Czasy studenckie, jeden z przedmiotów wykładał młody i ambitny doktor. Nie było studenta, który go nie lubił i nie szanował. Miał jedną rzadko spotykaną cechę - wiedział, że jego przedmiot jest dosyć nudny, ale był tak ambitny, że bardzo starał się zainteresować studentów swoją dziedziną. KIedyś wraz z pierwszoroczniakami wymyślił coś genialnego, zajęcia teatralne połączone z jego przedmiotem. Mimo że zajęcia odbywały się w poniedziałkowe wieczory, zawsze były na nich tłumy.
Na pewnych zajęciach grupa ćwiczyła zaufanie poprzez grę o jakże cudownej nazwie "zabawa w trupa" (nie wiem dokładnie na czym polegała, bo niestety to nie był mój rocznik). Jednej panience to się nie spodobało i złożyła skargę na doktora. Nie mam pojęcia jakim cudem coś tak głupiego mogło wywołać taką aferę, ale nasz ukochany doktor miał zostać wywalony z uczelni. Nawet kolokwia z jego przedmiotu były nadzorowane przez specjalną komisję, która miała ocenić jego pracę.
Studenci zrobili coś niewiarygodnego. NAUCZYLI SIĘ. Wykuli nawet najnudniejsze badziewia, żeby poprawić wyniki doktora. Napisali petycję, która miała zapewnić mu pozostanie na uczelni, starości biegali do dziekana, żeby się zlitował nad naszym doktorem i udało się.
Niestety zajęcia teatralne nie mogły się już odbywać, a wszelkie zapały doktora zostały zgaszone. Jednak jestem pełna podziwu widząc solidarność studentów i zawiedziona postawą "góry". Weź człowieku spróbuj zrobić coś wykraczającego poza program, to zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie chciał podciąć skrzydła.
Jeśli Pan Doktor lub jego studenci jakimś cudem to czytają, to serdecznie pozdrawiam i wierzę, że nasz ulubiony wykładowca pokaże jeszcze ile może zdziałać :)
Jestem mężem i ojcem – dzieci w okresie dojrzewania, a ja w wieku przejrzewania. Z żoną pracujemy, w związku z tym staramy się dzielić obowiązkami domowymi jak możemy. Oczywiście więcej z nich spada na żonę, bo dużo pracuję (15-18 godzin dziennie). Dla jednych jestem pantoflem, dla innych dobrym mężem, zdania są podzielone, ale to temat na inne wyznanie.
Jeśli chodzi o podział obowiązków, to mogę robić wszystko – sprzątanie, zmywanie, gotowanie nie jest dla mnie żadnym problemem. W zasadzie mógłbym zamieszkać w kuchni, bo ją lubię ogarniać najbardziej. Za to nie znoszę prania, a szczególnie wieszania prania.
Ostatnio żona poprosiła mnie, żebym suche pranie zdjął i poskładał. I teraz pointa. Zauważyłem, że brzydzi mnie bielizna córki. Ona jest czysta, ładna, ale świadomość, że to jest jej powoduje, że dotykam ją dwoma palcami, a najchętniej zrobiłbym to kijem. Żona się śmieje, że mam minę defekującego kota.
Ciekaw jestem, jaka jest tego geneza i ciekaw jestem, czy inni faceci też tak mają.
PS Z bielizną pozostałych domowników nie mam problemu.
Każdy albo przynajmniej większość z nas w przedszkolu lub szkole podstawowej miał jakąś ksywkę. Ja również. Moja brzmiała "Pluto". Pewnie myślicie sobie, kto w ogóle wymyślił coś takiego, jednakże jest ona, jak najbardziej trafiona.
