzy, specjalnie ich nie piorę, żeby móc wciągać jej zapach, kiedy nie mogę się z nią zobaczyć.
Ostatnio doszedłem do wniosku, że to jej pot wydziela tak intensywny zapach. Kiedy u mnie spała, zacząłem ją, krótko mówiąc... obwąchiwać. Przeszukiwałem jej ciało tak dokładnie, jak pies szukający ładunków wybuchowych na lotnisku. Dotarłem do jej pach i uderzyła mnie fala podniecenia. Nigdy nie czułem się lepiej. Położyłem się na brzuchu, rękę umieściłem na niej, twarz oparłem o jej ramię tak, że nos był w zgięciu jej ramienia. Przyjąłem przy tym jak najnaturalniejszą pozycję i leżałem w bezruchu, wciągając jej woń.
Często biorę jej skarpetki z kosza na pranie i dokładnie je obwąchuję. Czasami wącham jej buty, tam zapach jest naprawdę intensywny. Nie wiem co o tym myśleć, czuję się jak zwierzę kierujące się jakimiś głupimi instynktami. Sam cały czas śmieję się z różnych dziwnych fetyszy, a okazuje się, że nie jestem lepszy od innych.
No nic, nie mogę jej się przyznać do tego, że bardziej interesują mnie jej pachy niż biust.
Mam cudownego narzeczonego, dla mnie jest on najprzystojniejszym mężczyzną na świecie, zazwyczaj. I całe wyznanie jest o tym „zazwyczaj”.
Otóż posiada on brodę, o którą dba, pielęgnuje, chodzi do barbera itp. Jednak raz na 6-8 miesięcy budzi się w nim potworek, który twierdzi „Jestem facetem, więc sam sobie potrafię przyciąć brodę”. Niestety jednak nie ma on do tego talentu i taka akcja zawsze kończy się zgoleniem zarostu na zero. I tutaj docieramy do tego „zazwyczaj”, ponieważ bez brody on mi się w ogóle nie podoba – te rysy twarzy, bladość, całość jakaś taka fuj. Gdzie stwierdzenie „nie podoba” jest bardzo delikatne. Jego wyraz twarzy wtedy jest dla mnie wręcz obleśny, ostatnio jak weszłam do łazienki, a on bez brody z maszynką w ręku, to zwymiotowałam. Dobrze, że jedliśmy rybę na kolację, bo udało mi się na jej domniemaną nieświeżość zrzucić odpowiedzialność za moje torsje. Przez 3-4 tygodnie, aż mu zarost nie odrośnie, muszę ukrywać moje obrzydzenie (zazwyczaj biorę wtedy nadgodziny, nagle co drugi wieczór „muszę” gdzieś wyjść – a to do rodziców, a to do koleżanki, a to na zakupy po galerii), z trudem zmuszam się do całusa w policzek na dzień dobry, nie mówiąc o sprawach łóżkowych.
Nie wiem jak delikatnie mu o tym powiedzieć oraz czy w ogóle mu o tym mówić. Czuję się jak oszustka mówiąc mu, że go kocham, choć takim uczuciem go darzę, jednocześnie odczuwając wstręt. Nadal pragnę czuć jego zapach, dotyk, słyszeć głos, jednak nie potrafię wtedy na niego patrzeć. Nie wiem co robić…
Mój chłopak ma na imię Bartek, a ja czasem przez pomyłkę zwracam się do niego Andrzej. Wtedy on z udawanym oburzeniem pyta, kim jest Andrzej. Nie wiem, skąd mi się to wzięło, bo ja nawet nie znam żadnego Andrzeja.
Historia wydarzyła się, kiedy miałem około 7-8 lat.
Miewałem w tym okresie częste problemy żołądkowe, więc ten wpis będzie o jednym z takich przypadków.
Cierpiałem cały dzień, mama nie wiedziała co ze mną począć, bo znowu miałem zatrucie i wymiotowałem. Rodzice jednak musieli rano wstać do pracy, wiec chcąc nie chcąc potrzebowali snu, a ja za to miałem „jakby coś” budzić ich choćby o 3 nad ranem.
Czas: być może i ta 3 nad ranem.
Miejsce: pokój rodziców.
Akcja: wchodzę po cichu do środka, włączam światło i budzę rodziców cichym „Ej...”, ledwo stojąc na nogach. Oboje zrywają się i patrzą, co się wydarzy. Mama już ponoć spodziewała się najgorszego, a przynajmniej lawiny wymiocin. A ja? Ja jedynie powiedziałem: „Ej, no bo mi teraz tak w brzuchu jeździ i chyba srać pójdę”.
Wypominają mi to do dzisiaj.
Dodaj anonimowe wyznanie