#fbBEv

Historia wydarzyła się, kiedy miałem około 7-8 lat.
Miewałem w tym okresie częste problemy żołądkowe, więc ten wpis będzie o jednym z takich przypadków.

Cierpiałem cały dzień, mama nie wiedziała co ze mną począć, bo znowu miałem zatrucie i wymiotowałem. Rodzice jednak musieli rano wstać do pracy, wiec chcąc nie chcąc potrzebowali snu, a ja za to miałem „jakby coś” budzić ich choćby o 3 nad ranem.

Czas: być może i ta 3 nad ranem.
Miejsce: pokój rodziców.
Akcja: wchodzę po cichu do środka, włączam światło i budzę rodziców cichym „Ej...”, ledwo stojąc na nogach. Oboje zrywają się i patrzą, co się wydarzy. Mama już ponoć spodziewała się najgorszego, a przynajmniej lawiny wymiocin. A ja? Ja jedynie powiedziałem: „Ej, no bo mi teraz tak w brzuchu jeździ i chyba srać pójdę”.

Wypominają mi to do dzisiaj.

#Jig9v

Mając 6 lat i chodząc do zerówki, kupiłam małą walentynkę w kształcie serca. Zaadresowałam ją do pani woźnej, a raczej mojej cioci, która pracowała jako woźna. Moja szkoła była bardzo mała, dlatego była tam jedyną woźną. Sprzątała, robiła wszystkim uczniom herbatę, którą dostawaliśmy w przerwie śniadaniowej, zawsze można było iść do kuchni i pogadać z nią.
Pamiętam jak było rozdawanie walentynek i ciocia akurat przyniosła herbatę. W tym momencie moja nauczycielka wzięła walentynkę, która była przeznaczona dla niej. Do dzisiaj pamiętam zaskoczenie i radość cioci. Pracowała w tej szkole wiele lat i po raz pierwszy dostała walentynkę.

Jakoś w drugiej liceum (teraz mam 19) poszłam po coś do cioci. Nie pamiętam po co, ale musiała to wyjąć z torebki. I co przez przypadek wyleciało? Moja walentynka, którą dałam jej 11 lat wcześniej! Rozpoznałam ją od razu, była w idealnym stanie. Wypaliłam „Ciocia, ty ją jeszcze masz?!”. Ciocia zorientowała się, że to papierowe serduszko było ode mnie, bardzo się ucieszyła i powiedziała, że trzyma je, ponieważ przynosi jej szczęście :")

Morał taki, że najdrobniejsze rzeczy czasami mogą sprawić najwięcej radości.

#nWXM8

Jestem młodą dorosłą, a moja mama jest w średnim wieku. Co tu anonimowego?
To, że faceci częściej podrywają ją. Jest piękna. Mówią to nawet moi znajomi, w tym koleżanki, niepytane. Faceci zaczepiają ją w sklepie i na ulicy, młodzi i starsi, wszyscy. Ona z tego nie korzysta.

Pomimo swojego wieku wygląda na 30 parę lat i ludzie biorą nas za siostry lub koleżanki. W dodatku jest żywotna i ekstrawertyczna. Ludzie do niej lgną. Ja niby nie wyglądam źle, mam dosyć toporne rysy twarzy, jak osoba z dalekiego i surowego klimatu, pochodząca w części od Azjatów, ale czasem słyszę od ludzi, że jestem ładna. Kilka osób powiedziało, że piękna.

Trochę szkoda, że nie jestem do niej bardziej podobna, ale zawsze cieszę się, gdy ludzie ją doceniają i zauważają. Cieszy mnie każdy pozytywny komentarz na jej temat, zupełnie jakbym słuchała o swoim dziecku (choć ich nie mam).

#e0dbu

Jak miałam jakieś 5 lat, złapała mnie grypa żołądkowa, więc mama zabrała mnie do lekarza rodzinnego. Gdy zapytał co mi jest, powiedziałam, że nic, tylko że jak pierdnę, to cały kibel osram.

Rodzicielka nigdy już nie poszła ze mną do tego lekarza, a ta historia jest do dziś wspominana.

#xtykQ

W dzieciństwie byliśmy wychowywani na dzieci idealne. Konkretnie takie, które nie sprawiają zupełnie żadnych problemów i daleko dojdą w życiu. Każde z rodzeństwa poradziło sobie z tym inaczej – ja nauczyłam się sprawiać dobre wrażenie, a siostra stała się dzieckiem idealnym. Ja maskowałam wszelkie siniaki i zadrapania z podwórka, a siostra była bardzo ostrożna i nigdy nie miała siniaków i zadrapań. Próbowałam nawet zamaskować złamaną rękę. Po kilku godzinach wydało się i nie było przyjemnie... opieprz od mamy, no ale ręka w gips i jakoś się zagoiło. 
W szkole lawirowałam jak umiałam, na jednej lekcji uczyłam się na drugą i nauczyciele uważali mnie za zdolną uczennicę. Siostra faktycznie była zdolna. Obie skończyłyśmy studia, siostra również doktoranckie. Ale? Ale kompletne negowanie przez naszych rodziców tego, że ich dzieci w ogóle mogą mieć jakieś problemy, brak rozmów poza zakazami, które ja omijałam sprytnie, a siostra stosowała co do joty, sprawiły, że każda z nas na swój sposób odchorowała swoje dzieciństwo, tzn. siostra po wielu latach idealnego życia przeżyła załamanie, a ja... ja nie umiem się nadal przyznać do tego, że mi coś jest. 