Od dziecka strasznie interesowało mnie wszystko, co było związane ze zwierzętami. Szczególnie upodobałam psy. Już w podstawówce znałam takie rasy jak Nova Scotia Duck Tolling Retriver itp. Jednak mi to nie wystarczało, chciałam pójść o krok dalej. Chciałam być psem. I tak w mojej główce narodził się pomysł: "Żeby zostać psem, muszę najpierw nauczyć się szczekać". Tak więc szczekałam dzień i noc. Goniłam koty, warczałam. Obserwowałam inne psy, aby zobaczyć, jak one to robią. I wiecie, co? Udało mi się. Nauczyłam się szczekać. Koty nie wiedziały, czy to szczekami ja, czy inny pies, a sąsiadki mówiły, że sąsiedzi kupili nowego psa. Na świetlicy z kolei miałam zajęcia z gitarą. Każdy z nas kojarzy piosenkę pt. Kundel bury - "penetruje wszystkie dziury" - ulubiony wers mojego przyjaciela ( ͡° ͜ʖ ͡°) . Był tam taki moment, że trzeba było zrobić "hau hau", wtedy ja stwierdziłam, że to moje 5 minut sławy i zaczęłam szczekać. Zrobiło się cicho, ale po chwili zgodnie wszyscy stwierdzili, że moje szczekanie jest świetne. Dostałam moją ksywkę, a podczas zabawy w dom byłam idealnym odzwierciedleniem psa.
Piszę to rano. W nocy, kiedy nie mogłam spać, przypomniał mi się ten epizod mojego życia. Stwierdziłam, że sprawdzę, czy umiem jeszcze szczekać. Spróbowałam. I wiecie co? Umiem.
Pozdrawiam anonimowych, studentka weterynarii :)
Moja żona dostała nakaz opuszczenia domu i zarzuty o znęcanie się psychiczne i fizyczne i jestem wdzięczny policjantom, którzy przyjechali na interwencję, za obiektywizm i profesjonalizm, oraz sąsiadom, że wezwali patrol. To żelazny dowód na rozwód z jej winy i możliwość dla mnie na zatrzymanie dziecka oraz zasądzenie od niej alimentów. Nie ma już siły, żebym przegrał w sądach.
7 lat znosiłem upokorzenia, krzyki, rzucanie się do mnie z łapami i latające po domu artykuły gospodarstwa domowego. Znosiłem to tylko dlatego, żeby zatrzymać przy sobie syna, którego kocham. 7 lat bez seksu i w ogóle jakichkolwiek fizycznych interakcji z żoną, bo rzucania się do mnie z łapami nie liczę. 7 lat rycia głowy krzykami, pretensjami i zarzutami. 7 lat utrzymywania pasożyta, który nie potrafił nawet zadbać o dziecko i dom.
Chciałbym wykrzyczeć całemu światu, że już prawie wygrałem w sprawie, w której to zawsze facet jest tym złym i to faceta wyrzuca się z jego własnego domu i to facetowi odbiera się dziecko i wyciąga od niego alimenty. Zacząłem wierzyć w sprawiedliwość.
Czuję się, jakbym wygrał w totka.
Gdy chodziłem do podstawówki, w mojej szkole powstawało kino.
Wychowawca oznajmił nam, iż odbywa się konkurs na najlepszą nazwę dla owego miejsca.
Ja, dzieciak z wadą słuchu, niestety usłyszałem tylko, że miałem wymyślić nazwę i zastanawiało mnie dlaczego.
No to ruszyłem szare komórki i co napisałem na karteczce?
Stefan :/
PS Nie wygrałem.
Ludzie mają mnie za osobę bardzo kulturalną. Nawet nie przeklinam. Nie wiedzą, że często rzucam mięsem w myślach. Dziwią się, gdy mówię, że lubię rap, w tym soczyste dissy. Dwie godziny słuchania takiej muzyki i jestem odprężona, a cała złość i frustracja mija, tak jakby zastępowało mi to powiedzenie komuś tego, że jestem zdenerwowana.
Uwielbiam aktualizacje. Czy to telewizora, tabletu, laptopa czy smartfona. I aplikacji, i systemu. Robię je codziennie i regularnie sprawdzam ich dostępność, nawet jak mam włączone automatyczne aktualizacje.
Dzisiaj otrzymałem powiadomienie o długo oczekiwanej aktualizacji smartfona. Moja reakcja: taniec, okrzyki, wirowanie dookoła. I w tym wirze radości wypuściłem smartfona z rąk...
Miałem dobrego cela. Wyleciał przez otwarte okno. Z 6 piętra.
PS Nie przeżył.
Miałem kilka lat temu taką sytuację: zaczęli do mnie wydzwaniać ludzie z różnymi pretensjami, o dziwnych porach, głównie w weekendy. Nie rozgadywałem się, tylko od razu mówiłem, że pomyłka i się rozłączałem. Ale kiedy w długi weekend majowy o godzinie 4 rano ktoś uporczywie się dobijał, odebrałem telefon i usłyszałem jak jakaś kobieta twierdziła, że dodzwoniła się do pensjonatu w Bieszczadach i że ona chce wejść do środka, a drzwi są zamknięte. Powiedziałem pani, że dodzwoniła się do osoby prywatnej i proszę mnie już nie nękać.
Rano sprawdziłem numer telefonu jednego z pensjonatów z Bieszczadach i był identyczny jak mój, z małą różnicą, że jedna cyfra w ostatniej linijce się różniła – ja miałem 1, a pensjonat 4. Mówię trudno, ludzie się mylą, nic na to nie poradzę, przecież to nie jest wina lokalu, że mają podobny numer do mojego.
Po tygodniu, kiedy byłem w pracy, znowu jakiś telefon. Rozmowa wyglądała mniej więcej tak:
- Dzień dobry, o której będzie kolacja na stołówce?
- Dzień dobry, proszę pani, to pomyłka, dodzwoniła się pani do osoby prywatnej.
- Jaka pomyłka? Przecież dzwonię do pensjonatu „Xy”?
- Nie, proszę pani, to pomyłka, mam podobny numer, prawie identyczny, różni się tylko jedną cyfrą !!!
- Co pan mi mówi, przecież jestem przed drzwiami i dzwonię na prawidłowy numer, głupia nie jestem!
- To proszę czytać, na jaki numer pani dzwoni.
Kobieta zaczyna czytać.
- 888 888 818? No właśnie nie wiem, co to za cyfra, 4 albo 1, tak niewyraźnie ktoś napisał odręcznie pod dzwonkiem od głównych drzwi - odpowiada kobieta.
- No WŁAŚNIE ja mam cyfrę 1, a pensjonat cyfrę 4... Jeżeli pani będzie tak miła, to proszę powiedzieć właścicielom, niech poprawią ten numer, żeby nikt już do mnie nie dzwonił, bo często zdarzają się pomyłki i ludzie potrafią mnie w nocy obudzić.
Na drugi dzień znowu dzwoni sama kobieta i mówi: „Panie, bo przy mnie ta pani z hotelu poprawiła numer na taki wydrukowany, wyraźny, kazała pana przeprosić i obiecała, że nikt już nie będzie pana dręczył telefonami”.
I faktycznie już kilka lat mam spokój :)
Uwielbiam czasem nie myć się przez kilka dni. Sprawia mi ogromną przyjemność czucie zapachu kilkudniowej bielizny, potu i zapachu starych skarpet. Na ogół dbam o siebie, myję się dwa razy dziennie, używam perfum i dezodorantu i zmieniam codziennie ubrania. Jednak gdy mam pewność, że przez kilka dni nigdzie nie muszę wychodzić i nikt nie przyjdzie do mnie, to uwielbiam sobie pośmierdzieć.
Śmieję się, że czasem ten intensywny smród pewnie przetyka mi drogi oddechowe i dlatego nie mam nigdy kataru.
Zawsze gdy widzę stare tory, którymi nie jeździ już żaden pociąg, jestem lekko zbulwersowana i mam za złe, że kiedyś zlikwidowano połączenia. Podobno 7 tysięcy kilometrów torów w Polsce. Mamy dbać o ekologię, a transport publiczny leży. Dla mojej babci wyjazd do miasta, szkolnym busem, który nie jeździ w wakacje, to co najmniej pół dnia poza domem. Mam marzenie, aby kiedyś przywrócono choć część tamtych połączeń.
Dodaj anonimowe wyznanie