Od pewnego czasu mam problemy z sercem, chyba dość poważne, bo jest coraz gorzej, ale nie, nie powiedziałam nikomu, że mam takie duszności od byle lekkiego zdenerwowania, że ledwo oddycham, nie, ja przecież zawsze byłam cała i zdrowa, nawet ze złamaną ręką i pewnie z zawałem serca też. 

Czy mam pretensje do rodziców? Chyba nie, oni też przecież mieli dzieciństwo i może wtedy nauczyli się być takimi, a nie innymi ludźmi...

#MBJbj

Tydzień temu śmiałam się z sąsiada, wjechał w tył innego samochodu – zderzak i maska do klepania.
Dzisiaj poszukuję lusterka, nadkola i drzwi, bo nie zauważyłam słupka, wycofując z miejsca parkingowego. No dobra, słupa betonowego podtrzymującego konstrukcję...

Karma wraca, dość szybko.

#DK9n4

Miałam 21 lat i byłam na weselu u kuzyna. Wyszłam sobie na papierosa przed salę i stał tam mój wujek - ojciec pana młodego. Zaznaczę, że wujek był alkoholikiem i kiedy go spotkałam przed salą był już mocno pod wpływem alkoholu. No ale wiadomo, rodziny się nie wybiera, to i zagaiłam gadkę o mało ważnych pierdołach, żeby nie było głupio stać w ciszy.

W pewnym momencie wujas złapał mnie mocno za rękę, przyciągnął do siebie i moją rękę skierował do swojego rozporka i zapytał, czy nie zrobię mu loda. Byłam w ogromnym szoku i wykrzyczałam, że co on w ogóle wyprawia? A on mi na to "To czemu jesteś dla mnie taka miła? Przydasz się do czegoś". Uciekłam, emocje wzięły górę, rozpłakałam się. Podeszłam do matki i jej o tym opowiedziałam, a ona tylko zapytała po co z nim rozmawiałam i żebym nie robiła afery przy rodzinie, bo wstyd. Szok i niedowierzanie. Na matkę byłam obrażona dobre kilka miesięcy za jej reakcję i zlekceważenie sytuacji.
Wujasa nie widziałam od wesela, a jakieś 2 lata później zapił się na śmierć. Nie byłam na pogrzebie, nie było mi nawet przykro.

#zWPWQ

Czy myśleliście kiedyś jak to jest mieć za dziewczynę prostytutkę?

Gdy zaczęliśmy się spotykać nie wiedziałem o tym co robi, podobno była nimfomanką. Związek całkiem się nam układał aż zerwała ze mną po 4 latach. Stwierdziła, że musi to przemyśleć może z innym partnerem spróbować, a potem do mnie wróci. Jak się domyślacie nie wróciła, a ja się z tego cieszę.

Ale do sedna.

Jakiś czas po zerwaniu przeglądałem różne strony erotyczne i trafiłem na zdjęcia już swojej byłej dziewczyny, była na nich naga ze spermą na twarzy, ona oczywiście ani słowa (mieliśmy wtedy jeszcze kontakt). "Nie wydaje ci się, tylko podobna jakaś".

Następnie natrafiłem na jeden filmik, i tak się ruszyło. Znalazłem kilka i napisałem do niej z fejk konta, że chcę kupić jej filmy. Udało się, dostałem dwa. Jeden nakręciła u siebie w domu, a drugi wysłała mi jakiś starszy - zauważyłem, że pokój, w którym film był kręcony to mój pokój.... Tak, jak była u mnie nagrała film erotyczny. Z tego samego konta napisałem do jej byłego przyjaciela udając, że przypadkowo na niego trafiłem. Ciężko, ale uwierzył i tu się zaczęło. Wypytałem go o wszystko co możliwe. Okazało się, że miał trochę jej filmów i zdjęć, do tego robiła mu za darmo sex pokazy i kasowała za nie po 50 zł. Przespała się z wieloma facetami, nawet ojca upiła i robiła mu loda (tak pokazał mi zdjęcie). Regularnie ruchała się z chłopakiem swojej najlepszej przyjaciółki, z którym ja okazyjnie piłem wódkę. Na sam koniec powiedział mi, że poza zabawami wszelkiego typu, była na kilku wieczorach kawalerskich jako główna atrakcja. 
Wiem, że jest już po ślubie, nie wiem czy wie o tym jej mąż, ale ja byłem załamany...
Dodaj anonimowe wyznanie